Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2015

Medialne bezpieczeństwo

Zbroimy się na potęgę. Wystarczy włączyć telewizor, radio, albo wziąć gazetę i niemal wszędzie informacje o zbrojeniach. Staniemy się lokalną potęgą militarną, gdyby wierzyć mediom. Niestety rzeczywistość wygląda nieco mnie optymistycznie. Uzbrojenie, na które teraz, w panice, wydamy ogromne kwoty, w przypadku prawdziwej agresji nie będzie w stanie nas obronić, ponieważ będzie go za mało, nasze systemy obrony nie będzie współpracować z tym nowym wyposażeniem, a system dowodzenia jest po prostu fikcją. 
Poza tym nie mamy wojska, a tę liczbę „patriotów” czy francuskich śmigłowców Rosjanie są w stanie „nakryć czapkami”. 
Ale przypominam sobie, jak nieco ponad 5 lat temu te same media wyzywały od oszołomów wszystkich tych, którzy zwracali uwagę na zagrożenie. Gdy ówczesny prezydent, Lech Kaczyński, jasno mówił, że należy się zbroić, że zagrożenie będzie realne – był obiektem kpin i uznawany za kompletnie nie umiejącego rozeznać politycznych meandrów. 
Czemu te same media nie drwią z dzisiejszych oszołomów i panikarzy, którzy chcą się zbroić? Bo zobaczyły realne zagrożenie? Należało by się więc uderzyć w pierś i przyznać, że wtedy się myliły, że niesłusznie drwiono z prezydenta Kaczyńskiego. Że to On miał rację! 
Gdyby wówczas posłuchano prezydenta, dziś bylibyśmy o pięć lat bezpieczniejsi. 
Tomasz Połeć

więcej...

środa, 3 września 2014

Początek końca Unii

Radość w większości mediów nastała ogromna, ponieważ pan premier Tusk został wybrany na szefa Rady Europejskiej. I choć te same media mówią, że w zasadzie stanowisko to ma znaczenie jedynie prestiżowe, nie rzeczywiste, to jednak już tłumaczy się nam, ile to Polska zyska na tej nominacji.
Zyskamy pewnie tyle, ile na realizacji wyborczych obietnic rządzących polityków, czyli nie za wiele. Ale mówiąc szczerze (czym może zdziwię nieco niektórych z Państwa) i ja cieszę się niezwykle, że Donald Tusk jedzie do Brukseli, gdyż tak naprawdę w Polsce wiele to już do zrobienia nie ma. Co mógł, to już wykonał.
Wzruszająca była intonacja głosu dziennikarzy większości mediów, którzy niczym komentatorzy z Korei Północnej, przekazywali informację o nominacji Tuska, jakby była ona decydująca dla losów świata. Coś w tym może być, tylko niekoniecznie to, czego świat by sobie życzył.
A ja naprawdę szczerze życzę, zarówno świeżo wybranemu szefowi Rady Europejskiego, jak i całej Unii, aby wykazał się podobną werwą w działaniach europejskich, co w polskich. I równie szczerze życzę, aby z podobną werwą wprowadzał swoje rozwiązania i współpracowników w struktury Unii. Najwyższy czas, aby Polska przestała cierpieć za miliony. Niech teraz miliony cierpią za Polskę!
Gdy wchodziliśmy mówiłem, że to Polacy rozmontują Unię. I co? Nie miałem racji!?
Tomasz Połeć

fot.screenshot/You Tube

więcej...

czwartek, 6 lutego 2014

Naukowcy oburzeni atakami na Antoniego Macierewicza

Środowiska naukowe skupione w Akademickich Klubach Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu, Krakowie, Warszawie i Łodzi z najwyższym niepokojem obserwują nasilające się ostatnio elementy dyskursu publicznego, które cechuje kreowanie i upowszechnianie nieprawdziwych informacji jako faktów oraz próby ich utrwalania w świadomości społecznej. Szczególny niepokój budzą brutalne ataki wychodzące ze środowisk komunistycznych służb specjalnych.

Przedstawiciele struktur, które przez blisko pół wieku utrzymywały Polskę w totalitarnym systemie niesuwerennego, zależnego od Związku Sowieckiego państwa, kreują się dziś na autorytety moralne i stawiają w roli recenzentów współczesnego życia politycznego.

Te antydemokratyczne środowiska i ich spadkobiercy ośmielają się oceniać jako niedemokratyczne (a niekiedy wręcz jako faszystowskie, czy antysemickie) poglądy, postawy i działania tych uczestników współczesnego życia publicznego, którzy wnieśli wielki wkład w odrzucenie systemu totalitarnego i wprowadzanie w naszej Ojczyźnie reguł demokracji.

W działaniach tych szczególnie naganne jest ukazywanie pozytywnego obrazu PRL-owskich służb specjalnych jako normalnych służb działających w każdym państwie, z pominięciem ich antypolskiej, czy wręcz przestępczej działalności. Widać to najwyraźniej w zabiegach, których celem jest rehabilitacja Wojskowych Służb Informacyjnych – kadrowo, organizacyjnie i mentalnie całkowicie zależnych od służb sowieckich.

Oburzenie budzą, zwłaszcza ostatnio bardzo nasilone, ataki na ministra Antoniego Macierewicza, który realizując uchwałę Sejmu RP, miał odwagę i siły zlikwidować WSI i stworzyć służby niezależnego państwa.

Próby mające na celu odwrócenie procesu desowietyzacji są szkodliwe dla życia publicznego i zagrażają polskiej racji stanu. Ponadto niebezpiecznie zakłócają hierarchię wartości, które przez pokolenia kształtowały polski patriotyzm i były wyznacznikiem narodowych dążeń do wolności i suwerenności.

Jesteśmy przekonani, że zwycięży szacunek i uznanie dla prawych, odważnych patriotów, ich postaw i działań, a kolejna próba zmanipulowania opinii społecznej zakończy się niepowodzeniem.

Gorąco apelujemy do środowisk dziennikarskich i opiniotwórczych o przeciwdziałanie tej manipulacji.


