Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Platforma Obywatelska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Platforma Obywatelska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2015

Pogromca burz z Biedronki


Ewa Kopacz - niczym żubr z reklamy (Kolej Na Żubra) - poszła w Polskę. I co? Okazuje się, że mamy bardzo zaradną panią premier. Potrafi wsiąść do pociągu, przejechać kilka stacji, zamówić coś do jedzenia w „Warsie”, a być może jest nawet w stanie samodzielnie kupić bilet.
Kto wie, może niedługo wszyscy bossowie Platformy Obywatelskiej nabędą podobnych umiejętności? Mogą być im one przydatne, gdy stracą dostęp do służbowych limuzyn. Na razie szlak przeciera Ewa Kopacz, która wskazała swoim partyjnym kamratom także alternatywną dietę wobec ośmiorniczek, sushi, carpaccio i kawioru: - Trzeba przyznać, że w „Biedronce” warzywa są super – wypaliła w najlepszym czasie antenowym. I tak oto premier Polski została ambasadorem „Biedronki”.
Być może to pod jej wpływem część działaczy PO porzuciła knajpę „Sowa i Przyjaciele” dla „Biedronki” właśnie: - Jakbyśmy się czepiali tak tych ośmiorniczek, to jakbyśmy weszli to „Biedronki”, to naprawdę proszę mi wierzyć, że za 13 złotych, bo ostatnio sprawdzałem – wyznał Michał Jaros z wrocławskiej PO.
Można tanio? Można! Nie trzeba od razu wywalać na kolację z publicznej kasy 1352 złote – niczym Sikorski z Rostowskim. Wiele wskazuje na to, że portugalska sieć dyskontów może okazać się nową ścieżką kariery dla działaczy PO. Ponoć Stefan Niesiołowski złożył już swoje CV do działu marketingu i promocji a wraz z nim hasło promocyjne, które jesienią ma pojawić się na bilbordach: „Najlepszy szczaw i mirabelki tylko z Biedronki”.
Jednak nie samym szczawiem człowiek żyje. Czasami chciałoby się zjeść także kaszanki. Tak, jak pani premier, która podczas przedwyborczego błąkania się po kraju trafiła na Święto Zalewajki w Buczko koło Brzezin. A tam, jak nazwa imprezy wskazuje, główne danie menu, to kaszanka.
- Chciałam kaszankę, ale zabrakło  – wyznała Kopacz ze smutną miną, przeżuwając słodką bułkę wyciągniętą z torebki.
- Strażacy zgłodnieli, to ją wymietli! - krzyknął ktoś z tłumu. I ja się nie dziwię, od pięciu lat chłopaki podwyżki nie widzieli, to i wymietli. Niektórzy to może nawet nie pamiętają, jak słodka bułka smakuje. Ostatecznie, jeśli premier była bardzo głodna, to mogła sobie zamówić pizzę z dostawą przez BOR, jak jej kolega Radosław Sikorski.
Żeby nie było, że Ewa Kopacz zajmuje się tylko konsumpcją, warto zwrócić uwagę na jej ostatnią inicjatywę. Premier bowiem postanowiła zająć się nawałnicami, burzami i trąbami powietrznymi. Orzekła, że to z winy PiS i Jarosława Kaczyńskiego, nawiedzają nas te wszystkie nieszczęścia. I w trybie pilnym nakazała im (nawałnicom itp.) opuścić Polskę. Nakaz wchodzi w życie z chwilą ogłoszenia, a więc w tej właśnie chwili.
Leo

Tekst i dymek: sochaczewianin.pl


więcej...

