Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II PRL. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 lutego 2014

Amnestia i amnezja

Nad więzieniem w Goleniowie unosiły się chmury dymu. To  skazani podpalili zapory ogniowe. Z pozbawionych krat  okien, wyrzucali płonące materace. Stali na dachach, obserwując teren. Opanowali większość zakładu karnego. W stronę „klawiszów” leciały metalowe piki, śruby, mutry, a z dachów dachówki i cegły. Zginął wówczas jeden z więźniów, wielu osadzonych i strażników zostało rannych.
Przyjechałem wtedy do Goleniowa pisać reportaż o buncie więźniów. Takich protestów było w tym czasie więcej.  Największe miały miejsce w więzieniach w Nowogardzie, Czarnem i Goleniowie. Wszędzie były ofiary śmiertelne.
Było to w 1989 roku, kilka miesięcy po wyborach kontraktowego Sejmu. W Polsce nie było już praktycznie więźniów politycznych. Więźniom zaczęło się wydawać, że w niedługim czasie zostanie ogłoszona amnestia, i że oni wyjdą na wolność.
Ustawą amnestyjną chciano dać przykład tego, o czym w exposé mówił Tadeusz Mazowiecki – „oddzielenia przeszłości grubą kreską". Wśród opozycyjnych parlamentarzystów powszechny był pogląd o konieczności darowania win skazanym. Nielicznymi osobami przeciwnymi tak szerokiej ustawie amnestyjnej, byli m.in. Jarosław i Lech Kaczyńscy. Większość polityków była gotowa na daleko idące kompromisy wobec więźniów.
Nie byłoby dziś zamieszania z kontrowersyjną ustawą o izolacji najgroźniejszych przestępców, gdyby 25 lat temu nie uchwalono - budzącej również kontrowersje - ustawy o amnestii. Dziś już prawie nikt nie chce pamiętać, jaka presja i emocje towarzyszyły uchwalaniu prawa, które wielu skazanym darowało karę, a innym - takim jak Mariusz Trynkiewicz - karę znacznie łagodziło. Zamiast kary śmierci pojawiło się 25 lat odosobnienia, zabrakło jednak dożywocia.
16 listopada 1989 roku Sejm uchwalił ustawę o amnestii. Nie obejmowała ona jednak recydywistów. W zakładach karnych zawrzało. Władze próbowały pertraktować z recydywistami. To były sytuacje dziś niewyobrażalne.
Niepokoje w więzieniach zaczęły się już latem 1989 r.  Więźniowie  początkowo  domagali się jedynie poprawy warunków pracy i wzrostu wynagrodzeń. Gdy te roszczenia zostały spełnione, zażądali weryfikacji, i wyroków, i amnestii. W Nowogardzie, właściwie  więźniowie przejęli władzę nad zakładem karnym. Normą było usuwanie funkcjonariuszy straży więziennej z oddziałów, okupowanie budynków i demonstracyjne wchodzenie na dachy. Doszło do tego, że przewiezienie aresztowanego złodzieja na rozprawę do sądu było niemożliwe, jeśli nie zgodził się na to Komitet Protestacyjny Skazanych. Na jego czele stanął 34-letni wówczas złodziej – recydywista Zbigniew O., pseudonim „Orzech”.
Dwa dni po ogłoszeniu amnestii, „Orzech”, wraz z dwoma zastępcami (jeden odsiadywał 15 lat za zabicie własnej matki), pojechał „suką” straży więziennej na rozmowy z ministrem sprawiedliwości do Warszawy. Po drodze więźniowie, w asyście „klawiszów”, zatrzymali się w przydrożnej restauracji i wymusili podanie sobie wódki. Następnie – nieźle podpici – zażądali zmiany kursu, gdyż przed rozmową z ministrem chcieli wpaść do znajomych pod Warszawą i nieco tam zabawić. Gdy strażnicy odmówili spełnienia tego żądania, więźniowie zdemolowali samochód. Minister Aleksander Bentkowski dopiero wówczas przejrzał na oczy i zerwał rozmowy z recydywą.
W takiej to atmosferze uchwalono prawo, które dziś wraca czkawką, choćby przy sprawie Trynkiewicza.

Janusz Szostak

fot. zakład karny w Nowogardzie - skreenshot

Felieton ukazał się w najnowszym numerze magazynu REPORTER - od dziś w sprzedaży.


więcej...

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Sprawiedliwość nie dla szaraczków

W III RP nasilił się ostatnio pewien problem z wymiarem sprawiedliwości. Objawia się on tym, że kiedy wina oskarżonych wydaje się oczywista,  gdyż dowody przestępstwa są udokumentowane i widoczne jak na dłoni, to wtedy zapadają wyroki uniewinniające. Kiedy zaś dowodów brak, a oskarżenie opiera się jedynie na pomówieniu, sądy skazują ludzi na więzienie lub wydają kontrowersyjne postanowienia o aresztowaniu.

