Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sądy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sądy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2015

Kilometrówki i dziewczynki

Wygląda na to, że sędziowie mogą zastrajkować. Kto wie, może nawet zamkną sale rozpraw i swoje gabinety, podobnie jak niedawno zrobili to lekarze. Z czego pewnie wielu delikwentów, sądowych klientów - w przeciwieństwie do pacjentów - ucieszy się bardzo.
Oto bowiem rząd od 1 stycznia zabrał sędziom z sądów rejonowych dopłaty za dojazdy do pracy. Dotąd dostawali 60 groszy za każdy przejechany kilometr. Sędziowie protestują wyciągając takie oto argumenty: - Mamy się przesiąść do autobusów? Mamy podróżować razem z tymi, których skazujemy? – oburzają się.
Zapewne powinni mieć też oddzielne sklepy, restauracje, kina, itd. – aby nie stykać się z tymi, których skazują?
Tymczasem żalą się na swój podły los, że skarb państwa nie zapewnia im darmowych mieszkań, hoteli, diet oraz bezpłatnej komunikacji. A oni przecież do tego wszystkiego spłacają kredyty hipoteczne, a państwo nie dokłada im nawet do rachunków za prąd, ani nie zapewnia pracy małżonkom. Co gorsza, nie mają  zagwarantowane, że ich dzieci dostaną się bez egzaminów na dowolnie wybrane studia.
Po prostu niebywały  skandal!
Ktoś tu chyba pomylił wymiar sprawiedliwości z rodzinnym biznesem? Wygląda na to, że ta grupa zawodowa nie ma bladego pojęcia, jak żyją zwykli ludzie. I na dodatek chyba próbują żerować na  ich podatkach?
Warto pamiętać, że sędzia w sądzie rejonowym, czyli na początku swojej kariery, zarabia przeciętnie 10 410 złotych brutto. Do tego od wynagrodzeń sędziów nie odprowadza się składek na ubezpieczenie społeczne, co powoduje, że ich rzeczywista wypłata jest wyższa od wypłaty innego pracownika zarabiającego brutto tę samą kwotę.
Mało? Na paliwo nie wystarczy? A może potrzeba dorzucić także na inne potrzeby i przyjemności?
Kilka tygodni ujawniono rozmowę telefoniczną dwóch sędziów  (nagraną przez CBA w związku z tzw. aferą korupcyjną w Sądzie Najwyższym). Bogusław M. - sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego w stanie spoczynku, rozmawiał z Henrykiem P. - sędzią Sądu Najwyższego. Panowie negocjują, co ma znaleźć się w skardze kasacyjnej,  aby to skutkowało „życzliwością” i przyjęciem tejże skargi. W tle są gigantyczne pieniądze. Następnie rozmawiają o „dziewczynkach”, gdyż jak przyznaje sędzia Bogusław M. służy to jego „zdrowotności”: - No, jak to lubię. No jejku. Ty wiesz, jak ja się dobrze czuję później. Cały tydzień mam dobry.
- No pewnie. Taki, kurwa, byk rozpłodowy, jak ty. Jakbyś zaniechał tych praktyk, to krzywdę… Pan Bóg by się gniewał na ciebie. Pamiętaj – wtóruje mu sędzia Henryk P.
Obawiam się jednak, że w tej  tragicznej dla sędziów sytuacji finansowej - do jakiej doprowadziło  państwo – wkrótce nie tylko na paliwo zabraknie, ale i na dziewczynki.
Janusz Szostak

Powyższy felieton jest krytyką prasową i subiektywną oceną wydarzeń przez autora.


więcej...

