Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Trynkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Trynkiewicz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 marca 2014

Sanatorium dla bestii

Sąd Okręgowy w Rzeszowie zdecydował właśnie, że Mariusz Trynkiewicz jako osoba z zaburzeniami psychicznymi  stanowi zagrożenie dla innych i będzie izololowany w zamkniętym ośrodku terapeutycznym. Myślę, że warto wiedzieć, co to za ośrodek i jakie są koszty tej całej operacji dlatego zamieszczam tekst z aktualnego wydania magazynu Reporter:

"Czy Mariusz Trynkiewicz, osławiony morderca i pedofil, trafi do ośrodka pod Gostyninem?  Postępowanie  w  tej sprawie rozpoczęło się 11 lutego, ale sąd odroczył je do 3 marca. Jeśli Trynkiewicz trafi do Gostynina, to  razem z nim będzie tam przebywać 9 innych, niebezpiecznych osobników. Zajmować będzie się nimi 77 osób. Roczny koszt utrzymania ośrodka, to od 5 do 7 milionów złotych.

22 stycznia tego roku weszła w życie ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, stwarzających zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Teraz sądy mają możliwość kierowania na terapię sprawców groźnych przestępstw, którzy - po odbyciu kary więzienia - mogliby popełnić kolejne przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej.
11 lutego więzienie opuścił Mariusz Trynkiewicz, nazywany „bestia z Piotrkowa Trybunalskiego”. W 1989 roku został skazany na karę śmierci, a później na mocy amnestii zamieniono wyrok na 25 lat więzienia. Trynkiewicz najprawdopodobniej trafi do - utworzonego w Gostyninie na Mazowszu - Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym. Obecnie w Ośrodku jest przygotowanych 10 miejsc dla groźnych pacjentów. Jednak, jak zapewnia wiceminister zdrowia Sławomir Neumann, w razie potrzeby, ich liczba może zostać zwiększona. Wiceminister, podczas konferencji prasowej w Gostyninie w dniu 27 stycznia poinformował, że obecnie w ośrodku zatrudniony jest tylko jeden pracownik - dyrektor Ryszard Wardeński. Personel będzie zatrudniany w miarę potrzeb.

Jak w przedszkolu 
Przy 10 pacjentach, pracować będzie 77 osób w tym: psychiatra, 6 psychologów z certyfikatami psychoterapii behawioralno - poznawczej, 14 pielęgniarek, 20 sanitariuszy i 10 ochroniarzy. Na początku ochroniarzami mają być pracownicy ze służby więziennej, później pracownicy ochrony zatrudnieni przez ośrodek.
Dla pacjentów przygotowano jednoosobowe kolorowe sale z meblami  przytwierdzonymi do podłogi. W pokoju znajdują się tylko mała szafka przyłóżkowa, szafa na ubranie, stół, dwa krzesła, umywalka i lustro. We wszystkich pokojach zainstalowano dwie kamery. Nie ma krat w oknach, ponieważ - jak mówi dyrektor Wardeński - jest to placówka lecznicza, wybicie jednak szyby nie jest możliwe: -  To jest szpital psychiatryczny, my nie możemy mieć nawet zewnętrznych oznak, charakterystycznych dla placówek penitencjarnych. Ośrodek to nie więzienie, pacjenci będą mogli swobodnie się po nim poruszać, będą mogli też bez ograniczeń być odwiedzani przez najbliższych.
Psycholog ośrodka, Agnieszka Łuczak zapewnia, że celem terapii będzie zmiana u pacjentów ich wzorców poznawczych i zachowań, które najczęściej cechują się postawami aspołecznymi.
- Terapia poznawcza zaburzeń osobowości polega na rozpoznaniu i modyfikacji pewnych stanów, kluczowych schematów i wzorców poznawczych. Chodzi o to, żeby zmienić jakby sposób interpretacji rzeczywistości i uruchamianych strategii radzenia sobie z tym, co zdarza się pacjentom na co dzień. Naszym celem będzie próba zmiany tych kluczowych przekonań po to, aby umożliwić im ewentualny powrót do społeczeństwa. Terapia poznawcza zaburzeń osobowości jest procesem długotrwałym, z reguły trwa kilka lat - stwierdza Agnieszka Łuczak, która pracuje w ROPS 7 lat i jak mówi, jeszcze nie zdarzył się żaden przykry incydent z pacjentem.