AKO  POZNAŃ

    prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak, UAM Poznań – Przewodniczący AKO
    ks. Adam Adamski COr – UAM Poznań
    mgr Przemysław Alexandrowicz – KIK Poznań
    mgr Mirosław Andrałojć – archeolog, Poznań
    dr Aleksandra Andruszewska – Instytut Włókien Naturalnych, Poznań
    mgr Krystyna Andrzejewska – UAM Poznań
    dr hab. Bartłomiej Andrzejewski – prof. Inst. Fizyki Molekularnej PAN, Poznań
    dr Róża Antkowiak – UAM Poznań
    prof. dr. hab. Wiesław Antkowiak – UAM Poznań
    dr hab. Barbara Apolinarska – prof. Inst. Genetyki Roślin PAN, Poznań
    dr Adam Babula – UAM Poznań
    dr Lidia Banowska – UAM Poznań
    dr Arkadiusz Bednarczuk – UAM Poznań
    prof. dr hab. Leszek Bednarczuk – Uniwersytet Pedagogiczny, Kraków
    dr Paweł Binek – Uniwersytet Pedagogiczny, Kraków
    prof. dr hab. dr h.c. Czesław Błaszak – UAM Poznań
    mgr Janina Błaszak – Politechnika Poznańska
    dr Mirosława Błaszczak-Wacławik – Uniwersytet Śląski
    prof. dr hab. dr h.c. Jacek Błażewicz – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. Krystyna Boczoń – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    prof. dr hab. Władysław Boczoń – UAM, Poznań
    prof. Mieczysława Irena Boguś – PAN Warszawa
    dr Krzysztof Borowczyk – UAM Poznań
    dr inż. Krzysztof Borowiak – Poznań
    ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz – UAM Poznań
    dr hab. Mariusz Bryl – UAM Poznań
    prof. dr hab. Jerzy Brzeziński – Uniwersytet Zielonogórski
    lek. stomat. Krystyna Celichowska – stomatolog, Poznań
    doc. dr Bogdan Celichowski – architekt, Poznań
    dr Marek Chabior – klimatolog, Szczecin
    dr inż. Stanisław Chęciński – Politechnika Wrocławska
    prof. dr hab. Adam Choiński – UAM Poznań
    dr Remigiusz Ciesielski – UAM Poznań
    mgr inż. Piotr Cieszyński – informatyk, Poznań
    prof. dr hab. med. Andrzej Cieśliński – Uniwersytet Medyczny Poznań
    mgr Ewa Ciosek – ekonomista, Poznań
    dr Małgorzata Czabańska-Rosada – PWSZ Gorzów Wlkp.
    dr Elżbieta Czarniewska – UAM Poznań
    dr Bożena Cząstka-Szymon – WSP Katowice
    prof. dr hab. Janusz Czebreszuk – UAM Poznań
    dr med. Maria Barbara Czekalska – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    prof. dr hab. med. Stanisław Czekalski – Uniwersytet Medyczny Poznań
    mgr Zbigniew Czerwiński – radny Sejmiku Wlkp.
    dr inż. Stanisław Czopor – leśnik
    prof. dr hab. Jacek Dabert – UAM Poznań
    dr Mirosława Dabert – UAM Poznań
    mgr Jan Dasiewicz – Poznań
    dr Maria Dąbrowska-Bąk – UAM Poznań
    dr Maria de Mezer-Dambek – lekarz, Poznań
    dr Maria Elżbieta Dębowska – Uniwersytet Wrocławski
    mgr inż. Maria Dolata – architekt, Poznań
    mgr Danuta Anna Domaradzka – Uniwersytet Medyczny Poznań
    prof. dr hab. Kazimierz Dopierała – UAM Poznań
    prof. dr hab. Józef drabik – BSW, Bydgoszcz
    prof. dr hab. Leon drobnik – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    prof. dr hab. Edward Dutkiewicz – UAM Poznań
    prof. dr hab. Maria Dutkiewicz – UAM Poznań
    dr Tadeusz Dziuba – poseł na Sejm, Poznań
    mgr Sylwiana Firin-Gramowska – nauczyciel, Poznań
    dr med. Jerzy Fischbach – Akademia Muzyczna, Poznań
    prof. dr hab. Bolesław Fleszar – Politechnika Rzeszowska
    prof. dr hab. inż. Antoni Florkiewicz – Politechnika Poznańska
    mgr inż. Wojciech Foltyn – rolnik
    mgr inż. Bogdan Freytag – Poznań
    dr hab. Jerzy Galina – PAN, Poznań
    dr med Grzegorz Gertig – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    prof. dr hab. Witold Grzebisz – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    mgr Stanisław Grzesiek – artysta plastyk, Poznań
    dr Zdzisław Habasiński – informatyk, Poznań
    mgr Jolanta Hajdasz – nauczyciel akademicki, dziennikarz, Poznań
    mgr Iwona Horodecka – Biblioteka Raczyńskich, Poznań
    prof. dr hab. Henryk Hudzik – UAM Poznań
    mgr Eugeniusz Ilmak – Uniwersytet Zielonogórski
    dr hab. inż. Jacek Jackowski – prof. Politechniki Poznańskiej
    prof. dr hab. dr h.c. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz – UAM Poznań
    prof. dr hab. Dobrochna Jankowska – UAM Poznań
    mgr inż. Robert Witold Jankowski – właściciel firmy edukacyjnej, Poznań
    dr Małgorzata Julianna Jaracz – językoznawca, Bydgoszcz
    prof. dr hab. Artur Jarmołowski – UAM Poznań
    prof. dr hab. Jarosław Jarzewicz – UAM Poznań
    mgr Jolanta Jasińska – biofizyk, nauczyciel, Poznań
    prof. dr hab. Tomasz Jasiński – UAM Poznań
    dr Teresa Jerzak-Gierszewska – UAM Poznań
    prof. dr hab. Marek Jerzy – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    mgr Kazimierz Jósko-Wielgocki – radca prawny, Poznań
    mgr inż. Andrzej Judek – Stow. Rodzin Katolickich Arch. Poznańskiej
    dr Jerzy Kaczmarek – UAM Poznań
    dr Józef Kapusta – Instytut Biotechnologii i Antybiotyków, Warszawa
    dr hab. Janusz Kapuściński – PWSZ Kalisz
    lek. med. Zofia Karaszkiewicz – lekarz neurolog, Poznań
    dr Anna Kasprzyk – UAM Poznań
    prof. dr hab. Andrzej Kaźmierski – UAM Poznań
    mgr Iwona Klimaszewska – UAM Poznań
    prof. dr hab. Bożena Klimczak – Uniwersytet Ekonomiczny, Wrocław
    prof. dr hab. Zdzisław Kołaczkowski – AWF Poznań
    prof. dr hab. inż. Jan Adam Kołodziej – Politechnika Poznańska
    mgr Izabela Komar-Szulczyńska – UAM Poznań
    prof. dr hab. Aleksander Kośko – UAM Poznań
    prof. em. dr hab. inż. Alojzy Kowalkowski – Uniwersytet w Kielcach
    dr hab. Jacek Kowalski – UAM Poznań
    prof. dr hab. Edmund Kozal – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    prof. dr hab. Stanisław Kozłowski – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    dr hab. Henryka Kramarz – prof., Uniwersytet Pedagogiczny, Kraków
    prof. dr hab. Marek Kraska – UAM Poznań
    prof. dr hab. Tadeusz Marek Krygowski – Uniwersytet Warszawski
    dr Henryk Krzyżanowski – UAM Poznań
    mgr Jerzy Kubiak – artysta teatru, Poznań
    lek. med. Róża Filomena Kubiak – lekarz, Poznań
    dr hab. Grzegorz Kubski – prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego
    prof. dr hab. Grzegorz Kucharczyk – Inst. Historii PAN, Warszawa
    dr Dariusz Piotr Kucharski – Warsztaty Idei Obywateli Rzeczypospolitej, Poznań
    prof. dr hab. Wojciech Kuczyński – Inst. Fizyki Molekularnej PAN, Poznań
    prof. dr hab. Maria Kujawska – UAM Poznań
    prof. dr hab. Mieczysław Kujawski – Politechnika Poznańska
    inż. Julian Kulczyński – przedsiębiorca, rolnik – Poznań
    mgr Ewa Kuleczka-drausowska – pedagog, Poznań
    dr Małgorzata Kulesza-Kiczka – lekarz. Poznań
    dr Katarzyna Kulińska – PAN, Poznań
    dr hab. Tadeusz Kuliński – prof. nzw. IChB PAN, Poznań
    dr Beata Kuna – Politechnika Gdańska
    dr hab. Jacek Kurzępa – Akademia Pedagogiki Specjalnej Warszawa
    dr Przemysław Lehmann – PAN Poznań
    mgr Elżbieta Leszczyńska – UAM Poznań
    dr Maria Leśniewicz – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. Ignacy Lewandowski – UAM Poznań
    mgr inż. Jolanta Lisiak – architekt, Poznań
    mgr inż. Rafał Lisiak – architekt, Poznań
    dr hab. inż Władysław Łańczak – prof. Politechniki Poznańskiej
    mgr Agata Ławniczak – dziennikarz, reżyser, nauczyciel akademicki
    dr Eryk Łon – Uniwersytet Ekonomiczny, Poznań
    mgr Małgorzata Łośko – UAM Poznań
    mgr Jolanta Łuczak – polonista, Austria
    mgr Ryszard Łuczak – germanista, Austria
    dr inż. Piotr Łukasiak – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. Andrzej Maciejewski – UAM Poznań
    dr Małgorzata Maciukiewicz – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    mgr Agata Macniak – hispanista, Poznań
    ks. kan. Tadeusz Magas – duszpasterz „S”
    ks. inż. Jan Majchrzak – Chodzież
    dr hab. Przemysław Makarowicz – UAM
    prof. dr hab. Andrzej Malinowski – UAM Poznań
    mgr Sylwia Małecka – polonista, pedagog, Poznań
    mgr Szymon Małecki – polonista, pedagog, Poznań
    prof. dr hab. Jerzy Marcinek – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    prof. dr hab. Arkadiusz Marciniak – UAM Poznań
    prof. dr hab. Wojciech Markiewicz – PAN, Poznań
    mgr Jan Martini – artysta muzyk, Poznań
    mgr Helena Materny – nauczyciel, Poznań
    mgr Ryszard Materny – Poznań
    mgr Anna Matysiak – UAM Poznań
    inż. Janusz Matysiak – przedsiębiorca, Poznań
    dr hab. Karol Mausch – prof. UAM
    dr Piotr Meteniowski – Poznań
    prof. dr hab. inż. Krystyna Mędrzycka – Politechnika Gdańska
    dr Jerzy Michalik – UAM Poznań
    prof. dr hab. inż. Jacek Michalski – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    prof. dr hab. Michał Mierzejewski – Uniwersytet Wrocławski
    dr Bożena Mikołajczak – UAM Poznań
    prof. dr hab. inż. Jacek Młochowski – Politechnika Wrocławska
    prof. dr hab. Krzysztof Moliński – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    mgr Paulina Molska – Poznań
    mgr Tomasz Molski – historyk, Poznań
    mgr Celina Monikowska-Martini – artysta muzyk. Poznań
    dr Jan Mosiński – przew. ZR NSZZ Solidarność Kalisz
    mgr Grażyna Musiał – Muzeum Narodowe w Poznaniu
    prof. dr hab. Grzegorz Musiał – UAM Poznań
    prof. dr hab. Czesław Muśnicki – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    mgr Danuta Namysłowska – nauczyciel, Poznań
    mgr Stanisław Nastaj – Instytut Nawozów Sztucznych, Puławy
    Maciej Neuman – Poznań
    prof. dr hab. Andrzej Nowak – UJ Kraków
    mgr Wilhelmina Nowak – Poznań
    dr hab. Andrzej Nowakowski – prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego
    dr hab. Aurelia Nowicka – UAM Poznań
    prof. dr hab. Elżbieta Nowicka – UAM Poznań
    mgr Wiesław Stanisław Olichwier – prawnik, Poznań
    prof. dr hab. Maria Jolanta Olszewska – Uniwersytet Warszawski
    mgr Włodzimiera Pajewska – UAM Poznań
    inż. Ryszard Paprzycki – przedsiębiorca, Poznań
    prof. dr hab. Jan Paradysz – Uniwersytet Ekonomiczny, Poznań
    prof. dr hab. Stanisław Paszkowski – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    dr Andrzej Pawuła – UAM Poznań
    prof. dr hab. med. Krystyna Pecold – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    dr Barbara Peplińska – UAM Poznań
    dr Ryszard Piasek – reżyser, Poznań
    mgr Mikołaj Pietraszak-Dmowski – Fundacja Raczyńskich, Rogalin
    prof. dr hab. Barbara Piłacińska – UAM Poznań
    dr Ryszard Piotrowicz – UAM Poznań
    dr hab. Jacek Piszczek – IOR PIB Toruń-Poznań
    prof. dr hab. Agnieszka Popiela – Uniwersytet Szczeciński
    prof. dr hab. Jan Prostko-Prostyński – UAM Poznań
    mgr Maria Przybylska – UAM Poznań
    prof. dr hab. Andrzej Przyłębski – UAM Poznań
    prof. dr hab. inż. Tadeusz Puchałka – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. Zdzisław Puślecki – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    dr inż. Konrad Pylak – Politechnika Lubelska, Lublin
    dr Jacek Radomski – UAM Poznań
    dr hab. Wiesław Ratajczak – UAM Poznań
    dr hab. Lucyna Rempulska – Politechnika Poznańska
    mgr Emilia Rogalińska – nauczyciel, Poznań
    prof. dr hab. Tadeusz Rorat – PAN, Poznań
    prof. dr hab. Grzegorz Rosiński – UAM Poznań
    dr Lech Różański – PTPN, Poznań
    mgr Wanda Różycka-Zborowska – reżyser
    prof. dr hab. Wojciech Rypniewski – PAN Poznań
    prof. dr hab. Ewa Ryś – UAM Poznań
    prof. dr hab. Jan Sadowski – UAM Poznań
    prof. dr hab. med. Jerzy Samson-Zakrzewski – Uniwersytet Medyczny Poznań
    mgr Halina Aurelia Siwa – dziennikarz, Poznań
    dr Andrzej Jan Skrzypczak – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. Jan Skuratowicz – UAM Poznań
    prof. dr hab. Marian Smoczkiewicz – Uniwersytet Medyczny Poznań
    mgr Jan Smólski – Poznań
    dr Robert Sobków – ekonomista, Poznań
    prof. dr hab. inż. Marek Sozański – Politechnika Poznańska
    mgr Zygmunt Sporny – Poznań
    dr Teresa Stanek – UAM Poznań
    prof. dr hab. Anna Stankowska – UAM Poznań
    prof. dr hab. Wojciech Stankowski – UAM Poznań
    mgr Piotr Stawicki – radca prawny, Poznań
    mgr Gabriela Stępczak – pedagog, Poznań
    mgr Bernadeta Sturzbecher – UAM Poznań
    dr inż. Krzysztof Sturzbecher – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. Wojciech Suchocki – UAM Poznań
    prof. dr hab. Eugeniusz Szcześniak – UAM Poznań
    prof. dr hab. Zofia Szczotka – Instytut Dendrologii PAN, Kórnik
    prof. dr hab. Józef Szpikowski – UAM Poznań
    dr hab. Andrzej Szpulak – UAM Poznań
    prof. dr hab. Jan Jacek Sztaudynger – Uniwersytet Łódzki
    dr Anna Szukalska – Politechnika Poznańska
    mgr Edwin Szukalski – Politechnika Poznańska
    mgr Maciej Szulc – przedsiębiorca, Poznań
    prof. dr hab. med. Roman Szulc – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    dr Mirosław Szulczyński – UAM Poznań
    dr Mirosław Szumiło – UMCS Lublin
    lek. med. Halina Szwarc-Hetmaniak – lekarz, Poznań
    dr Wojciech Szwed – UP Poznań
    dr Hanna Szweycer – fizyk, Poznań
    prof. dr hab. inż Michał Szweycer – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. Zofia Szweykowska-Kulińska – UAM Poznań
    dr Urszula Szybiak-Stróżycka – UAM Poznań
    prof. dr hab. Henryk Szydłowski – UAM Poznań
    ks. prof. dr hab. Jan Szymczyk – KUL, Lublin
    prof. dr hab. Wojciech Święcicki – PAN, Poznań
    mgr Małgorzata Talarczyk-Andrałojć – archeolog, Poznań
    prof. dr hab. Jerzy Tarajkowski – Uniwersytet Ekonomiczny, Poznań
    prof. dr hab. Kazimierz Tobolski – UAM Poznań
    mgr Grzegorz W. Tomczak – reżyser, Poznań
    prof. dr hab. Lech Torliński – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    mgr inż. Jacek Tuchołka – Poznań
    dr inż. Alicja Ewa Urbanowicz – projektant, Poznań
    prof. dr hab. Ryszard Vorbrich – UAM Poznań
    mgr Henryk Walendowski – Poznań
    dr hab. Ryszard Walkowiak – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    prof. dr hab. med. Jerzy Bożydar Warchoł – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    prof. dr hab. Jan Wawrzyńczyk – Uniwersytet Warszawski
    dr Marek Wedemann – UAM Poznań
    dr Maria Wejchan-Judek – Politechnika Poznańska
    prof. dr hab. inż. Jerzy Weres – Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
    dr Józef Wieczorek – Niezależne Forum Akademickie, Kraków
    dr Jerzy Wierzchowiecki – Szpital Miejski, Grodzisk Wlkp.
    prof. dr hab. med. Michał Wierzchowiecki – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    prof. dr hab. Zdzisław Julian Winnicki – Uniwersytet Wrocławski
    prof. dr hab. Janina Wiszniewska – Państwowy Instytut Geologiczny, Warszawa
    dr hab. Maria Wołuń-Cholewa – Uniwersytet Medyczny, Poznań
    prof. dr hab. Henryk Woźniakowski – Uniwersytet Warszawski
    dr Bartłomiej P. Wróblewski – Wyższa Szkoła Psychologii Społecznej, Poznań
    mgr Andrzej Wybrański – nauczyciel, Poznań
    prof. dr hab. Barbara Wysocka – PAN, Poznań
    mgr Maria Zawadzka – nauczyciel, Poznań
    prof. dr hab. Stefan Zawadzki – UAM Poznań
    mgr Tomasz Zdziebkowski – przedsiębiorca, Poznań
    dr Franciszek Zerbe – lekarz, Poznań
    dr Jerzy Zerbe – UAM Poznań
    mgr Małgorzata Zielonacka – adwokat, Poznań
    dr Andrzej Zielonacki – adwokat, Poznań
    dr Bronisława Zielonka – Uniwersytet Gdański
    dr Tadeusz Zysk – przedsiębiorca, wydawca, Poznań
    Jerzy Żarnowski – HCP, Poznań
    dr Jakub Żmidziński – Uniwersytet Artystyczny, Poznań
    prof. dr Jacek Żurada – University of Louisville, USA