piątek, 19 września 2014

Temida ślepa i głucha

Nie przestaje mnie zadziwiać nasza rzeczywistość. Oto na przykład naczelnik więzienia zapłacił kilkadziesiąt złotych grzywny za niepełnosprawnego, osadzonego za kradzież batonika, ponieważ widział, że ten człowiek nie nadaje się do odbywania kary. Poza tym skala „przestępstwa” była naprawdę dyskusyjna.
No i tenże naczelnik sam został skazany za ten czyn, ponieważ jako osoba niespokrewniona nie miał prawa płacić za kogoś grzywny.
Wiadomo jest, że prawo dzielimy na dwa obszary - literę prawa i ducha. Litera to przepisy i kodeksy, duch, to ogólnie mówiąc zdrowy rozsądek. W przytoczonym przypadku być może litera prawa została zachowana, znaleziono odpowiednie przepisy, przeprowadzono przewód, skazano. Ale duch prawa musiał na tych rozprawach skręcać się ze śmiechu.
Zastanawiają mnie dwie rzeczy: w imię czego skazano niepełnosprawnego psychicznie człowieka za naprawdę śmieszny czyn przywłaszczenia sobie batonika, a następnie skazano naczelnika, który próbował tę pierwszą głupotę naprawić?
Gdy rozum śpi, budzą się demony. W ciągu ostatnich kilku lat obudziło się ich wyjątkowo dużo.
Tomasz Połeć

więcej...

czwartek, 3 kwietnia 2014

Widmo sprawiedliwości

W  filmie Luisa Buñuela „Widmo wolności” snajper, który strzelał do przechodniów został schwytany i postawiony przed sądem. Po odczytaniu wyroku, a była to kara śmierci, skazany  ukłonił się, żandarmi rozkuli go z kajdanek, a prawnicy złożyli gratulacje  i poczęstowali  papierosem. Zabójca wyszedł z sądu jako wolny człowiek, rozdając autografy.

Wymiar sprawiedliwości w Polsce coraz częściej przypomina mi  tę scenę z dzieła jednego z twórców kina surrealizmu. Bo to przecież czysty surrealizm , kiedy sądy najpierw potwierdzają przyjęcie łapówek przez oskarżonych,  po czym są oni uniewinniani. Jakby tego było mało, jedna z podsądnych  zażądała  zwrotu przedmiotów wręczonych jej jako łapówki – pióra z brylantem i ekskluzywnej whisky.

W innej sprawie,  sędzia  będący karygodnym przykładem służalczości  wobec władzy nadal spokojnie sobie pracuje, natomiast człowiek, który ujawnił tę patologię w prasie, trafił do aresztu.
Generałowie Jaruzelski i Kiszczak nie mogą brać udziału w procesach ponieważ według opinii biegłych  są bardzo chorzy.  Nie ma jednak przeszkód żeby uczestniczyli w wystawnych imprezach jubileuszowych lub wygrzewali się w słońcu Egiptu. Jedynymi ludźmi, których spotkały kary w związku z procesami tych generałów są byli opozycjoniści domagający się sprawiedliwości.

Tragifarsą i rechotem historii jest również  fakt , że osobnik który miał znaczny udział we wprowadzaniu w naszym kraju systemu totalitarnego, dziś  uczestniczy w debacie  pt. „O brunatnej Polsce” jako problemie współczesnym. Życiorys znanego filozofa prof. Zygmunta Baumana jest bowiem momentami tak ciemny, jak pomieszczenia ubeckich katowni. Pisał na ten temat  historyk, Piotr Gontarczyk badający archiwa IPN:

„Wynika z nich, że w latach 1945–1953 Bauman był oficerem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Struktura, choć ubrana w mundury wojskowe, to z wojskiem miała niewiele wspólnego. Była bowiem zbrojnym ramieniem partii komunistycznej utworzonym na wzór wojsk NKWD i służącym ujarzmieniu polskiego społeczeństwa. To właśnie jednostki KBW ścigały po wojnie najsłynniejsze oddziały polskiej partyzantki: V. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” na Białostocczyźnie, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” na Lubelszczyźnie czy Józefa Kurasia „Ognia” na Podhalu. Przeciwko zbrojnemu podziemiu walczył z bronią w ręku także Bauman. Otrzymał za to Krzyż Walecznych.”

Nie przeszkadzało to prezydentowi Wrocławia, który zaprosił Zygmunta Baumana do wygłoszenia wykładu na miejscowym uniwersytecie.  Przeciwko wizycie stalinowskiego majora zaprotestowali kibice Śląska Wrocław i  członkowie NOP-u.  Zostali oskarżeni o zakłócenie wykładu.  Niedawno rozpoczął się ich proces.