poniedziałek, 20 lipca 2015

Zegarki to ich specjalność

To było do przewidzenia. Kolejne śledztwo w sprawie ważnego polityka Platformy Obywatelskiej zostało umorzone przez prokuraturę. Tym razem „nietykalnym” okazał się Michał Kamiński.
Sprawa dotyczyła zegarka za 37 tysięcy złotych, którego Kamiński nie wpisał do swojego oświadczenia. W podobnym przypadku sąd uznał winnym Sławomira Nowaka, także z PO. Chociaż ten tłumaczył, że zegarek dostał od żony. Ale widać, żona żonie nierówna.
Tym razem prokuratura okazała się bardziej wyrozumiała - dla bliskiego współpracownika premier Kopacz - i umorzyła śledztwo.
Polityk, który zatoczył koło od Rydzyka do Michnika, znany jest z zamiłowania do kosztownych gadżetów i biżuterii. Kilkanaście dni temu, gdy towarzyszył Ewie Kopacz w lustracji dworców kolejowych, miał na szyi złoty łańcuch (zwany kietą) z ogniwem 10 mm i krzyżem jerozolimskim w skali 10:1. Wyglądał niczym król Cyganów. Pewnie dla odmiany był to prezent od babci.
Polityk tłumaczył śledczym, że nie miał świadomości, ile wart jest jego zegarek Paul Picot, gdyż był to podarunek od żony. A on się na zegarkach nie zna, chociaż ma jeszcze 3 - równie kosztowne. Prokuratura przyjęła tę wersję bez najmniejszych zastrzeżeń. Tymczasem żona Kamińskiego musiałaby wydać swoje roczne zarobki na taki zakup. Ma gest kobieta!
Prokuratura śledztwo umorzyła po wnikliwym przesłuchaniu.
- Skąd pan ma zegarek?
- Od żony
- A żona skąd wzięła?
- Ja jej dałem.
- A pan skąd wziął?
- No mówię, od żony.
I ja w to wszystko wierzę, bo dobre żony oczywiście się zdarzają (takie co kupują zegarki za 37 koła). A przyjaciel pani premier oczywiście nie mógł wiedzieć, że zegarek jest wart 37 tysięcy złotych, a nie został kupiony na odpuście w Łomży.
Szczerze mówiąc, gdyby mi żona sprezentowała taki zegarek, też by mi do łba nie przyszło, że dała za niego 37 koła. Przysięgam! 
Leo 

Tekst i dymek: sochaczewianin.pl


więcej...

wtorek, 7 lipca 2015

Porno i duszno w koalicji


Lato w pełni, żniwa coraz bliżej a wraz z nimi tak zwany sezon ogórkowy, który jest przekleństwem dziennikarzy. Bo o czym tu pisać? Skoro (trawestując Kazika): wyjechali na wakacje wszyscy nasi ulubieńcy!
Na szczęście są jeszcze politycy, a na nich zawsze można liczyć, nawet upalnym latem. A może zwłaszcza wówczas.
Oto Henryk Kmiecik, poseł PSL, z sejmowej mównicy oskarżył działaczkę PO o udział w pornograficznych filmach: - To ta sama osoba, która mówi o sobie, że posiada wysokie morale, a zasłynęła jako aktoreczka filmów erotyczno-pornograficznych, która była wielokrotnie notowana przez policję za czyny nieobyczajne, gorszące osoby starsze i dzieci – wytykał bez ogródek ludowiec i dodał - Przyznała, że jej filmy erotyczno-pornograficzne były nagrywane za jej zgodą, jej kamerą i są jej własnością.
Jak się okazuje chodzi o Ewę K., która jest burmistrzem niewielkiego miasteczka w województwie dolnośląskim. Podczas ostatnich wyborów samorządowych była ona rekomendowana przez samą Ewę Kopacz: „Będzie najlepszym waszym wyborem. Zaufajcie jej. Ja jej zaufałam”.
Pani premier pewnie wie, co mówi i na kogo stawia, gdyż jej partia ma spory dorobek w pornograficzno - erotycznych igraszkach, co solidnie udokumentowali kelnerzy z knajpy „Sowa i Przyjaciele”.
I być może poseł Kmiecik jest ostatnim sprawiedliwym, walczącym o moralność w szeregach koalicji rządzącej, ze szczególnym uwzględnieniem Platformy Obywatelskiej: - Jestem ciekaw, czy pani premier teraz szybko przetnie ten wrzód na ciele Platformy? – pytał w Sejmie i nie pozostawiał sam sobie złudzeń - Chyba że stanie się tak samo, jak w przypadku Iwony K., prezes Kamiennogórskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Gdy powiedziałem pani premier o przetargu na samochód służbowy z tylną rozkładaną kanapą, mającą chyba służyć pozyskiwaniu inwestorów dla strefy – tu konsekwencji bowiem nie było.
Żeby jednak nie wyszło, że tylko w PO lubią sobie poświntuszyć. Trzeba zauważyć, że działacze PSL też nie pozostają w tyle. Wygląda jednak na to, że niektórzy z nich wolą seks wirtualny od zdrowego, chłopskiego chędożenia.
Oto pierwszy z brzegu przykład. Artur H. - działacz PSL i dyrektor z Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie - w marcu tego roku był służbowo w Korei Południowej. I podczas krótkiego pobytu w Azji nabił telefonicznych połączeń za 16 tysięcy złotych. Po urzędzie krążą teraz plotki, że rachunek był wysoki, ponieważ urzędnik ściągał w Korei filmy pornograficzne. On sam temu gorliwie zaprzecza. Ale mało kto chce wierzyć w jego zapewnienia: – Korzystanie przeze mnie z Internetu, było związane tylko i wyłącznie z moją pracą.
To jaki on tam ma zakres obowiązków? Filmy dla dorosłych recenzuje? Czy może wyszukuje nowe pozycje dla wyzwolonej seksualnie koalicji?
W każdym razie lato zapowiada się gorące, a w koalicji nawet duszne - od wzajemnych oskarżeń.
I tak oto, dzięki rządzącym, mamy od roku nieustającego Big Brothera, transmitowanego on line, na wszystkich dostępnych kanałach. Teraz to już chyba nikogo nic nie zdziwi.
I być może o to w tym chodzi.
Leo