AKO  KRAKÓW
    dr hab. Roman Badora, UŚ Katowice
    dr Mirosław Boruta, UP Kraków
    prof. dr hab. Krzysztof Cena, Kraków
    prof. dr hab. inż. Józef Dańko, AGH Kraków
    dr hab. Urszula Dąmbska-Prokop, UP, Kraków
    prof. dr hab. inż. Jan T. Duda, AGH Kraków
    prof. dr hab. Maria Dzielska, UJ Kraków
    dr hab. Wit Foryś, UJ Kraków
    Jan Władysław Fróg Przewodniczący KU NSZZ ,, Solidarność ,UP Kraków
    mgr Irena Gąsior, Instytut Nafty i Gazu, Kraków
    dr hab. inż. Ryszard Golański, nauczyciel akademicki, Kraków
    prof. dr hab.  Janusz Gołaś, AGH, Kraków
    prof. dr hab. Halina Grzmil-Tylutki, UJ Kraków
    dr hab. inż. Janusz Kawecki, PK Kraków
    mgr inż. Mariusz Klapper, AGH Kraków
    prof. dr hab. inż Andrzej Korbel, PAU Kraków
    prof. dr hab. Grażyna Korpal, ASP Kraków
    prof. dr hab. inż. Adam Korytowski, AGH Kraków
    dr hab. Henryka Kramarz, UO Kraków
    prof. dr hab. inż. Wojciech Kucewicz, AGH Kraków
    prof. dr hab. Ryszard Legutko, UJ Kraków
    dr hab. Marta Lempart-Geratowska, Kraków
    prof. dr hab. Edward Malec, Kraków
    prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski, HMGU Monachium
    prof. dr hab. inż.. Janina Milewska–Duda,  AGH Kraków
    dr Elżbieta Morawiec, pisarka, Kraków
    dr hab. Kazimierz Mrówka, prof. UP w Krakowie
    dr hab. Adam Nodzeński, prof. AGH Kraków
    mgr inż. Andrzej Ossowski, em. AGH
    dr inż.  Bernadetta Pasierb,  PK Kraków
    dr inż. Krzysztof Pasierbiewicz, AGH Kraków
    prof. dr hab. inż. Krzysztof Pieła, AGH Kraków
    prof. dr hab. Jan Prokop, Kraków
    Jadwiga Julia Rudnicka – poseł RP I kadencji, senator VI kadencji, Gliwice
    dr inż. Maria Sapor, nauczyciel akademicki, Kraków
    mgr Jolanta Sekutowicz, ASP Kraków
    prof. dr hab. Stanisław Sędziwy, UJ Kraków
    dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański, Kraków
    prof. dr hab. Krystyna Stamirowska, UJ Kraków
    mgr inż. Janina Szymanowicz, pedagog  Gliwice
    prof. dr hab. Ryszard Terlecki, Akademia Ignatianum, Kraków
    dr Marek Mariusz Tytko,  UJ Kraków
    dr hab. Grażyna Zając, Kraków mgr Barbara Zawidowska, Kraków
    dr hab. Zbigniew Zegan, prof. ASP, Kraków