Strach sąsiadów 
Wśród mieszkańców Gostynina zawrzało, na lokalnych portalach trwa dyskusja o nowej placówce. Przeciwnicy nowego ośrodka obawiają się o swoje bezpieczeństwo, zwolennicy przekonują, że nowy obiekt zapewni dodatkowe miejsca pracy.
Wszystkich uspokaja Jacek Nowicki, kierownik Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego:  - Nie dziwię się, że mieszkańcy Gostynina mają pewne obawy, przecież media codziennie informują o tej sprawie, padają nazwy: bestie, zwyrodnialcy itd. Zrobił się szum medialny o Gostyninie i różnie jest to odbierane. Przypomnę, że ROPS działa już kilkanaście lat i nikomu nie udało się go samowolnie opuścić. Teraz czujność będzie jeszcze większa.
Radny Paweł Kalinowski mieszka na ulicy Zalesie, w sąsiedztwie z ośrodkiem. Rozmawia ze swoimi wyborcami i zauważa pewien niepokój:  - Jedni uważają, że ośrodek ten nie wpłynie na normalne życie, twierdząc, że faktycznie będzie szansa na zatrudnienie. To w mojej ocenie jest mocno naiwne, ponieważ potrzebni są pracownicy z konkretnych dziedzin. Ale są wśród mieszkańców również pesymiści, którzy nie tylko się boją, ale nie wierzą w jakąś „rewolucję", jeżeli chodzi o zatrudnienie. Również widzą mniejsze szanse na ewentualną sprzedaż mieszkania. Zdecydowanie najbardziej ludzi irytują warunki, jakie stworzono dla pensjonariuszy.
Lokalny artysta Zdzisław Grad - również mieszkaniec Zalesia, dziwi się, że w dobie kryzysu gospodarczego przeznacza się tyle milionów na utrzymanie kilku psychopatów. - Uważam, że dyrektor ośrodka jest osobą kreatywną i dobrym menadżerem. Pewien jestem, że środki finansowe przeznaczone na poprawę standardu kierowanego przez niego ośrodka leczniczego i ewentualną dalszą rozbudowę, dobrze rozdysponuje. Mam natomiast inne zastrzeżenia. Z punktu widzenia interesu ogólnego, na ten czas jest to pomysł poroniony. W dobie kryzysu ekonomicznego, wydatkowania tak znaczących środków na modernizację ośrodka dla kilku bądź kilkunastu psychopatów, nie można nazwać zaspokajaniem najpilniejszych potrzeb służby zdrowia.
Ośrodek otoczony jest betonowym murem o wysokości 5,5 metra i będzie monitorowany przez całą dobę. Pacjenci w oddziale będą poruszać się swobodnie, natomiast na dziedzińcu już w obecności personelu.
W tym roku na ośrodek z budżetu państwa przeznaczono 5 milionów złotych, przy zatrudnieniu 77 osób, koszta wzrosną do 7 milionów złotych rocznie."
Andrzej Adamski 
fot. Andrzej Adamski


więcej...