W grudniu zeszłego roku  doszło  do innego protestu, kiedy to na uczelni w Poznaniu  grupa anarchistów i squattersów przebranych w damskie fatałaszki doprowadziła do przerwania  wykładu (jeden z nich wskoczył na stół wykładowcy)  ks. prof. Pawła Bortkiewicza. Wtedy to  mainstreamowe  media użalały się na brutalną interwencję policji, która wyprowadziła z sali protestujących. Nie słyszałem natomiast , by sprawcy  tego „happeningu”  mieli odpowiadać za swój czyn przed sądem.

24.03.2014




więcej...

poniedziałek, 3 marca 2014

Sanatorium dla bestii

Sąd Okręgowy w Rzeszowie zdecydował właśnie, że Mariusz Trynkiewicz jako osoba z zaburzeniami psychicznymi  stanowi zagrożenie dla innych i będzie izololowany w zamkniętym ośrodku terapeutycznym. Myślę, że warto wiedzieć, co to za ośrodek i jakie są koszty tej całej operacji dlatego zamieszczam tekst z aktualnego wydania magazynu Reporter:

"Czy Mariusz Trynkiewicz, osławiony morderca i pedofil, trafi do ośrodka pod Gostyninem?  Postępowanie  w  tej sprawie rozpoczęło się 11 lutego, ale sąd odroczył je do 3 marca. Jeśli Trynkiewicz trafi do Gostynina, to  razem z nim będzie tam przebywać 9 innych, niebezpiecznych osobników. Zajmować będzie się nimi 77 osób. Roczny koszt utrzymania ośrodka, to od 5 do 7 milionów złotych.

22 stycznia tego roku weszła w życie ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, stwarzających zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Teraz sądy mają możliwość kierowania na terapię sprawców groźnych przestępstw, którzy - po odbyciu kary więzienia - mogliby popełnić kolejne przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej.
11 lutego więzienie opuścił Mariusz Trynkiewicz, nazywany „bestia z Piotrkowa Trybunalskiego”. W 1989 roku został skazany na karę śmierci, a później na mocy amnestii zamieniono wyrok na 25 lat więzienia. Trynkiewicz najprawdopodobniej trafi do - utworzonego w Gostyninie na Mazowszu - Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym. Obecnie w Ośrodku jest przygotowanych 10 miejsc dla groźnych pacjentów. Jednak, jak zapewnia wiceminister zdrowia Sławomir Neumann, w razie potrzeby, ich liczba może zostać zwiększona. Wiceminister, podczas konferencji prasowej w Gostyninie w dniu 27 stycznia poinformował, że obecnie w ośrodku zatrudniony jest tylko jeden pracownik - dyrektor Ryszard Wardeński. Personel będzie zatrudniany w miarę potrzeb.

Jak w przedszkolu 
Przy 10 pacjentach, pracować będzie 77 osób w tym: psychiatra, 6 psychologów z certyfikatami psychoterapii behawioralno - poznawczej, 14 pielęgniarek, 20 sanitariuszy i 10 ochroniarzy. Na początku ochroniarzami mają być pracownicy ze służby więziennej, później pracownicy ochrony zatrudnieni przez ośrodek.
Dla pacjentów przygotowano jednoosobowe kolorowe sale z meblami  przytwierdzonymi do podłogi. W pokoju znajdują się tylko mała szafka przyłóżkowa, szafa na ubranie, stół, dwa krzesła, umywalka i lustro. We wszystkich pokojach zainstalowano dwie kamery. Nie ma krat w oknach, ponieważ - jak mówi dyrektor Wardeński - jest to placówka lecznicza, wybicie jednak szyby nie jest możliwe: -  To jest szpital psychiatryczny, my nie możemy mieć nawet zewnętrznych oznak, charakterystycznych dla placówek penitencjarnych. Ośrodek to nie więzienie, pacjenci będą mogli swobodnie się po nim poruszać, będą mogli też bez ograniczeń być odwiedzani przez najbliższych.
Psycholog ośrodka, Agnieszka Łuczak zapewnia, że celem terapii będzie zmiana u pacjentów ich wzorców poznawczych i zachowań, które najczęściej cechują się postawami aspołecznymi.
- Terapia poznawcza zaburzeń osobowości polega na rozpoznaniu i modyfikacji pewnych stanów, kluczowych schematów i wzorców poznawczych. Chodzi o to, żeby zmienić jakby sposób interpretacji rzeczywistości i uruchamianych strategii radzenia sobie z tym, co zdarza się pacjentom na co dzień. Naszym celem będzie próba zmiany tych kluczowych przekonań po to, aby umożliwić im ewentualny powrót do społeczeństwa. Terapia poznawcza zaburzeń osobowości jest procesem długotrwałym, z reguły trwa kilka lat - stwierdza Agnieszka Łuczak, która pracuje w ROPS 7 lat i jak mówi, jeszcze nie zdarzył się żaden przykry incydent z pacjentem.