AKO  WARSZAWA

    prof. nzw. dr hab. Stanisław Ancyparowicz
    prof. dr hab. n. med Krzysztof Bielecki
    prof. dr hab. Mieczysława Irena Boguś
    dr Paweł Bromski
    mgr Andrzej Budzyk
    dr Leszek Buller
    dr hab. Janusz Czyż
    prof. dr hab. inż. Eugeniusz Danicki
    dr hab. Wojciech Fabianowski
    prof. dr hab. Piotr Fiedor
    dr hab. Andrzej Gąsowski
    mgr Kazimierz Gerlach
    prof. dr hab. Piotr Gliński
    ks. dr hab. Waldemar Gliński
    dr Jerzy Goliszewski
    dr Artur Górski
    dr hab. Grzegorz Górski
    dr hab. Czesław Grajewski
    dr inż. Irena Gronowska
    dr hab. Anna Gruszczyńska-Ziółkowska
    dr hab. Marek Wojciech Gutowski
    mgr Irena Iwasińska-Budzyk
    prof. dr hab. Jerzy Jurkiewicz
    prof. dr hab. Tadeusz Kaczorek
    dr Jerzy Kazimierczak
    dr hab. Marek Kloss
    prof. dr hab. Andrzej Kochański
    dr hab. Tadeusz Kołodziej
    prof. dr hab. Włodzimierz Julian Korab-Karpowicz
    prof. dr hab. Józef Krzyżewski
    dr hab. inż. Grażyna Łypacewicz
    prof. dr hab. Alfred J. Meissner
    prof. dr hab. Jacek Modliński
    prof. dr hab. inż. Jan B. Obrębski
    prof. dr hab. Janusz Odziemkowski
    dr inż. Grażyna Ożarek
    dr Krzysztof Papis
    dr hab. Krystyna Pawłowicz
    dr Aldona Piwko
    Arch. Józef Polak
    dr hab. Grażyna Ptak
    dr Jan Rempała
    dr Anna Sędzińska
    dr Janusz Sobieszczański
    dr hab. Maciej Stasiak
    mgr inż. Agnieszka Stelmaszczyk-Kusz
    dr Lech Szyndler
    prof. dr hab. inż. Artur Hugo Świergiel
    dr inż. Andrzej Tadeusiak
    dr hab. inż. Krzysztof Weiss
    prof. dr hab. Janina Wiszniewska
    prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki
    mgr inż. Bogdan Zalewski
    dr hab. Dominik Zamiatała
    dr Rafał Zapłata
    dr Oliwia Zegrodzka – Stendel
    prof. dr hab. Radosław Zendrowski
    prof. dr hab. Mariusz Ziółkowski
    prof. dr hab. Jerzy Żyżyński


AKO  ŁÓDŹ

    dr hab. Radosław Żurawski vel Grajewski, prof. Uniwersytetu Łódzkiego


NIEZRZESZENI W AKO

    mgr Paweł Baworowski – Poznań
    prof. dr hab. Ryszard Gessing – Politechnika Śląska
    Jan Mikos – członek Zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej w Katowicach
    prof. dr hab. Bolesław Pochopień – Politechnika Śląska
    dr hab. inż. Stanisław Waluś – Politechnika Śląska, Gliwice
    dr inż. Krystyna Wojciechowska – Politechnika Śląska, Gliwice




więcej...

piątek, 12 lipca 2013

SDP: Rozmowa dnia z Januszem Szostakiem

 Z Januszem Szostakiem o tubach propagandowych władzy lokalnej, procesach i Pogotowiu Dziennikarskim SDP rozmawia Błażej Torański.

Czy władza lokalna często próbuje Panu, jako wydawcy, kneblować usta?

Zdarza się. Co roku mamy jakieś procesy sądowe.

Jakie formy nacisku stosują?

Bywało, że nie udzielali nam informacji. Jeden z urzędów wysyłając serwis informacyjny pomijał nas. Nie było to wielkim nieszczęściem, bo mamy co drukować. Nie musimy publikować komunikatów gloryfikujących urzędników.

A naciski przez rodzinę, znajomych?

Jesteśmy na to wyjątkowo odporni, więc tak się nie da. Ale były próby zemsty. Jak mój kilkuletni syn dostawał w szkole podstawowej świadectwo z paskiem, stał wśród kilkunastu dzieci, burmistrz tylko jemu nie podał ręki.

Nie przebijano Panu opon w samochodzie, nie wybijano kamieniami szyb w redakcji?

Nie (śmiech). Takie przypadki miałem kilkanaście lat temu, kiedy pracowałem w „Ekspresie Wieczornym”. Zakładali mi podsłuchy na telefonie, zdemolowali audi w Poznaniu. Ale w „Ekspresie Sochaczewskim” nie. Raz tylko ktoś pomazał sprayem na murze „Szostak ty ch …”. Teraz co najwyżej urzędnicy nie wykupują u nas ogłoszeń. Urząd Miasta od 1991 roku wydaje swoją gazetę, „Ziemię Sochaczewską”.

Czy to w niej i w innych biuletynach dotowanych przez władzę upatruje Pan największą konkurencję?

Jakaś konkurencja to jest, skoro gazeta dostaje z urzędu 500 tys. zł rocznie, co daje mniej więcej 40 tys. miesięcznie. Oni o nic nie muszą zabiegać, starać się, by pisać ciekawe teksty, chociaż to nie jest bezpłatny biuletyn, sprzedają się w kioskach. Żaden periodyk miejski, samorządowy nie powinien być sprzedawany, bo to są, jak „Ziemia Sochaczewska”, propagandowe tuby. Gdyby inna lokalna gazeta dostała pół miliona, byłaby bardzo silna. Zresztą wydawanie takiej gazety nie jest zgodne z prawem, bo w obszarze działań samorządów nie mieści się sprzedawanie wydawnictw i pozyskiwanie reklam.

Alicja Molenda, która wydaje tygodnik ziemi chrzanowskiej „Przełom” twierdzi, że czytelnicy potrafią odróżnić, co jest gazetą niezależną, a co tubą propagandową. W Sochaczewie nie widzą różnicy?

Przeciętny czytelnik nie. Dla niego i to jest gazetą, i to. Jakby nie zauważał, że w „Ziemi Sochaczewskiej” na co drugiej stronie lansuje się burmistrz. Problem polega na tradycji, przywiązaniu do tytułu. Ta gazeta ukazuje się od 22 lat, a „Express Sochaczewski” zaledwie od jedenastu. Zdążyli sobie wychować czytelnika. Nie przeszkadza im, że niewiele egzemplarzy sprzedają i prawie nie mają reklam poza tymi od firm, które wykonują zlecenia dla gminy.

Utrzymujecie się niemal wyłącznie z reklam?

Ze sprzedaży egzemplarzowej też. Schodzi nam 80 proc. nakładu, gównie dzięki własnej sieci, liczącej mniej więcej dwieście punktów. Ale im bliżej Warszawy, tym trudniej sprzedawać gazetę lokalną. Stolicę otaczają wianuszkiem niemal same gazety bezpłatne. W Pruszkowie, Grodzisku, Ożarowie Mazowieckim czy Łomiankach nie sprzeda się żadna gazeta lokalna.

Ile ma Pan aktualnie procesów?

Niedawno wygraliśmy proces z przewodniczącą Rady Miasta, która stwierdziła, że mieszkańcy nie mają prawa zabierać głosu podczas sesji, podobnie – argumentowała – jak obywatele nie biorą udziału w dyskusji w czasie obrad Sejmu. Napisaliśmy, że sesja w gminie to nie to samo. Dotychczas w Sochaczewie było tak, że w czasie wolnych wniosków każdy miał prawo zabrać głos, kto tylko przyszedł. Podała nas do sądu i przegrała. Ale aktualnie mamy dwa procesy.