środa, 19 lutego 2014

Amnestia i amnezja

Nad więzieniem w Goleniowie unosiły się chmury dymu. To  skazani podpalili zapory ogniowe. Z pozbawionych krat  okien, wyrzucali płonące materace. Stali na dachach, obserwując teren. Opanowali większość zakładu karnego. W stronę „klawiszów” leciały metalowe piki, śruby, mutry, a z dachów dachówki i cegły. Zginął wówczas jeden z więźniów, wielu osadzonych i strażników zostało rannych.
Przyjechałem wtedy do Goleniowa pisać reportaż o buncie więźniów. Takich protestów było w tym czasie więcej.  Największe miały miejsce w więzieniach w Nowogardzie, Czarnem i Goleniowie. Wszędzie były ofiary śmiertelne.
Było to w 1989 roku, kilka miesięcy po wyborach kontraktowego Sejmu. W Polsce nie było już praktycznie więźniów politycznych. Więźniom zaczęło się wydawać, że w niedługim czasie zostanie ogłoszona amnestia, i że oni wyjdą na wolność.
Ustawą amnestyjną chciano dać przykład tego, o czym w exposé mówił Tadeusz Mazowiecki – „oddzielenia przeszłości grubą kreską". Wśród opozycyjnych parlamentarzystów powszechny był pogląd o konieczności darowania win skazanym. Nielicznymi osobami przeciwnymi tak szerokiej ustawie amnestyjnej, byli m.in. Jarosław i Lech Kaczyńscy. Większość polityków była gotowa na daleko idące kompromisy wobec więźniów.
Nie byłoby dziś zamieszania z kontrowersyjną ustawą o izolacji najgroźniejszych przestępców, gdyby 25 lat temu nie uchwalono - budzącej również kontrowersje - ustawy o amnestii. Dziś już prawie nikt nie chce pamiętać, jaka presja i emocje towarzyszyły uchwalaniu prawa, które wielu skazanym darowało karę, a innym - takim jak Mariusz Trynkiewicz - karę znacznie łagodziło. Zamiast kary śmierci pojawiło się 25 lat odosobnienia, zabrakło jednak dożywocia.
16 listopada 1989 roku Sejm uchwalił ustawę o amnestii. Nie obejmowała ona jednak recydywistów. W zakładach karnych zawrzało. Władze próbowały pertraktować z recydywistami. To były sytuacje dziś niewyobrażalne.
Niepokoje w więzieniach zaczęły się już latem 1989 r.  Więźniowie  początkowo  domagali się jedynie poprawy warunków pracy i wzrostu wynagrodzeń. Gdy te roszczenia zostały spełnione, zażądali weryfikacji, i wyroków, i amnestii. W Nowogardzie, właściwie  więźniowie przejęli władzę nad zakładem karnym. Normą było usuwanie funkcjonariuszy straży więziennej z oddziałów, okupowanie budynków i demonstracyjne wchodzenie na dachy. Doszło do tego, że przewiezienie aresztowanego złodzieja na rozprawę do sądu było niemożliwe, jeśli nie zgodził się na to Komitet Protestacyjny Skazanych. Na jego czele stanął 34-letni wówczas złodziej – recydywista Zbigniew O., pseudonim „Orzech”.
Dwa dni po ogłoszeniu amnestii, „Orzech”, wraz z dwoma zastępcami (jeden odsiadywał 15 lat za zabicie własnej matki), pojechał „suką” straży więziennej na rozmowy z ministrem sprawiedliwości do Warszawy. Po drodze więźniowie, w asyście „klawiszów”, zatrzymali się w przydrożnej restauracji i wymusili podanie sobie wódki. Następnie – nieźle podpici – zażądali zmiany kursu, gdyż przed rozmową z ministrem chcieli wpaść do znajomych pod Warszawą i nieco tam zabawić. Gdy strażnicy odmówili spełnienia tego żądania, więźniowie zdemolowali samochód. Minister Aleksander Bentkowski dopiero wówczas przejrzał na oczy i zerwał rozmowy z recydywą.
W takiej to atmosferze uchwalono prawo, które dziś wraca czkawką, choćby przy sprawie Trynkiewicza.

Janusz Szostak

fot. zakład karny w Nowogardzie - skreenshot

Felieton ukazał się w najnowszym numerze magazynu REPORTER - od dziś w sprzedaży.


więcej...

wtorek, 18 lutego 2014

Bestia i błazen

Mariusz Trynkiewcz stał się gwiazdą medialną na miarę matki Madzi. Pewnie wkrótce zostanie celebrytą niczym Jakub Wojewódzki. Już teraz o Trynkiewiczu jest więcej w  tabloidach i na  Pudelku, niż  o podstarzałym playboyu, który także usiłuje podczepić się pod sławę „bestii z Piotrkowa Trybunalskiego”.

Tym razem medialny błazen zadedykował mordercy dzieci piosenkę „Wszystkie dzieci nasze są”, a  potem ogłosił, że  „wszyscy jesteśmy Mariuszami". Nie wykluczam, że Wojewódzki jest pedofilem - skoro sam tak twierdzi?
 Są jednak pewne tematy - śmierć dzieci na pewno do nich należy  - z których nie żartuje się nawet w myślach, a co dopiero na antenie stacji radiowej. Chyba, że jest się idiotą. Idiotą, który nie pojmuje, że śmierć, gwałt, czy pedofilia, to nie są tematy na skecze czy choćby tylko na radiowy rechot.
 Żartowanie z pedofila-mordercy, prowadzi do tego, że granica tolerancji społecznej przesuwa się w niebezpiecznym kierunku. Za moment usłyszymy - już słyszymy - usprawiedliwienia zboczeńca, że ma on swoje prawa i potrzeby, że nie wolno ich hamować dalszym ograniczaniem wolności.
 Niewiele mnie obchodzą prawa Trynkiewicza.  Martwię się natomiast o los jego potencjalnych ofiar. Wiem, że 25 lat temu powinien zawisnąć, tak jak go skazano.  Jednak za sprawą niezbyt rozgarniętych polityków, jemu i wielu innym potworom darowano życie.
 Pisaliśmy o tym problemie już w kwietniu ubiegłego roku. Przestrzegając, że wielu niebezpiecznych, seryjnych morderców wyjdzie w najbliższych latach na wolność.
Problem ten był znany od dawna. To, co obecnie dzieje się z Trynkiewiczem, pokazuje, że polskie państwo całkowicie nie jest przygotowane na takie sytuacje.
Nie zamaskuje tego nawet rechot etatowego błazna.