Europoseł Janusz Wojciechowski zaangażował się w sprawę Grzegorza Wiechy, młodego człowieka ze wsi pod Kielcami skazanego na karę 7 lat więzienia za rzekomy udział w pobiciu i okradzeniu starszego mężczyzny. Jedynym  dowodem, mającym świadczyć o winie Wiechy, były w tym procesie zeznania recydywisty i rzeczywistego sprawcy rozboju, który licząc na łagodniejszy wyrok pomówił  niewinnego chłopaka o współudział. Jest bowiem taki przepis, że kiedy sprawca wskaże co najmniej dwóch wspólników, wtedy może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Ponieważ faktycznych rozbójników było dwóch, główny oskarżony dobrał sobie trzeciego – Grzegorza Wiechę, a sąd na podstawie tych zeznań wydał na niego wyrok.  Sprawa wydaje się beznadziejna, bo Sąd Najwyższy odrzucił kasację. W poszukiwaniu sprawiedliwości pisał więc poseł Wojciechowski do Rzecznika Praw Obywatelskich, bo poznał tę sprawę w szczegółach i w odczuciu tego byłego sędziego,  spotkała chłopaka wielka krzywda.

Innym, tym razem głośnym skandalem była decyzja sądu o przetrzymywaniu przez osiem miesięcy w areszcie  słynnego kibica warszawskiej Legii,  autora hasła o „matole”,  Piotra Staruchowicza.  W jego przypadku oskarżenie również opiera się na zeznaniu jednego świadka, koronnego. Niejaki „Hanior”, skruszony przestępca twierdzi, że „Staruch” miał handlować narkotykami. Szkopuł jednak w tym, iż brak jest  na to jakichkolwiek innych dowodów. Nie ma zapisu monitoringu ze stacji benzynowej, na której miało dojść do transakcji, w domu oskarżonego nie natrafiono na ślady narkotyków, a rzekomy pośrednik w handlu nie był przez śledczych przesłuchany, bo gdzieś zniknął.  Sami sędziowie niejednokrotnie przyznają w rozmowach, że wprowadzona w połowie lat 90. zeszłego wieku  instytucja świadka koronnego nie sprawdza się, że jest często nadużywana i przez to właściwie już się skompromitowała. Jednak, jak widać,  nie w przypadku „Starucha”. Można by to wszystko uznać za farsę,  gdyby nie fakt, że Staruchowicz  jednak te kilka miesięcy za kratkami spędził.

Nie wiem kto ukuł powiedzenie, że wyroków sądu nie powinno się komentować. To jakaś niedorzeczność. W demokracji każda władza, a sądy w Polsce są trzecią władzą, powinna być poddawana społecznej kontroli. Komentowanie wyroków  jest właśnie jej formą. Jeśli wyroki wydawane przesz sądy urągają elementarnym zasadom sprawiedliwości, jeżeli coraz częściej odbiegają one od odczuć większości społeczeństwa,  to oznacza , że ta demokracja jest w bardzo kiepskim stanie.

Długie lata czekali uczestnicy robotniczych protestów na Wybrzeżu  i rodziny zamordowanych ofiar  Grudnia 70. na sprawiedliwe osądzenie sprawców tamtej masakry.  Doczekali się wyroku uniewinniającego dla Stanisława Kociołka i łagodnych wyroków dla dwóch  wojskowych biorących udział w pogromie robotników. Mimo, że  powszechnie wiadomo – to on był wtedy najwyższym funkcjonariuszem partyjnym i  państwowym na Wybrzeżu, to do niego należały wszelkie decyzje i to on przede wszystkim odpowiada za masakrę. „Krwawy Kociołek, to kat Trójmiasta”. Wszyscy wtedy słyszeli,  jak apelował do ludzi, by wyszli z domów do pracy posyłając ich wprost pod milicyjne i wojskowe kule. Niestety, sąd nie dopatrzył się związku… Na ten wyrok Janek Wiśniewski padł po raz drugi.

Cała Polska widziała film - materiał operacyjny Centralnego Biura Antykorupcyjnego, w którym siedząca na parkowej ławeczce Beata Sawicka bierze łapówkę.  Widział to również warszawski Sąd Apelacyjny, a mimo to uchylił wyrok z pierwszej instancji i  uniewinnił byłą poseł. W uzasadnieniu sędzia Paweł Rysiński opowiadał bajki o „zatrutym drzewie”. Nie sposób nie zauważyć, że tenże sąd był dotychczas  wyjątkowo szczodry dla „ofiar” CBA.  W 2007 roku  trzyosobowy skład z Pawłem  Rysińskim na czele wydał postanowienie o zwolnieniu z aresztu kardiochirurga Mirosława G., tego samego, którego Sąd Okręgowy w Warszawie  w osobie Igora Tulei skazał  na początku roku za korupcję. Jeśli więc dojdzie w tej sprawie do apelacji i rozpatrywać ją będzie sędzia Rysiński to… dopowiedz sobie, Drogi Czytelniku, sam.




Tekst ukazał się w 3 numerze magazynu kryminalnego REPORTER

PS. 
Okazuje się, że życie dopisuje kolejne dramaty.
W tym samym czasie inny sąd zawiesza proces Kiszczaka, bo biegli twierdzą, że stan jego zdrowia nie pozwala,  by był on sądzony za śmierć górników w kopalni "Wujek".
więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top