Czego dotyczą?

Właściciel prywatnej firmy kupił działkę na skraju Puszczy Kampinoskiej, aby zwozić tam z całej Polski śmieci ze wszystkich marketów Tesco. Nie dostał jednak zezwolenia. Zrobiłem zdjęcia pracownikom, jak zrzucali śmieci, kazałem im je ponownie załadować i za to podał nas do sądu. Drugi proces mamy z gangsterem, który pozwał nas o naruszenie jego dobrego imienia, jakby je w ogóle miał... Większość spraw w sądach wygrywamy. Raz przegraliśmy, bo nie zamieściliśmy sprostowania.

Głównie byliście w konfliktach prawnych z władzą?

U mnie zawsze władza była pod pręgierzem.

Boją się Pana gazety?

Nie o to chodzi, aby się bali, ale wiem, że większość samorządowców wtorek zaczyna od lektury „Ekspresu Sochaczewskiego”. Nie jesteśmy przyjaźni dla władzy.

Jaka jest recepta na sukces wydawniczy gazety lokalnej?

Wydajemy gazetę dla czytelników, a nie polityków, dlatego musimy mieć zaufanie tych pierwszych. Poza tym gazeta musi być na maksa lokalna. Tygodniki lokalne powinny przypominać dzienniki.

Jak Pan przyjął projekt Pogotowia Dziennikarskiego SDP?

To bardzo cenny projekt, bo przewiduje szkolenia dla wydawców i dziennikarzy oraz konsultacje z ekspertami. Może się to przydać tym, którzy tworzą media lokalne. Ważna jest też pomoc prawna. Wielu wydawców sobie z tym nie radzi. My nie mamy takich problemów, bo mieliśmy już kilkanaście procesów. Nie mamy też takiego przypadku, abym nie wydrukował dobrego tekstu.

Nie stosuje Pan cenzury wewnątrzredakcyjnej?

Nie. Nie mamy tematów tabu, chyba, że tekst dotyczy spraw bardzo intymnych, osobistych. Ale i tu granice są daleko posunięte, bo niedawno opisaliśmy sprawę molestowania sprzątaczki przez dyrektora szkoły. Sprawa drażliwa, zwłaszcza, że po skandalu ten człowiek został dyrektorem jeszcze lepszej szkoły. Awansował. Takie historie ujawniamy.








więcej...

Polacy są skazani na sukces

Z Ewą Gajewską-Blaisdell, businesswoman z USA, rozmawia Janusz Szostak.

Ewa Gajewską-Blaisdell, wyjechała do USA w latach 70. XX wieku. Była pierwszą Polką pracującą w Dolinie Krzemowej. Była też pierwszym prezesem Compaq Polska. Obecnie prowadzi w Los Angeles nowe start upy medialno - technologiczne, współpracuje z elitami Hollywood nad produkcją filmów. Stworzyła platformę medialną AngelMobile, pozwalającą na transmisję kanałów telewizyjnych, będącą jednocześnie kanałem medialnym. W 2011 roku Ewa Blaisdell złożyła ofertę na zakup Polkomtela. Wspólnie z Krajową Izbą Gospodarczą założyła Polsko - Amerykański Instytut Nowych Inicjatyw.

Co skłoniło Panią przed laty do opuszczenia Polski i wyjazdu do USA?

Zostałam wychowana w duchu, że edukacja jest w życiu bardzo ważna. Takie przekonanie wpajała mi zarówno moja Babcia, jedna z pierwszych emancypantek profesorek, jak i moja Mama, która także uczyła młodzież. Moja rodzina wywodzi się ze szlachty, która straciła majątek w powstaniach. Aby się utrzymać, trzeba było mieć solidne wykształcenie. Ja studiowałam na Uniwersytecie Warszawskim i miałam jedno pragnienie, zdobycia wiedzy ekonomicznej u źródła systemu - którego wtedy nie uczono w Polsce – gospodarki wolnorynkowej. Tak się złożyło, że wygrałam stypendium i wyjechałam, aby studiować w USA. Miałam ambicje, aby trafić do Doliny Krzemowej, która wtedy stawiała pierwsze kroki, jako centrum innowacji i nowych start upów. Poziom wiedzy, który wyniosłam z Polski, i wysiłek, jaki włożyłam w naukę, pozwoliły mi skończyć studia w ciągu 1,5 roku. Potem rozpoczęłam studia MBA na prestiżowym Seattle University.

To był dopiero początek Pani kariery. Jak potoczyły się Pani losy za oceanem?

Po skończeniu studiów, chciałam być jedną z pierwszych kobiet w USA, które będą zaangażowane we wdrażanie najnowszych technologii komputerowych oraz w ich marketing. Byłam zafascynowana rodzącą się potęgą rynku komputerowego. Chciałam zdobyć pozycję w najlepszej firmie i wybić się finansowo. Moje wykształcenie, postawa i polskie pochodzenie, sprawiły, że udało mi się pokonać 500 amerykańskich kandydatów. I otrzymałem propozycję pracy z najlepszej wtedy firmy komputerowej Hewlett Packard. Dostałam wówczas pensję 20 tysięcy dolarów miesięcznie. To, w 1978 roku, był majątek. W tamtym czasie mieszkanie w Warszawie kosztowało 2 tysiące dolarów.

Wróciła jednak Pani do Polski na pewien czas?

Tak się zdarzyło, że brałam udział w tworzeniu rynku komputerowego w Polsce. Prowadziłam dużą amerykańską firmę w Polsce. W latach 1993-1998 byłam prezes Compaq Polska.

Powiedziała Pani, że pomogło jej polskie pochodzenie. Wielu wyjeżdżających na Zachód Polaków stara się je ukryć.

Nie wiem, czemu wstydzą się Polski. Z takim podejściem wiele nie osiągną. Ja, w każdym razie na moim pochodzeniu tylko zyskałam. Pan Do Thomson z Hewlett Packard znał historię polskiej marynarki wojennej z czasów II wojny światowej. Powiedział mi, że jeśli mam tylko jedną tysięczną odwagi polskich marynarzy, to pokonam wszystkich. Zawsze dostawałam zadania typu „mission impossible”. Angażowano mnie, bym dokonała tego, czego nie potrafili poprzednicy. Takim działaniem było między innymi zdobycie przeze mnie w 1979 roku kontraktu dla HP na komputeryzację Boeinga. To było dla Hewlett Packard być albo nie być. Wcześniej nikomu to się nie udawało. Ja podpisałam kontrakt z Boeingiem po pół roku. Wymagało to ogromnego wysiłku i odwagi. To, co się wtedy wokół mnie działo - język, nowoczesne technologie, nowe sytuacje biznesowe, negocjacje, luksus, w którym to wszystko się odbywało - to było oszałamiające dla dziewczyny, która przyjechała z komunistycznej Polski. Ale wygrałam. Zaproponowano mi pozycję, którą sobie wymarzyłam jeszcze w Krzemowej Dolinie. Moja Mama opowiadała mi zawsze o słynnych Polkach, Marii Skłodowskiej Curie, Helenie Modrzejewskiej i jej synu, który był inżynierem odpowiedzialnym za zaprojektowanie Golden Gate Bridge. Jeszcze w Polsce marzyłam, aby mieszkać w San Francisco, w pięknym domu z widokiem na Golden Gate Bridge i być na szczycie. No i się spełniło. Byłam jak ryba w wodzie, super wyzwania, światowe kontrakty, podróże. Żyłam w luksusie, grałam w tenisa z Larry Elison (założyciel Oracle), spędzałam czas ze Stevem Jobsem i jego najbliższymi. Krzemowa Dolina była wtedy jeszcze mała i elitarna. Byłam już wtedy jedną z najlepiej opłacanych kobiet w USA. Udzielałam się w kręgach kultury i działalności charytatywnej. Moim planem było życie pełną piersią. I tak się stało.

Często jest tak, że sukces zawodowy nie idzie w parze ze szczęściem osobistym.

Pod tym względem jestem też spełnioną osobą. Poznałam w USA super przystojnego szefa jednej z firm, Rona Blaisdella, ojca mojego syna Granta. Syn urodził się w Kalifornii, ale mówi po polsku, zna polską historię, spędza czas w Polsce. Zresztą spotkał się pan z nim w Warszawie. Grant rozwija w Los Angeles firmę medialną. Obecnym moim mężem jest Marek Skarbek -Kozietulski, w którym mam wielkie oparcie. Wspiera mnie we wszystkich moich planach i działaniach. Przeprowadziliśmy się do Malibu, gdzie czuje się doskonale.

Pani przykład pokazuje, że Polacy mogą zdobyć wiele w USA. Jak osiągnąć tam sukces?

