Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

Odmęty szaleństwa

Obejrzałem przed kilkoma dniami "Wiadomości" i byłem w szoku. Komornik, który uprowadził rolnikowi ciągnik - nie trafił do aresztu. Jednoroczna dziewczynka w szpitalu była pozostawiona sama sobie, nikt nie wie, kto zawinił. W szkole podstawowej nauczycielka zaklejała sześciolatkom usta i znęcała psychicznie. Dyrekcja i inni nauczyciele niczego złego nie zauważyli. 
Po takiej dawce newsów człowiek ma ochotę wyjechać z Polski. Tu już zupełnie nic nie funkcjonuje. Zapewnienia ministra zdrowia, że system będzie działał sprawniej można między bajki włożyć. Jeśli system nie potrafi zaopiekować się dziećmi, jak można ufać, że dobrze będzie opiekował się starszymi? 
Przedstawiciel prawa, asesor w biurze komornika, bezprawnie zajmuje czyjąś własność i mimo że gołym okiem widać, iż cała akcja była przeprowadzona w sposób zorganizowany, nie trafia do aresztu. Prokuratura nie dostrzega groźby mataczenia, próby wpływania na świadków (choć już takie doniesienie się pojawiło). 
Na koniec bezbronne dzieci, poddane sadystycznym praktykom nauczycielki. A dopiero co w parlamencie rodzina Elbanowskich próbowała uświadomić rządzącym, że szkoły nie są gotowe na przyjęcie sześciolatków. Ale kto tam będzie słuchał rodziców. A dziś wszyscy oburzeni! 
Ktoś jeszcze zechce twierdzić, że żyjemy w normalnym kraju? 
Tomasz Połeć


więcej...

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Sprawiedliwość nie dla szaraczków

W III RP nasilił się ostatnio pewien problem z wymiarem sprawiedliwości. Objawia się on tym, że kiedy wina oskarżonych wydaje się oczywista,  gdyż dowody przestępstwa są udokumentowane i widoczne jak na dłoni, to wtedy zapadają wyroki uniewinniające. Kiedy zaś dowodów brak, a oskarżenie opiera się jedynie na pomówieniu, sądy skazują ludzi na więzienie lub wydają kontrowersyjne postanowienia o aresztowaniu.

Europoseł Janusz Wojciechowski zaangażował się w sprawę Grzegorza Wiechy, młodego człowieka ze wsi pod Kielcami skazanego na karę 7 lat więzienia za rzekomy udział w pobiciu i okradzeniu starszego mężczyzny. Jedynym  dowodem, mającym świadczyć o winie Wiechy, były w tym procesie zeznania recydywisty i rzeczywistego sprawcy rozboju, który licząc na łagodniejszy wyrok pomówił  niewinnego chłopaka o współudział. Jest bowiem taki przepis, że kiedy sprawca wskaże co najmniej dwóch wspólników, wtedy może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Ponieważ faktycznych rozbójników było dwóch, główny oskarżony dobrał sobie trzeciego – Grzegorza Wiechę, a sąd na podstawie tych zeznań wydał na niego wyrok.  Sprawa wydaje się beznadziejna, bo Sąd Najwyższy odrzucił kasację. W poszukiwaniu sprawiedliwości pisał więc poseł Wojciechowski do Rzecznika Praw Obywatelskich, bo poznał tę sprawę w szczegółach i w odczuciu tego byłego sędziego,  spotkała chłopaka wielka krzywda.

Innym, tym razem głośnym skandalem była decyzja sądu o przetrzymywaniu przez osiem miesięcy w areszcie  słynnego kibica warszawskiej Legii,  autora hasła o „matole”,  Piotra Staruchowicza.  W jego przypadku oskarżenie również opiera się na zeznaniu jednego świadka, koronnego. Niejaki „Hanior”, skruszony przestępca twierdzi, że „Staruch” miał handlować narkotykami. Szkopuł jednak w tym, iż brak jest  na to jakichkolwiek innych dowodów. Nie ma zapisu monitoringu ze stacji benzynowej, na której miało dojść do transakcji, w domu oskarżonego nie natrafiono na ślady narkotyków, a rzekomy pośrednik w handlu nie był przez śledczych przesłuchany, bo gdzieś zniknął.  Sami sędziowie niejednokrotnie przyznają w rozmowach, że wprowadzona w połowie lat 90. zeszłego wieku  instytucja świadka koronnego nie sprawdza się, że jest często nadużywana i przez to właściwie już się skompromitowała. Jednak, jak widać,  nie w przypadku „Starucha”. Można by to wszystko uznać za farsę,  gdyby nie fakt, że Staruchowicz  jednak te kilka miesięcy za kratkami spędził.