więcej...

Sprint na ostatniej prostej

Rządzący, na ostatnich metrach kadencji dostali takiego przyspieszenia, że są w stanie w kilkanaście godzin zaproponować, przegłosować w sejmie, a następnie uzyskać podpis prezydenta. Tak właśnie było z poprawką do ustawy o autostradach, dzięki której można otwierać bramki, gdy jest duży ruch. Odtrąbiono tę radosną wiadomość we wszystkich mediach, zapomniano jednak dodać, że za podniesienie szlabanów zapłacimy my, podatnicy, ponieważ ktoś prywatnym właścicielom autostrad musi zapłacić.
Pomijam już fakt, że podróżujący płatnymi drogami, na południu kraju na taką łaskę liczyć nie mogą. W lato trzeba jeździć nad morze, a nie w góry!
Takie tempo musi wzbudzać podziw, szkoda, że rządzący teraz nabrali takiej werwy, gdy sondaże wskazują ogromny spadek popularności koalicji, a zaufanie do rządu sięga „dolnych granic stanów niskich”. Ale budzi też niepokój o jakość stanowionego prawa.
Choć w jednym przypadku, mimo tempa, przepisy ustalono bardzo precyzyjnie. Mam na myśli zmiany w kodeksie karnym, które zabraniają wykorzystywać dowody zdobyte nielegalnie w procesie.
No i słynne taśmy jako dowody się nadają tylko na śmietnik. By żyło się lepiej…
Tomasz Połeć

 
więcej...

czwartek, 25 czerwca 2015

Dorzynanie bufona

Księga Przypowieści Salomona przypomina nam, że „pycha chodzi przed upadkiem”. Przypadek Radosława Sikorskiego jest tego podręcznikowym potwierdzeniem.
Człowiek ten zrobił zaskakująco błyskotliwą karierę. Był posłem, senatorem, wiceministrem i ministrem obrony narodowej, wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej, ministrem spraw zagranicznych, przewodniczącym Komitetu do Spraw Europejskich i marszałkiem Sejmu VII kadencji. Jakby tego było mało, pragnął zostać szefem NATO, prezydentem Polski oraz komisarzem do spraw energetycznych.
Pycha Sikorskiego w pewnym momencie przestała już nawet mieścić się we wsi Chobielin, gdzie zamieszkuje z rodziną. Dlatego Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zgodziło się na wydzielenie z tej miejscowości posiadłości Sikorskiego, jako wsi Chobielin Dwór.
W swoim dworze powiesił ponoć centralnie portret generała Władysława Sikorskiego. Twierdząc z luzacką nonszalancją, że to brat jego dziadka. Choć nie ma w tym grama prawdy. Portrety „przodków” zatem już ma na ścianach. Teraz pora na herb. Proponuję słomę wystającą z buta.
Pewne możliwości na nową ścieżkę kariery jednak się przed Sikorskim otwierają. Jako, że w jego wsi mieszka tylko on z żoną i dwójką dzieci, to niewątpliwie ma on spore szanse na zdobycie stanowiska sołtysa.
Tyle, że nie popije już na koszt podatników w knajpie u „Sowy&Przyjacół”, ani w innej spelunce dla snobów. Chyba, że żona, która w minionym roku zarobiła 8 razy tyle co on, da mu kieszonkowe.
Jeszcze niedawno Sikorski - w ramach dorzynania watahy - wygasił złośliwie i pospiesznie mandat europosła Andrzejowi Dudzie. Teraz może się okazać, że nie ma dla niego miejsca na listach wyborczych Platformy Obywatelskiej. I pierwszy bufon III RP może poczuć na własnej skórze, co to znaczy bezrobocie.
Cóż, taki mamy klimat (polityczny)! Zawsze jednak może aplikować do Stonogi – temu też ego wali nieźle w dekiel. W najgorszym wypadku „niech weźmie kredyt”, jak doradzał klasyk.
Leo