Janusz Szostak

Felieton pochodzi z najnowszego wydania magazynu REPORTER - w sprzedaży od środy 19 lutego.

Ilustracja: screenshot&FotoSketcher

więcej...

piątek, 10 stycznia 2014

Czy ustawa poskromi zwyrodnialców?

Dość zaskakujące dane na temat profesji pedofilów zawiera informacja Ministerstwa Sprawiedliwości wysłana do marszałka Senatu. Była to odpowiedź  na oświadczenie grupy senatorów po posiedzeniu w sprawie osób odbywających kary za  przestępstwa seksualne na dzieciach. Okazuje się, że z 1468 skazanych do listopada  2013 roku, aż 900 nie ma wyuczonego zawodu. 

Wśród tych ostatnich największą grupę stanowią osadzeni pracujący wcześniej  jako murarze – około 70 osób.  40 skazanych zatrudniało się dorywczo, około 30 wykonywało zawód ślusarza, również 30 – rolnika, natomiast  25 – mechanika samochodowego. Pozostali reprezentują wiele grup zawodowych. Lekarzem, nauczycielem, pedagogiem, duchownym są pojedynczy skazani.

Z tych danych jawi nam się zupełnie inny obraz polskiego pedofila niż ten, który przekazują nam mainstreamowe media. Inny niż powszechnie panujący stereotyp. Że pedofil to jest najczęściej ksiądz, nauczyciel, pedagog, wychowawca, instruktor - czyli ktoś, kto wybiera sobie taką profesję po to, by mieć częsty kontakt z dziećmi.

Z drugiej strony, to przecież fakt, że najokrutniejszy pedofil w dziejach polskiej kryminalistyki, Mariusz Trynkiewicz był nauczycielem WF-u. Ten potwór z Piotrkowa Trybunalskiego bestialsko zamordował czterech kilkunastoletnich chłopców. W 1989 roku za każde z tych niewinnych istnień dostał karę śmierci. Jednak  na skutek amnestii, jeszcze  tego samego roku zamieniono mu ten wyrok na 25 lat więzienia.  Nie było wówczas w polskim prawie dożywocia. Fatalny błąd wymiaru sprawiedliwości doprowadził do tego, że Trynkiewiczowi kara kończy się już w lutym tego roku. Co zrobi państwo z seryjnym dzieciobójcą, który kiedyś deklarował, że po wyjściu na wolność nadal będzie zabijał, bo to jest od niego silniejsze?

Niedawno prezydent podpisał ustawę o  leczeniu psychiatrycznym w ośrodkach zamkniętych sprawców najcięższych zbrodni (zabójstw i przestępstw na tle seksualnym) po odbyciu przez nich kar. Jednocześnie  ustawa ta ma trafić do Trybunału Konstytucyjnego ponieważ budzi wiele kontrowersji. Przeciwnicy argumentują, iż prawo nie może działać wstecz i  że nie można  człowieka karać dwa razy za to samo przestępstwo. Decyzja o leczeniu nie będzie  powiązana z odbytą karą, lecz z aktualnym stanem zdrowia sprawcy – przekonują zwolennicy ustawy i dodają, że  powstała ona w warunkach wyższej konieczności.

Póki co,  prawo to ma dotyczyć kilkunastu osób skazanych w PRL-u za ciężkie zbrodnie, przestępców co do których istnieje obawa, że na wolności  będą stanowili  zagrożenie dla społeczeństwa. Dwóch z tych bandytów miało zasądzony najwyższy wymiar kary, który zamieniono na 25 lat więzienia. 

Karę śmierci zlikwidowano w Polsce w 1998 roku zastępując ją dożywociem. Było to związane z naszą obecnością w Radzie Europy, która z kolei wymaga od swoich członków podpisania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.  Badania wskazują jednak, że w naszym kraju większość ludzi opowiada się za przywróceniem kary śmierci. Myślę, że powinno się powrócić do dyskusji na ten temat.

20.12.2013
Na fot. Mariusz Trynkiewicz / screenshot, YT



więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top