Nie wszyscy Polacy to potrafią. Często lądują w środowiskach polskich, bez integracji z wiodącymi środowiskami, z elitami amerykańskimi. Nie trzeba być milionerem, aby zacząć tam działać, budować biznes i swoją pozycję. Polacy często za nisko mierzą, osiągają na ogół małe sukcesy. Mimo, że są bardzo dobrymi przedsiębiorcami, to nie walczą o duże stawki. Ja to robię. Statystycznie wychodzi mi jeden deal na dziesięć. Ale trzeba mieć siłę, odwagę i kompetencje, aby walczyć. Trzeba penetrować środowiska finansowe, technologiczne, budować przedsiębiorstwa, które mają potencjał być wielkimi. I trzeba integrować się z Polską od samego początku. Bardzo wielu Polaków, którzy mają sukcesy w Polsce, nie osiągnęło wiele w USA. I powrócili do kraju, mając jednak jakieś powiązania w Stanach, jednak nie wykorzystują tego. Mało jest przebojowych sytuacji gospodarczych czy kulturalnych między Polską a USA. Dlatego staram się to zmienić, bazując na unikalnych cechach, które my jako Polacy mamy. Potrafimy stawiać czoła wielkim przeszkodom, mamy wielką odwagę, siłę charakteru. I potrafimy ponosić ryzyko, jesteśmy też przedsiębiorczy. Mamy wszystko to, co Ameryka wynagradza – do tego trzeba jednak dodać umiejętność zaistnienia tutaj na najważniejszych salonach biznesowo-kulturalnych. Robi się to imponując Amerykanom wizją, ambicją, życiorysem, który pokazuje odwagę, sukces i zasoby. Niezbędne często jest prowadzenie pewnego stylu życia, bywanie, uczestnictwo w ekskluzywnych konferencjach. Organizowanych aby ci, którzy osiągają duży sukces, mogli przebywać ze sobą. Ja jestem ostrożna w doborze wydarzeń, gdzie bywam i gdzie się pokazuję. Ostatnio byłam zaproszona na All Thing Digital – topowe wydarzenie inwestorsko-technologiczne, organizowane przez Wall Street Journal. Byli tam prezesi GE, Facebook, Google, Sony. Miałam tam lunch z Philem Molyneux - prezesem Sony, chciał się ze mną spotkać, gdyż jest głośno na temat moich ambitnych planów platformy medialnej, która również dotrze do Polski. Mój syn Grant pragnie, aby część obrotów i inwestycji trafiła do Polski. Nie jest to łatwe, bo współpartnerzy inwestycyjni w USA - na poziomie kapitału typu venture - nie mają zainteresowania nowymi przedsięwzięciami w Polsce. Brak jest zrozumienia dla rangi Polski, a przede wszystkim dla ogromnej inteligencji młodych Polaków, którzy mają pomysły na miarę Facebooka, brakuje im tylko kapitału i możliwości wyceny firmy po cenach start upów amerykańskich.

I tu się pojawia Pani idea pomocy młodym, zdolnym Polakom. Powstał z Pani udziałem Polsko-Amerykański Instytut Nowych Inicjatyw, mający otwierać młodym polskim przedsiębiorcom nowe możliwości w USA.

To jest celem naszego Instytutu, ale brak jest spójnego programu ze strony Polski, rządu polskiego czy nawet Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, aby zrobić uderzeniowe wrażenie w USA i zmienić oblicze Polski. I skupić się trzeba nie na dużych firmach, ale na lansowaniu młodych ludzi - wielkiego kapitału polskiego. który leży odłogiem i marnuje się. Trzeba zainwestować w młodych Polaków, którzy - w mojej opinii - nie tylko nie ustępują, ale i przewyższają wiedzą i inteligencją ich amerykańskich rówieśników. Ale mają całkowity brak zorganizowanego finansowania na dużą skalę. I brak wsparcia poprzez praktyczną pomoc, jak rozwijać model biznesowy dla ich firm. Młodzi Polacy mogą zmienić system ekonomiczno-polityczny, który jest nieadekwatny do możliwości międzynarodowych Polski. Naszemu Instytutowi chodzi o to, aby stworzyć system lansowania polskich start up bezpośrednio u najlepszych inwestorów amerykańskich. Pomoc z naszej strony polega na wsparciu wykształcenia nowego modelu biznesowego. I tymczasowego przeszczepienia start upów na ziemię amerykańską, aby miały odpowiednią wartość finansową. I możliwość dofinansowania. Tak, jak ich odpowiedniki amerykańskie. Nie chodzi o inkubatory, które się nie sprawdzają, ani o współpracę z uniwersytetami, która jest zbyt dydaktyczna. Chodzi o umiejętności zdobywania kontaktów, które w połączeniu z wiedzą dają możliwość rozwoju.
Potrzebne też jest dofinansowanie, aby był efekt. APINI ma trudną misję, ale to ma sens. W Polsce jedyne osoby, które wykazały tym zainteresowanie, to Karolina Opelewicz i Andrzej Arendarski z Krajowej Izby Gospodarczej. Niestety w Polsce królują staromodne wzorce biznesu, kreowane przez biznesmenów-celebrytów, z jakimiś tam fortunami, które kurczowo trzymają przy piersiach. Nie wykorzystując ich na rozwój młodych Polaków, tylko własnych dzieci i swojej fortuny.

Inwestuje Pani w media, w nowe technologie. Czym jest pani firma AngelMobile?

AngelMobile, to więcej niż firma, to również częściowo misja, eco-system, styl życia i inspiracja. Po odejściu z Comapq, po robieniu dużego biznesu, pieniądze przestały być dla mnie wartością atrakcyjną. Założyłam wtedy star upa, który w 2000 roku sprzedałam Sun Microsystems w Dolinie Krzemowej, Zrobiłam to w ostatnich godzinach przed krachem internetowym. Miałam wtedy wiele środków finansowych, i świat u stop – mieszkałam częściowo w Polsce, w Monte Carlo, Kalifornii, Indianapolis. Był 11 września 2001 roku. Warszawa – jestem w odwiedzinach w Polsce, moja mama dzwoni do mnie mówiąc: „Nowy York zaatakowany!”. Wieczorem z moim obecnym mężem jesteśmy na mszy z ambasadorem amerykańskim, modląc się o Stany Zjednoczone. Dzwonię do syna, następnego dnia lecę do Monaco na wcześniej zaplanowane spotkania z szefami firm telekomunikacyjnych. W Monaco zajmuję apartament należący do mojej rodziny. Jest obok kościoła katolickiego. Cały ranek widzę matki modlące się za dzieci. Cały świat nie wie, czego oczekiwać, ludzie czekają na telefony, na informacje. Modlę się w kościele, wychodzę. I nie słyszę, ale czuję w sobie głos, że finansowy sukces, wiedzę technologiczną, wyobraźnię, zasoby mam poświęcić wykreowaniu firmy, która zamieni ekran telefonów komórkowych w najistotniejsze miejsce do znalezienia siły przetrwania, duchowości, prawdziwych informacji a nie tylko rozrywki. Po kilku dniach lecę do Watykanu, spotykam się z Ojcem Ciro de Bendettini, odpowiedzialnym za media. Opisuję mu moją wizję AngelMobile, w której jest również służba Ojcu Świętemu. To zapoczątkowało moją współpracę z Watykanem. AngelMobile, to nie firma – przedsięwzięcie, to ściganie się z najnowszymi technologiami, aby wytworzyć nowy system medialny, nowe newsy u nowego źródła. Wykorzystuję AngelMobile, aby przygotować niezależne informacje. Mój mąż dr Marek Skarbek-Kozietulski, opracował niesłychane technologie publikacji dźwiękowo - filmowych. Powstały one w laboratoriach w El Segundo pod Los Angeles. Przygotowujemy AngelMobile pod nowe modele telefonów. Ostatnio spotkałam się ponownie z prezes Sony Electronic USA – Philem Molyneux, aby dyskutować współpracę marketingową, której budżet na starcie ma wynosić ponad 50 milionów dolarów.


Chciała Pani także przejąć Polkomtel. Niestety nie udało się to, właścicielem został Zygmunt Solorz. Czy nadal zamierza Pani inwestować w Polsce?

Polkomtel, to nie jest moja przegrana, to przegrana nas wszystkich a zwłaszcza młodych Polaków. W momencie złożenia oferty, wykorzystałam moją siłę dotarcia do największych miliarderów amerykańskich, takich jak John Malone i innych. Były negocjacje. Moja oferta bazowała również na udostępnieniu technologii AngelMobile i modelu biznesowego, który przekształciłby Polkomtel w międzynarodową firmę medialną. Moja oferta była uderzeniowa, mimo tego, że złożona po czasie. Rotschild, ING, Nomura dali mi możliwość konkurowania. Nie mogłam nadrobić jednak pustki wiedzy wśród miliarderów amerykańskich na temat Polski, wartości operowania w Polsce. Brak było adekwatnych materiałów na poziomie niezbędnym przy tego typu transakcjach. Patrząc z perspektywy czasu, to co sugerował ING, połączenie się z jednym z finalistów, być może nawet z Solorzem, byłoby najkorzystniejsze dla rezultatów dojścia do zewnętrznego kapitału i stworzenia międzynarodowego koncernu medialnego. Projekty związane z Polską mam jednak nadal w planach.