PS. 6 czerwca w Barcinie nieopodal Chobielina padła w Lotto wygrana ponad 28 milionów złotych. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby tym lottomilionerem został Radek S. Złośliwi twierdzą, że to rekompensata za utrąconą karierę.

więcej...

środa, 10 czerwca 2015

Finansjera uruchamia plan B

Agonia Platformy Obywatelskiej wydaje się być przesądzona. Na co wskazują nie tylko sondaże, według których w jesiennych wyborach ruch obywatelski Pawła Kukiza wyprzedzi partię Kopacz i Komorowskiego.
A do tego dopuścić nie można. Zatem elity finansowe uruchomiły plan B. I starają się wykazać, że są oburzone i wkurzone. Nie gorzej od Kukiza. Trudno im się dziwić, gdyż czują, iż tracą władzę, wpływy i pieniądze.
„Wkurza mnie to, co dzieje się w Polsce!” – wykrzykuje Ryszard Petru, starając się wejść w skórę charyzmatycznego wokalisty rockowego. Co w ustach bankiera brzmi co najmniej groteskowo i niewiarygodnie. Podobnie, jak niewiarygodna jest partia NowoczesnaPL, na której czele stanął Petru - były nieformalny doradca Tuska.
„To jest przede wszystkim inicjatywa młodych, energicznych ludzi, którym się coś chce” – deklaruje lider, obok którego stoją inni „młodzi gniewni”: Leszek Balcerowicz, Władysław Frasyniuk i Andrzej Olechowski, czy Gromosław Czempiński. Fakt. Oni mogą być zirytowani i wzburzeni zmianami, jakie teraz zachodzą w Polsce. Bo, czy niektórzy z nich nie uczestniczyli w tworzeniu planów, które doprowadziły do grabieży Polski i Polaków? Choćby osławionego OFE? - żeby daleko nie szukać.
No to teraz biorą się za reanimację trupa, znanego kiedyś bliżej jako Unia Wolności. Ich program w skrócie to odebrać biednym, aby dać bogatym.
„Ja mam wizję, że Polska może być małymi Niemcami Europy” – obwieścił złowieszczo Petru. A mnie dreszcze przeszły po plecach, gdyż pamiętam doskonale, czym dla Polaków kończyły się deklaracje polityków, że Polska może być drugą Japonią czy Irlandią.
A dlaczego nie może być po prostu Polską i do tego dużą i silną?
Ale, aby tak się stało, trzeba wyeliminować z życia polityczne nabzdyczonych cwaniaków. Nowoczesnych, niczym kredyt we frankach.
Leo

 



Dymek: Leo
więcej...

wtorek, 31 marca 2015

Hipnoza narodowa

We Włoszech rozesłano list gończy za mężczyzną, który zahipnotyzował kasjerkę w supermarkecie i wyszedł z pieniędzmi, które mu bezwolnie wydała. 

Jak podają agencje prasowe: „podszedł do kasy i poprosił kasjerkę, by rozmieniła mu banknot 100 euro. I właśnie wtedy, gdy kobieta szykowała dla niego drobne, została zahipnotyzowana za pomocą odpowiednio wypowiadanych słów”. 
Jakie to były słowa nie wiem, mogę się jednak domyślać, jakim słownym przekazem można hipnotyzować kobiety. Nie tylko kasjerki w supermarketach oczarowuje się mówiąc piękne słówka, a potem niekiedy znika.