Nie wiem kto ukuł powiedzenie, że wyroków sądu nie powinno się komentować. To jakaś niedorzeczność. W demokracji każda władza, a sądy w Polsce są trzecią władzą, powinna być poddawana społecznej kontroli. Komentowanie wyroków  jest właśnie jej formą. Jeśli wyroki wydawane przesz sądy urągają elementarnym zasadom sprawiedliwości, jeżeli coraz częściej odbiegają one od odczuć większości społeczeństwa,  to oznacza , że ta demokracja jest w bardzo kiepskim stanie.

Długie lata czekali uczestnicy robotniczych protestów na Wybrzeżu  i rodziny zamordowanych ofiar  Grudnia 70. na sprawiedliwe osądzenie sprawców tamtej masakry.  Doczekali się wyroku uniewinniającego dla Stanisława Kociołka i łagodnych wyroków dla dwóch  wojskowych biorących udział w pogromie robotników. Mimo, że  powszechnie wiadomo – to on był wtedy najwyższym funkcjonariuszem partyjnym i  państwowym na Wybrzeżu, to do niego należały wszelkie decyzje i to on przede wszystkim odpowiada za masakrę. „Krwawy Kociołek, to kat Trójmiasta”. Wszyscy wtedy słyszeli,  jak apelował do ludzi, by wyszli z domów do pracy posyłając ich wprost pod milicyjne i wojskowe kule. Niestety, sąd nie dopatrzył się związku… Na ten wyrok Janek Wiśniewski padł po raz drugi.

Cała Polska widziała film - materiał operacyjny Centralnego Biura Antykorupcyjnego, w którym siedząca na parkowej ławeczce Beata Sawicka bierze łapówkę.  Widział to również warszawski Sąd Apelacyjny, a mimo to uchylił wyrok z pierwszej instancji i  uniewinnił byłą poseł. W uzasadnieniu sędzia Paweł Rysiński opowiadał bajki o „zatrutym drzewie”. Nie sposób nie zauważyć, że tenże sąd był dotychczas  wyjątkowo szczodry dla „ofiar” CBA.  W 2007 roku  trzyosobowy skład z Pawłem  Rysińskim na czele wydał postanowienie o zwolnieniu z aresztu kardiochirurga Mirosława G., tego samego, którego Sąd Okręgowy w Warszawie  w osobie Igora Tulei skazał  na początku roku za korupcję. Jeśli więc dojdzie w tej sprawie do apelacji i rozpatrywać ją będzie sędzia Rysiński to… dopowiedz sobie, Drogi Czytelniku, sam.




Tekst ukazał się w 3 numerze magazynu kryminalnego REPORTER

PS. 
Okazuje się, że życie dopisuje kolejne dramaty.
W tym samym czasie inny sąd zawiesza proces Kiszczaka, bo biegli twierdzą, że stan jego zdrowia nie pozwala,  by był on sądzony za śmierć górników w kopalni "Wujek".
więcej...

sobota, 8 czerwca 2013

piątek, 26 kwietnia 2013

Sposób na zmniejszenie przestępczości

Burzą się zoofile w Niemczech, bo Bundestag zaostrzył w tym kraju kary grzywny za uprawianie seksu ze zwierzętami. Taka forma współżycia z ich czworonożnymi partnerami ma teraz kosztować 25 tys. euro, czyli mniej więcej  tyle, co weekend z ekskluzywną ludzką prostytutką. - To skandal, jesteśmy dyskryminowani! – krzyczą  aktywiści grupy lobbingowej pod nazwą ZETA, czyli Zoofile Zaangażowani na rzecz Tolerancji i Oświecenia. Pewnie zaraz znajdą się  jacyś  naukowcy, którzy będą udowadniać, że zwierzę to też człowiek. Po tym, jak unijni urzędnicy uznali, że marchewka to owoc,  wszystko można ludziom wmówić…