Chyba możemy to zdradzić naszym Czytelnikom, że jednym z takich projektów będzie reaktywacja Expressu Wieczornego, jako dziennika ogólnopolskiego, ale też jako przedsięwzięcia o znaczeniu międzynarodowym osadzonym w USA.

Ten projekt -realizowany przez wydawnictwo Milenium Media i AngelMobile - daleko wykracza poza papierową wersję gazety i poza granice Polski. Express Wieczorny w nowej odsłonie, to będzie duże medialne przedsięwzięcie, skierowane głównie na rynek amerykański. Oparte o nowe technologie i kapitał amerykański. Express będzie  adresowany do młodego odbiorcy, z zachowaniem ulubionych treści starszego pokolenia, które łączą się z tą popularną przed laty warszawską popołudniówkę. Chcemy połączyć nowoczesne technologie z tradycją Expressu. Dlatego istotne jest wzbogacenie wersji drukowanej o nowe   media, w tym również o kanał  stremaingowy. To bardzo nowatorski projekt. I pierwszy przypadek wejścia polskich mediów do USA, poza środowiska polonijne.

Mieszka Pani w Los Angeles, czy sąsiedztwo Hollywood wpływa na niektóre Pani plany? Głośno mówiło się o Pani projekcie fabularnego filmu o Skłodowskiej. Sugerowała Pani, że współproducentem filmu mógłby być Brad Pitt, a jego żona Angelina Jolie mogłaby zagrać jedną z głównych ról. Jakie są szanse na powstanie takiego filmu w Hollywood?

„Madame Sklodowska” – taki film powinien powstać jedynie w Hollywood, bo chodzi o pokazywanie całemu światu naszych osiągnięć. Jest na to szansa, gdyż platforma medialna - rozwijana przez mojego syna Granta - będzie stwarzała możliwości finansowania produkcji filmów poprzez korporacje, takie jak Intel czy Microsoft. Ja i Grant spotkaliśmy się w Paryżu z Romanem Polańskim, aby zainteresować go reżyserią takiego filmu. Musi jeszcze powstać w Hollywood wartościowy scenariusz, a to nie jest łatwe. Co do słynnej pary aktorskiej, którą Pan wymienił, to nadal jest możliwy ich udziału w tym projekcie.

Jest Pani osobą, która wiele energii poświęca pomocy innym. Udziela się Pani charytatywnie. Między innymi przed laty założyła Pani fundację wspierającą szpital dziecięcy na Litewskiej w Warszawie, pomagała Pani Operze Narodowej w Warszawie, polskim tenisistom i wielu innym. Czy warto pomagać innym? To wydaje się dziś być niemodne.

Niesienie wsparcia jest ostatecznym celem mojego życia. Staram się pomagać zarówno biednym, jak i tym potrzebującym wsparcia duchowego. Stąd także moje uparte powroty do tematów polskich, związane z poczuciem obowiązku. Jeśli nie zaczniemy działać teraz, to zaprzepaścimy historyczną szansę odbicia się wyżej I dla zdolnej, utalentowanej młodzieży polskiej, która teraz nie ma zbyt wielu miejsc, aby sprawdzić swoje zdolności. Ostatnio byłam na mszy w kościele Świętej Moniki w Santa Monica, ksiądz przypomniał w czasie kazania, że jedyną rzeczą, którą ze sobą zabieramy po śmierci, są dobre uczynki. I to te, które zrobiliśmy nie zabiegając o uznanie, pozycję czy wpływy, ale te ciche, skromne.



więcej...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Co może orzeł?

Coraz nachalniejsza staje się akcja firmowana przez prezydenta RP „Orzeł może”. Celebryci różnej maści prześcigają się w strofowaniu nas, że jesteśmy narodem zbyt ponurym i zachęcają do okazywania większej radości poprzez codzienny uśmiech. I może nie czepiałbym się, tylko denerwuje mnie, gdy ludzie zarabiający po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie chcą uczyć optymizmu tych, którym na miesiąc musi wystarczyć 1,5 albo 2 tysiące złotych. To cokolwiek niesmaczne.
Dziwię się też prezydentowi, że uczestniczy w tej farsie. Przecież jako głowa państwa zdaje sobie, mam nadzieję, sprawę z tego, na jakiej stopie żyją obywatele. Zamiast tych groteskowych haseł i happeningów z różowymi balonikami i ulotkami szpecącymi ulice, wystarczy zadbać o prawidłowy rozwój kraju, o godziwe zarobki dla ludzi, a humor i uśmiech gościć będzie na naszych twarzach od rana do wieczora.
Gdy Polacy będą zarabiać po 5-6 tysięcy złotych miesięcznie, będą się radować jak Niemcy, Anglicy czy Holendrzy. Inaczej nie pomogą śmieszne hasła i namolne starania dyspozycyjnych celebrytów i mediów.

Tomasz Połeć
więcej...

wtorek, 23 października 2012

Potomkowie "Człowieka Ziemi Nowej"


Proponuję lekturę bardzo ciekawego tekstu Janiny Hery „Narodziny cenzury” opublikowanego  przed paroma laty w Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej. Można w tej publikacji znaleźć dużo analogii do czasów współczesnych, oczywiście przy zachowaniu właściwych proporcji.  Autorka zadała sobie wiele trudu wyłuskując z archiwów liczne dowody na to,  jak w czasach komuny  za pomocą cenzorskich działań niszczono polskość, szydzono z patriotyzmu i tępiono nasze narodowe tradycje. Wprawdzie dziś cenzura jako instytucja  nie istnieje, ale wśród pracowników mediów nadal mamy do czynienia z silną autocenzurą. Jej istotę ujął kiedyś trafnie na łamach Biuletynu IPN Daniel Wicenty:

„W kontekście autocenzury socjologowie posługują się koncepcją habitusu sformułowaną przez francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu. Habitus to wcielona norma pozwalająca gładko dostosowywać motywacje jednostki do wymogów otoczenia. W przypadku dziennikarzy chodziło m.in. o codzienne sytuacje, w których koledzy z pracy powtarzali w różnej formie zasadę „nie podskakuj, nie podskakuj, siedź na d… i przytakuj”. (…) Poza tym chodziło również o obawę przed utratą przywilejów płynących z odpowiedniego zachowywania się. Habitus podpowiadał, że nadmierny krytycyzm i przenikliwość nie popłacały."

 Dzisiejsi włodarze i pracownicy mediów, to w niemałej części potomkowie funkcjonariuszy  tamtego systemu, zaś dawny  „Człowiek Ziemi Nowej” zastąpiony został współcześnie przez wyznawcę  „nowoczesnego patriotyzmu europejskiego”.


 Janina Hera

NARODZINY CENZURY


 Nie bez powodu jedną z pierwszych decyzji PKWN, zanim jeszcze wojna się skończyła, było ustanowienie Resortu Informacji i Propagandy (wkrótce przekształconego w ministerstwo), a także uruchomienie urzędów cenzury (przyszły Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk wraz z wojewódzkimi i powiatowymi filiami). Ministerstwo Informacji i Propagandy, kierując radiem i prasą, zajmowało się przy tym nie tylko propagandą – czyli „urabianiem opinii publicznej przez wprowadzanie nowych myśli, poprzez częste ich powtarzanie celem utrwalenia”– ale też walką z „szeptaną propagandą” i „plotką”, a więc oduczaniem ubezwłasnowolnionego już w roku 1939 i terroryzowanego społeczeństwa od przekazywania sobie informacji, od prowadzenia rozmów czy wymiany myśli.
Walkę toczono pod nadzorem NKWD, wszelkimi dostępnymi środkami (także przy pomocy donosicieli, zwanych zaraz po wojnie informatorami lub agentami), przy ścisłej współpracy z MO i Urzędem Bezpieczeństwa. Centralne Biuro Kontroli Prasy, Kin i Radia było jednym z departamentów MBP (1).


Wyjmowanie mózgu

Celem władzy było stworzenie „Człowieka Ziemi Nowej”, o którym na zaproszenie KW PPR opowiadał w 1947 r. w Szczecinie Kazimierz Koźniewski. Pozbawionego pamięci, nieznającego historii, niezdolnego do samodzielnego myślenia, powolnego narzędzia propagandy, niemającego nigdy wątpliwości i znajdującego zawsze oczekiwaną przez partię odpowiedź. „Planową akcję otumaniania opinii publicznej i wygrywania dla swej sprawy ogłupiałych ludzi” – tak to określił publicysta WiN – rozpoczęto zaraz po wojnie. Starano się przy tym „zapomnieć” imiona największych polskich bohaterów Polski Podziemnej, „by ich cień nie przesłonił karlich typów przysłanych z Moskwy”. „Nowy człowiek” musiał być więc odporny na „nacjonalizm”. „Nacjonalizmem” nazywać zaś wówczas zaczęto każdy przejaw patriotyzmu czy szacunku dla własnego kraju i jego tradycji oraz wartości takich jak honor czy wierność. „Nacjonalizm” był dla nowej władzy groźny, gdyż człowiek wierny wyznawanym przez siebie wartościom, któremu nieobce było poczucie honoru, obywatel szanujący własny kraj, droższy mu od wizji szczęścia ludzkości, odporny był na propagandę i kłamstwo. Dlatego właśnie, jak pisał Józef Mackiewicz, „sowieckie działania wobec podbitego narodu” przypominały operację chirurgiczną polegającą na „wyjmowaniu pacjentowi jego mózgu i serca narodowego” (2).