W Polsce takie zdarzenie są na porządku dziennym. Osławiony Jerzy Kalibabka (znany też jako serialowy Tulipan, opisany przeze mnie w nr 1/2013 Reportera), to nie jest odosobniony przypadek. 
Nie zawsze jednak poszkodowanymi są kobiety. Mój znajomy też (raz w miesiącu) ma problem z hipnozą: - Jak przynoszę wypłatę do domu, to żona chyba mnie hipnotyzuje – żali się kolegom - Na drugi dzień pozostaje mi w portfelu tylko drobna mennica. 

W ostatnich latach hipnozie skutecznie poddano znaczną część społeczeństwa. Jest to zapewne jeden z „cudów” obiecywanych swego czasu w kampanii wyborczej przez Donalda Tuska. Nie da się zaprzeczyć, że naród jest jako oczadziały.

Przypomnę, zatem tekst, którym Tusk zahipnotyzował naród: „Już wkrótce Polacy zaczną wracać z emigracji, bo praca tu będzie się opłacać. Będą nas leczyć dobrze zarabiający lekarze i pielęgniarki, dobrze zarabiający nauczyciele będą uczyć nasze dzieci, dobrze zarabiający policjanci będą dbać o nasze bezpieczeństwo. Przy polskich drogach wyrosną nowoczesne stadiony i pływalnie. Czy to możliwe? Udało się w Irlandii, dlaczego ma nie udać się w Polsce? Przecież Polacy to wielki i mądry naród. Polskę też stać na swój cud gospodarczy. Musimy tylko wygrać te wybory". 

Sprawdziło się tylko ostatnie zdanie. Oczarował naród mówiąc piękne słówka, i zniknął bez śladu, jak ów Włoch z supermarketu z pieniędzmi kasjerki.

Janusz Szostak

więcej...

środa, 8 października 2014

Ucieczka z dobrobytu

Bardzo się ucieszyłem słuchając expose pani premier, ponieważ dowiedziałem się, że było nieźle, jest dobrze, a będzie po prostu super. Okazuje się, że w ciągu 12 miesięcy dokonamy tego, czego przez ostatnie siedem lat dokonać nie mogliśmy. I fajnie.
Będzie więcej środków, na oświatę, na obronność, na infrastrukturę - ogólnie na wszystko. Bezrobocie ma spadać, PKB rosnąć, a przedsiębiorcom będzie się żyło jak w raju. Może nie podatkowym, ale jednak...
Dowiedziałem się też, że wielu dziedzinach zrobiliśmy tak ogromny postęp, że już więcej zrobić się nie da. Ponoć takim sztandarowym przykładem jest PKP. Tu troszeczkę się zdumiałem, bo przecież zbliża się zima, a większość z nas pamięta cyrk z rozkładem jazdy, zamarzniętymi zwrotnicami (sorry, taki mamy klimat) i tysiącami ludzi marznących na peronach. Na dokładkę pozbawionych jakichkolwiek informacji.
Ale za chwilę uświadomiłem sobie, że przecież mamy pendolino!
Dowiedziałem się też, że jesteśmy państwem prorodzinnym, a będziemy jeszcze bardziej. Będzie więcej przedszkoli, żłobków, monitoring w szkołach i co tam kto uważa.
To o co chodzi tym młodym, którzy gremialnie wyjeżdżają?
Tomasz Połeć



więcej...