Strach sąsiadów 
Wśród mieszkańców Gostynina zawrzało, na lokalnych portalach trwa dyskusja o nowej placówce. Przeciwnicy nowego ośrodka obawiają się o swoje bezpieczeństwo, zwolennicy przekonują, że nowy obiekt zapewni dodatkowe miejsca pracy.
Wszystkich uspokaja Jacek Nowicki, kierownik Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego:  - Nie dziwię się, że mieszkańcy Gostynina mają pewne obawy, przecież media codziennie informują o tej sprawie, padają nazwy: bestie, zwyrodnialcy itd. Zrobił się szum medialny o Gostyninie i różnie jest to odbierane. Przypomnę, że ROPS działa już kilkanaście lat i nikomu nie udało się go samowolnie opuścić. Teraz czujność będzie jeszcze większa.
Radny Paweł Kalinowski mieszka na ulicy Zalesie, w sąsiedztwie z ośrodkiem. Rozmawia ze swoimi wyborcami i zauważa pewien niepokój:  - Jedni uważają, że ośrodek ten nie wpłynie na normalne życie, twierdząc, że faktycznie będzie szansa na zatrudnienie. To w mojej ocenie jest mocno naiwne, ponieważ potrzebni są pracownicy z konkretnych dziedzin. Ale są wśród mieszkańców również pesymiści, którzy nie tylko się boją, ale nie wierzą w jakąś „rewolucję", jeżeli chodzi o zatrudnienie. Również widzą mniejsze szanse na ewentualną sprzedaż mieszkania. Zdecydowanie najbardziej ludzi irytują warunki, jakie stworzono dla pensjonariuszy.
Lokalny artysta Zdzisław Grad - również mieszkaniec Zalesia, dziwi się, że w dobie kryzysu gospodarczego przeznacza się tyle milionów na utrzymanie kilku psychopatów. - Uważam, że dyrektor ośrodka jest osobą kreatywną i dobrym menadżerem. Pewien jestem, że środki finansowe przeznaczone na poprawę standardu kierowanego przez niego ośrodka leczniczego i ewentualną dalszą rozbudowę, dobrze rozdysponuje. Mam natomiast inne zastrzeżenia. Z punktu widzenia interesu ogólnego, na ten czas jest to pomysł poroniony. W dobie kryzysu ekonomicznego, wydatkowania tak znaczących środków na modernizację ośrodka dla kilku bądź kilkunastu psychopatów, nie można nazwać zaspokajaniem najpilniejszych potrzeb służby zdrowia.
Ośrodek otoczony jest betonowym murem o wysokości 5,5 metra i będzie monitorowany przez całą dobę. Pacjenci w oddziale będą poruszać się swobodnie, natomiast na dziedzińcu już w obecności personelu.
W tym roku na ośrodek z budżetu państwa przeznaczono 5 milionów złotych, przy zatrudnieniu 77 osób, koszta wzrosną do 7 milionów złotych rocznie."
Andrzej Adamski 
fot. Andrzej Adamski


więcej...

środa, 22 stycznia 2014

Paradoks prawny

Kilka dni temu media obiegła informacja, że pijak, sprawca tragedii w Kamieniu Pomorskim, wymaga opieki psychologa, ponieważ może się targnąć na życie. Jednocześnie zaostrzono nadzór nad aresztowanym, częściej kontrolowana jest cela. Te wszystkie środki mają zapobiec próbom samobójczym.