O legalizację zoofilii walczyła także nieistniejąca już, na szczęście, partia pedofilów (PNVD) w Holandii. To taka wzajemna pomoc: dewianci – dewiantom, można by rzec. Ale aktywiści tego ugrupowania chcieli przede wszystkim obniżenia granicy wieku legalnego współżycia seksualnego do 12 lat, zaś w perspektywie całkowitego jej zniesienia. Co w rezultacie byłoby także na rękę zoofilom, gdyby w przyszłości  okazało się, że już można legalnie współżyć ze zwierzętami, ale na przeszkodzie mógłby stanąć ich wiek…

Użyłem tego przykładu, by pokazać,   jak co chwila różne mniejszości, posługując się hasłami o miłości, tolerancji i oświeceniu usiłują znaleźć  furtkę dla swoich dewiacji i zalegalizować to, co  jest z gruntu rzeczy  złe, niemoralne, czy obyczajowo naganne. Wyobraźmy sobie,  co by to było gdyby nagle mniejszość gwałcicieli domagała się legalizacji gwałtów i argumentowała to w ten sposób: w imię miłości bliźniego gwałcimy tylko te kobiety, których w życiu, naszym zdaniem,  nikt by nie chciał.  Załóżmy, że mniejszość złodziei  żądałaby  takiego prawa, by mogli kraść, zaś urzędnicy i lekarze chcieliby brać oficjalnie łapówki.

Zresztą co do tego ostatniego, to już usiłowano relatywizować ten czyn przy okazji głośnej sprawy kardiochirurga, Mirosława G.  Rozmaici  etycy dowodzili wtedy,  że w ogóle nie mieliśmy do czynienia z korupcją, zaś słowo „łapówka” zastępowano zwrotem „dowód wdzięczności”. I debatowano gdzie też są granice  okazywania  tej wdzięczności zamiast,  powiedzmy sobie – wzorem tych holenderskich pedofilów – od razu ustalić jakiś limit. Na przykład do 100 tys. złotych, to jest dowód wdzięczności, a  jak  powyżej, to już łapówka. Nie takie rzeczy przepychano w sejmie.  Zmalałaby nam wtedy w kraju korupcja, podskoczylibyśmy w rankingach Transparency International, a Polacy zyskaliby opinię ludzi bardzo wdzięcznych. Najważniejsze, że nie byłoby żadnych afer, jak choćby ostatnio  drogowej czy kolejowej. A typowy dialog w sprawach biznesowych mógłby wtedy brzmieć mniej więcej tak:

- Panie dyrektorze złociutki, ja do pana względem tego przetargu ponieważ moja firma też potrafi budować drogi z sadzy,  gówna i tłuczonych sedesów. W związku z tym chciałem się do pana osobiście pofatygować i wręczyć panu dowód wdzięczności w kwocie 90 tysięcy złotych.

- Oj, panie prezesie kochany! Spóźnił się pan o dzień cały. Właśnie pan prezes Wiśniewski zaoferował mi dowód wdzięczności w postaci 99 999 złotych. A ja, wie pan,  człowiek  uczciwy jestem. Prawo jest prawem, kto pierwszy ten lepszy, musimy się trzymać wysokich standardów.  Ale mam dla pana prezesa poufną informację. W przyszłym tygodniu ma  być ogłoszony  przetarg na budowę ekranów wokół sejmu. Jak pan prezes zareaguje odpowiednio wcześniej, to pan go wygra.

- A po co te ekrany?

- Mają chronić przed hałasem. No i przed wiatrem…

- Jakim wiatrem?

- Historii…



rys . Transparency International

 Felieton pochodzi z najnowszego numeru


w sprzedaży od 30 kwietnia
więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top