niedziela, 5 października 2014

Cudów nie będzie

To mamy kolejny rząd fachowców. Człowiek bez znajomości języków obcych jako minister spraw zagranicznych, specjalista od handlu zagranicznego ministrem obrony, dziennikarz ministrem edukacji, pedagog ministrem sportu, lekarz ministrem pracy. Tylu ma dziś nasza władza sprawdzonych fachowców, z katechetką, jako ministrem spraw wewnętrznych na czele. 
Dziwna nominacja? Jak dla kogo. Dla policjantów pewnie mało zrozumiała. Chociaż ich już pewnie nic nie zdziwi. Zwłaszcza po rządach poprzedniego ministra, absolwenta filozofii i autora diagnozy stanu państwa polskiego („Ch.., dupa, kamieni kupa”).
Teraz miejsce wnuka autora Trylogii  - który poległ w nierównej walce z bandą kelnerów kierowaną przez właściciela składów węgla - zajęła autorka podręczników do katechezy i koleżanka pani premier.
Ewa Kopacz tłumaczy, że nie kierowała się względami osobistymi, lecz tzw. parytetami. Po prostu w rządzie miało być więcej kobiet. To dlaczego na szefową resortu spraw wewnętrznych nie wzięła Julii Pitery? W końcu ta ma talent śledczy i dorobek w tej dziedzinie. Wszak swego czasu wykryła śmierdzącego korupcją dorsza za 8,99 złotych. Jest w tym dobra!
Jednak nowa premier ma inne zdanie. To Teresa Piotrowska jest zdaniem Kopacz bardzo merytoryczną ministrą. Choć sama Piotrowska przyznaje otwarcie, że na służbach specjalnych i policji się nie zna. Wygląda zatem na to, że znaczenie słowa „merytoryczny" nabiera zupełnie nowego  znaczenia.
Bądźmy jednak poważni. Ministerstwo spraw wewnętrznych, to jeden z czterech najważniejszych resortów.  Jego szef – a obecnie szefowa - nadzoruje policję, straż graniczną, straż pożarną a przede wszystkim BOR i cywilne służby specjalne. Co Piotrowska wie o tajnych służbach i tzw. pionach zmilitaryzowanych?
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie rozmowy tych dwóch pań – Ewy Kopacz i Teresy Piotrowskiej – o służbach inaczej, niż w konwencji kabaretu, wynikającej z ich ignorancji.
Czy może być gorzej?
Na pewno.
Janusz Szostak

Felieton pochodzi z najnowszego wydania magazynu REPORTER

więcej...

A średnia rośnie

Mam wrażenie, że niektórzy politycy przekroczyli już cienką linię oddzielającą sferę prywatną od publicznej. Zaczynają traktować państwo jak spółkę z o.o., do tego działającą bez żadnych zasad. Skąd takie przemyślenia? A to proste - media doniosły właśnie, że doradca byłego premiera otrzymał lukratywną posadkę w spółce Orlen (zdaje się w zarządzie). Pensja w takiej firmie znacznie przekracza średnią krajową, tak więc pewnie na zmianie miejsca pracy finansowo by nie stracił. Zresztą w Orlenie już niejeden polityk rozpoczynał wcale niezłą karierę, niejednokrotnie zakończoną mandatem poselskim.
Z kolei nowa mister Wasiak miała dostać pół miliona odprawy, aby przez pewien czas nie podjęła pracy w firmie konkurencyjnej do PKP! A jakaż w Polsce może być dla PKP konkurencja?
Dla jasności, te horrendalne apanaże, wypłacane w spółkach Skarbu Państwa to nic innego jak nasze znikające renty, emerytury, zasiłki dla dzieci niepełnosprawnych czy ludzi chorych. Widocznie politycy i ich koledzy potrzebują ich bardziej!
Po medialnej zadymie oboje państwo zostali przyhamowani. Ale czy umniejsza to skalę skandalu?
Niestety podobny „obyczaj” przenosi się do samorządów.
No i jak ma nie rosnąć średnie krajowe wynagrodzenie!
Tomasz Połeć
więcej...

czwartek, 26 czerwca 2014

Wyngiel! Wyngiel!


więcej...

Raj w Nibylandii

Kolejne ujawniane przez „Wprost” nagrania ukazują coraz bardziej mroczny świat naszych elit politycznych. Pokazują ich stosunek do państwa, do poszczególnych instytucji, ale także, niestety, do innych krajów.

Pamiętam szumne zapowiedzi, że ta ekipa doprowadzi do wzrostu znaczenia Polski w świecie, do tego, że będziemy szanowani.

Sądzę, że dziś nikt nie ma już złudzeń, że o szacunku dla Polski w świecie raczej nie ma co marzyć. Kompromitacja następuje za kompromitacją, kolejne gafy stawiają nas w komicznym świetle.

Przeraża jednak, że nadal są media, które próbują sytuację ratować wmawiając nam, iż właściwie nic się nie stało, a rozmowy przecież dotyczą... interesu Polski. Podobnego absurdu już nie da się znieść.
Ponoć wszystkie nasze służby mają teraz tylko jeden cel - wytropić autora podsłuchu! To, jak to jest - podobno jesteśmy europejskim krajem, zieloną wyspą i niemal rajem dla obywateli. I w tej Nibylandii służby nie umieją ochronić najważniejszych osób?