Jakoś w tym samym czasie usłyszeliśmy o innej tragedii, spod Suwałk. Tam sąd, w Sylwestra, ogłosił czteroosobowej rodzinie, że rozdzieli ją, ponieważ matka, samotnie wychowująca dzieci, nie radzi sobie. 16-letni Sebastian miał trafić, nie wiedzieć czemu, do Domu Wychowawczego (taki łagodniejszy „poprawczak”). Chłopak nie wytrzymał psychicznie i targnął się na swoje życie. Mimo iż przebywał w Centrum Interwencji Kryzysowej!

Ironia losu tych dwóch spraw polega na tym, że w pierwszym przypadku, pijanego mordercy, wszystkie państwowe służby się mobilizują i otaczają ścisłą opieką bandytę, żeby aby depresji nie dostał.
W drugim to samo państwo, jego służby, nie bacząc na psychiczne skutki, rozjeżdża rodzinę, powodując u wszystkich jej członków nieodwracalne skutki.
No cóż, w państwie prawa najwięcej praw mają ci, którzy prawo łamią.

Tomasz Połeć


więcej...

czwartek, 8 sierpnia 2013

Nieme kino

Żyjemy  naprawdę w ciekawych czasach i jeśli ktoś nie ma rąk związanych układem, może się naprawdę wiele nauczyć. Oto na przykład, po 15 latach śledztwa aż dwie prokuratury wniosły oskarżenia w sprawie zabójstwa generała Papały. Wydawało się, że bandytom nic już nie pomoże. I co? Pomogło! Co? Prokuratura. Sąd obśmiał oba oskarżenia i uniewinnił bandytów.

Poseł Szejnfeld komentując to wydarzenie powiedział, że trzeba koniecznie stworzyć system kontroli parlamentarnej nad prokuraturą, ponieważ w obecnym kształcie prokuratura sobie nie radzi. A jeszcze niedawno ten sam poseł wychwalał pomysł pełnej niezależności tej instytucji. Znów się okazało, że pomysły rządzących są oderwane od rzeczywistości.

Po kompromitacji ze śledztwem w sprawie porwania Olewnika, to największa wpadka organów ścigania. Tym większa, że zamordowano wtedy generała policji. Myślę, że w normalnym kraju sprawcy i zleceniodawcy takiej zbrodni dawno siedzieliby w więzieniach.
Celowo użyłem słów „normalny kraj”. U nas nadal trwa nieme kino. Niestety żałosne.

Tomasz Połeć

więcej...

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Sprawiedliwość nie dla szaraczków

W III RP nasilił się ostatnio pewien problem z wymiarem sprawiedliwości. Objawia się on tym, że kiedy wina oskarżonych wydaje się oczywista,  gdyż dowody przestępstwa są udokumentowane i widoczne jak na dłoni, to wtedy zapadają wyroki uniewinniające. Kiedy zaś dowodów brak, a oskarżenie opiera się jedynie na pomówieniu, sądy skazują ludzi na więzienie lub wydają kontrowersyjne postanowienia o aresztowaniu.

Europoseł Janusz Wojciechowski zaangażował się w sprawę Grzegorza Wiechy, młodego człowieka ze wsi pod Kielcami skazanego na karę 7 lat więzienia za rzekomy udział w pobiciu i okradzeniu starszego mężczyzny. Jedynym  dowodem, mającym świadczyć o winie Wiechy, były w tym procesie zeznania recydywisty i rzeczywistego sprawcy rozboju, który licząc na łagodniejszy wyrok pomówił  niewinnego chłopaka o współudział. Jest bowiem taki przepis, że kiedy sprawca wskaże co najmniej dwóch wspólników, wtedy może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Ponieważ faktycznych rozbójników było dwóch, główny oskarżony dobrał sobie trzeciego – Grzegorza Wiechę, a sąd na podstawie tych zeznań wydał na niego wyrok.  Sprawa wydaje się beznadziejna, bo Sąd Najwyższy odrzucił kasację. W poszukiwaniu sprawiedliwości pisał więc poseł Wojciechowski do Rzecznika Praw Obywatelskich, bo poznał tę sprawę w szczegółach i w odczuciu tego byłego sędziego,  spotkała chłopaka wielka krzywda.