To, jak ja mam się czuć jako zwykły obywatel? Ano chyba tak, jak bohaterowie programu „Państwo w państwie”, w którym pokazuje się losy przedsiębiorców zniszczonych przez urzędników i system naszego kraju. Tym niech się zajmą lepiej służby, bo o polityków to już zadbają wyborcy.
Chyba, że znów oddadzą miliony nieważnych głosów!

Tomasz Połeć

więcej...

wtorek, 17 czerwca 2014

Piraci w bananowej demokracji

Wielu z Państwa sądziło pewnie, że przesadzam pisząc co jakiś czas o tym, że Polska jako państwo przestała funkcjonować. No cóż, po opublikowaniu nagrań rozmów ministrów, byłych ministrów oraz szefa NBP, już chyba nikt nie będzie wątpił, że jednak nie przesadzałem.

Okazuje się, że w Polsce nie społeczeństwo - tak jak w normalnej demokracji - ma decydować, kto będzie je reprezentował w parlamencie. W naszym kraju decyduje o tym... partia rządząca. Minister spraw wewnętrznych namawia szefa banku centralnego, aby ten, łamiąc konstytucję, „załatał dziurę” w finansach państwa, dzięki czemu społeczeństwo nie zauważy przed wyborami, że osiągamy dno.

Gdy po pierwszych przeciekach nagrań słyszałem argumenty usłużnych dziennikarzy, że można to usprawiedliwić tym, aby nie dopuścić PiS do władzy, osłupiałem! To już nie społeczeństwo ma decydować, kto będzie rządził, ale władza?!
To już nie III RP - to klasyczny PRL!

A na marginesie - policja ujęła słynnego pirata drogowego z bmw. Zabawne - gdyby chłopak sam się nie nagrał i nie upublicznił w necie, pies z kulawą nogą by się nim nie zainteresował. Takie mamy dzielne państwo - po medialnej burzy i zapewnieniach premiera udaje się znaleźć dowody, aby móc zatrzymać drogowego przestępcę.

Tomasz Połeć

fot. screenshot/You Tube


więcej...

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Taśmy spłynęły po Tusku

 To było do przewidzenia. Jeśli chodzi o nagraną rozmowę ministra Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką, to premiera zbulwersował jedynie jej styl. On sam preferuje zgoła inny:


więcej...

wtorek, 3 grudnia 2013

Mostem po oczach

Na Facebooku krąży taki dowcip: premier na pytanie dziennikarzy o aferę korupcyjną odpowiada: Afera, afera... coś słyszałem, ale w Bydgoszczy to radni nie chcą, aby most nosił imię Lecha Kaczyńskiego! Dowcip idealnie oddaje to, z czym mamy do czynienia w głównych mediach.

Oto okazuje się, że wprawdzie min. Nowak jakieś tam zegarki miał, ale właściwie to był prezent od żony, co to więc za problem. Że krążył po lokalach z szefami firm, które wygrywały olbrzymie przetargi - to już zapominamy.

Natomiast afera korupcyjna (choć nawet politycy koalicji mówią o największej w III RP przewalance) to pikuś. Skandalem jest to, że poseł Hofmann nie odprowadził podatku od pożyczki! Nieważne, że nawet nie wiadomo jeszcze, czy powinien odprowadzić. Skarb państwa mógł stracić okrągłe 1200 zł! No hańba!

A teraz z kolei wszystkie media huczą rewolucją na Ukrainie. Nie twierdzę, że to nieważna sprawa, ale chciałbym jednak znać finał afery, w której nasze państwo straciło miliardy złotych.
Ale co tam. Ważne, że możemy się pasjonować mostem w Bydgoszczy.

Tomasz Połeć

Dymek: Rzepka



więcej...

wtorek, 26 listopada 2013

Najnowsza metoda badania preferencji politycznych

Mówi się, że wobec spadających w dramatycznym tempie notowań partii rządzącej niektóre sondażownie mają stosować inne, skuteczniejsze metody badań preferencji politycznych. Poniżej zamieszczam  modelowy przykład takiego badania  przeprowadzonego na przypadkowej grupie osób.


fot. screenshot / YT
więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top