Innym, tym razem głośnym skandalem była decyzja sądu o przetrzymywaniu przez osiem miesięcy w areszcie  słynnego kibica warszawskiej Legii,  autora hasła o „matole”,  Piotra Staruchowicza.  W jego przypadku oskarżenie również opiera się na zeznaniu jednego świadka, koronnego. Niejaki „Hanior”, skruszony przestępca twierdzi, że „Staruch” miał handlować narkotykami. Szkopuł jednak w tym, iż brak jest  na to jakichkolwiek innych dowodów. Nie ma zapisu monitoringu ze stacji benzynowej, na której miało dojść do transakcji, w domu oskarżonego nie natrafiono na ślady narkotyków, a rzekomy pośrednik w handlu nie był przez śledczych przesłuchany, bo gdzieś zniknął.  Sami sędziowie niejednokrotnie przyznają w rozmowach, że wprowadzona w połowie lat 90. zeszłego wieku  instytucja świadka koronnego nie sprawdza się, że jest często nadużywana i przez to właściwie już się skompromitowała. Jednak, jak widać,  nie w przypadku „Starucha”. Można by to wszystko uznać za farsę,  gdyby nie fakt, że Staruchowicz  jednak te kilka miesięcy za kratkami spędził.

Nie wiem kto ukuł powiedzenie, że wyroków sądu nie powinno się komentować. To jakaś niedorzeczność. W demokracji każda władza, a sądy w Polsce są trzecią władzą, powinna być poddawana społecznej kontroli. Komentowanie wyroków  jest właśnie jej formą. Jeśli wyroki wydawane przesz sądy urągają elementarnym zasadom sprawiedliwości, jeżeli coraz częściej odbiegają one od odczuć większości społeczeństwa,  to oznacza , że ta demokracja jest w bardzo kiepskim stanie.

Długie lata czekali uczestnicy robotniczych protestów na Wybrzeżu  i rodziny zamordowanych ofiar  Grudnia 70. na sprawiedliwe osądzenie sprawców tamtej masakry.  Doczekali się wyroku uniewinniającego dla Stanisława Kociołka i łagodnych wyroków dla dwóch  wojskowych biorących udział w pogromie robotników. Mimo, że  powszechnie wiadomo – to on był wtedy najwyższym funkcjonariuszem partyjnym i  państwowym na Wybrzeżu, to do niego należały wszelkie decyzje i to on przede wszystkim odpowiada za masakrę. „Krwawy Kociołek, to kat Trójmiasta”. Wszyscy wtedy słyszeli,  jak apelował do ludzi, by wyszli z domów do pracy posyłając ich wprost pod milicyjne i wojskowe kule. Niestety, sąd nie dopatrzył się związku… Na ten wyrok Janek Wiśniewski padł po raz drugi.

Cała Polska widziała film - materiał operacyjny Centralnego Biura Antykorupcyjnego, w którym siedząca na parkowej ławeczce Beata Sawicka bierze łapówkę.  Widział to również warszawski Sąd Apelacyjny, a mimo to uchylił wyrok z pierwszej instancji i  uniewinnił byłą poseł. W uzasadnieniu sędzia Paweł Rysiński opowiadał bajki o „zatrutym drzewie”. Nie sposób nie zauważyć, że tenże sąd był dotychczas  wyjątkowo szczodry dla „ofiar” CBA.  W 2007 roku  trzyosobowy skład z Pawłem  Rysińskim na czele wydał postanowienie o zwolnieniu z aresztu kardiochirurga Mirosława G., tego samego, którego Sąd Okręgowy w Warszawie  w osobie Igora Tulei skazał  na początku roku za korupcję. Jeśli więc dojdzie w tej sprawie do apelacji i rozpatrywać ją będzie sędzia Rysiński to… dopowiedz sobie, Drogi Czytelniku, sam.




Tekst ukazał się w 3 numerze magazynu kryminalnego REPORTER

PS. 
Okazuje się, że życie dopisuje kolejne dramaty.
W tym samym czasie inny sąd zawiesza proces Kiszczaka, bo biegli twierdzą, że stan jego zdrowia nie pozwala,  by był on sądzony za śmierć górników w kopalni "Wujek".
więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top