Zagrożenia: sumienie, uczciwość, charakter

„Zniszczenie organizmu narodowego” połączone ze „zburzeniem istniejącego oparcia światopoglądowego”, wedle cytowanego publicysty WiN, miało w Polsce „sparaliżować siły oporu”. Cenzorzy więc nie tylko przemilczali wydarzenia i fakty zadające kłam oficjalnej propagandzie, ale też wykreślali w prasie, radiu, literaturze i teatrze niebezpieczne dla władzy myśli i pojęcia, choćby pojawiły się one w starej sztuce teatralnej przeznaczonej dla teatru amatorskiego czy w niskonakładowym piśmie katolickim i dotyczyły problemów moralnych. „W Polsce potrzeba najbardziej ludzi uczciwych – ludzi z charakterem, ludzi wielkich charakterów” pisał w „Currendzie” w 1949 ks. Jan Mleczko. „Ludzi o półrozumie, o półsercu, półwoli z brutalnym samolubstwem, ze służalczą obłudą znajdziesz wszędzie [...] a przecież wielkość narodu tworzą nie tyle dobra materialne, ile duchowe”. Cenzor z poznańskiego WUKPPiW S. Turek rozważania te wykreślił, uznając, że „atakują” one „współczesne idee oraz współczesną rzeczywistość”. Naczelnik urzędu uznał zaś jego ingerencję za „konieczną”. „Głos sumienia nie da się zmienić i zawsze złe potępia, a dobre pochwala” – pisał w 1948 r. w „Słowie Bożym” cytowany ksiądz. – „Sumienie nie da się naginać do upodobań ludzkich, ale rozkazuje jakby pracodawca, grozi, a w razie potrzeby karze”. Słowa te zostały przez cenzorów Brykalskiego i Maurycego Kamienieckiego wykreślone.

 Podobnie jak przesłanie „Niedzieli” z 1949 r.: „Pan Bóg za grzechy ciężkie karze ogniem wiecznym, za grzechy zaś mniejsze zsyła kary doczesne”. „Usuwając fragment ten, zapobiega się ugruntowaniu w społeczeństwie fanatyzmu religijnego i wiary w zabobony, wytrącające jednostkę z równowagi” – pisał cenzor J. Witkowski. Kościół stale „wytrącał z równowagi” cenzurę, która nie była w stanie zagłuszyć jego przesłania. Udawało jej się tylko skutecznie przemilczać i fałszować fakty, tak aby w oczach społeczeństwa oczernić Kościół. Dlatego też w ramach prowadzonej przez NKGB akcji dyskredytowania papieża Piusa XII cenzor Sławomir Bieniewski wykreślił w 1949 r. z „Głosu Katolickiego” informację o złotym jubileuszu kapłańskim papieża. „Wielka i szeroko zakrojona musiała być ta działalność Papieża, skoro nawet innowiercy, a między nimi Żydzi, składali mu wyrazy wdzięczności” – pisał ks. dr Kryszak. – „Wiele razy dał też wyraz swej troski o nasz naród”. Skreślony fragment cenzor opatrzył komentarzem: „Przypisywanie Papieżowi dążeń i cech, których on nie posiada”.

 Propagowanie moralności, uodporniającej człowieka na działanie sowieckiej propagandy, zostało zakazane. Nie pozwalano więc na łamach prasy błagać Boga „o cnotę trzeźwości”. Dlatego też H. Sarama z rzeszowskiego WUKPPiW wykreśliła w 1950 r. intencje miesięczne z „Posłańca Serca Marii”. „Zdrowe społeczeństwa szanują, czczą i pielęgnują czystość u młodzieży” – pisano tam. – „Zapowiedzią zagłady narodu jest brak rumieńca. A więc ci wszyscy gorszyciele młodzieży, ci, którzy mając sami duszę brudną, kalają wszystko, wszyscy ci, dla których nie istnieje grzech w ogóle [...] którzy wprowadzają kult brudu moralnego – to szkodnicy społeczni” (3).


Czysty nacjonalizm

Najgorszym wrogiem nowej władzy był jednak chyba „czysty nacjonalizm”, jak ten promowany w 1949 r. przez W. Kieszkowską w artykule o ojcu Jacku Woronieckim na łamach „Królowej Apostołów”. O. Woroniecki „nie dawał się lekkomyślnie unieść najbardziej zdawałoby się porywającym przykładom z zagranicy. Nie był zwolennikiem naśladowania obcych wzorów i dróg [...] Uważał, że religia i rozwój polskiej kultury muszą iść własnymi, „swojskimi”  drogami odpowiadającymi pragnieniom i potrzebom polskiej natury, polskiej duszy”. Jak zauważył poznański cenzor Bronisław Schmidt, który zdania te wykreślił, była to próba „rozbujania skrajnego nacjonalizmu, który ma się przeciwstawić korzystaniu z doświadczeń i wzorów radzieckich w budowaniu socjalizmu”. A „polski nacjonalizm” dawał o sobie dodatkowo jeszcze znać przy okazji obchodów rożnych rocznic, które społeczeństwo zamierzało świętować inaczej, niż chciała narzucona władza. Cenzorzy dywagacje podobne po prostu usuwali, np. Landsberg i Kowalczyk w 1949 r. wykreślili z „Dziś i Jutro” fragment recenzji K. Kornika z książki Stanisława Padlewskiego Przemarsz przez piekło. „Historia Starówki będzie kiedyś w przyszłości najwspanialszym pomnikiem woli narodu do niezależnego bytu, bezgranicznego ukochania wolności i Ojczyzny”.

 Jakub Berman, do śmierci polskiemu nacjonalizmowi przeciwny, nie bez racji wierzył, że „suma konsekwentnie i umiejętnie prowadzonych działań stworzy nową świadomość Polaków”. Do działań tych przez lata należało zacieranie przez władzę śladów, zarówno po własnych zbrodniach i nieprawościach, jak i po istnieniu ludzi, których unicestwiano. Zetrzeć więc postanowiono z powierzchni ziemi (za radą, a może na polecenie Sowietów, z zemsty za Powstanie?) jak najwięcej śladów po Warszawie, tej przedwojennej. Wznowiono dlatego dość prędko rozpoczęte przez Niemców na jesieni 1944 r. wyburzanie kamienic i budynków ocalałych w Powstaniu. Cenzura zaś zadbała, aby wiadomości o tym nie ujrzały światła dziennego. W 1948 r. cenzorzy Prażuch i Lewicka nie dopuścili więc np. do publikacji w „Życiu Warszawy” apelu Rady Związku Artystów, którzy protestowali przeciwko wyburzaniu zabytkowych budynków na terenie budowanej właśnie Trasy W-Z. Cenzorzy Maneli i Kowalczyk wykreślili zaś z „Gazety Ludowej” szczegółowy opis zagłady owych budynków, w tym wysadzenie w powietrze siedemnastowiecznego pałacu Tepperów i pałacu Prażmowskich na Krakowskim Przedmieściu. W podobny sposób potraktowano większość informacji o wyburzaniu w 1947 r. „całych i zdrowych budynków mieszkalnych dla Pałacu Ministerstwa Przemysłu”, pomiędzy pl. Trzech Krzyży, Kruczą, Żurawią i Hożą. Za sprawą cenzury nie dopuszczano także do głosu wezwań publicystów „Gazety Ludowej” i „Słowa Powszechnego”, którzy walczyli o zachowanie starych nazw ulic (4).


Bez rozgłosu odbywały się też ekshumacje i pogrzeby poległych w Powstaniu. Panowała wokół nich „atmosfera obojętności” czynników oficjalnych, które utrudniały jak mogły rodzinom i kolegom pogrzebanie żołnierzy w kwaterach powstańczych. Rękami cenzury wstrzymywały przy tym wszelkie informacje na ten temat. I tak w 1946 r. z „Gazety Ludowej” usunięta została wiadomość o organizowaniu „komitetu ekshumacyjnego” poległych z baonu „Gustaw”. Zofia Żołątkowska wykreśliła zaś z tejże gazety nekrolog zawiadamiający o nabożeństwie żałobnym za poległych żołnierzy „Radosława”. Jak chciała donieść w rok potem „Stolica” – „cichym i nieoficjalnym świętem żołnierzy powstańców” stawał się w Warszawie Dzień Wszystkich Świętych. „Cichym, bo nigdzie w żadnym z komunikatów” nie pojawiała się o nim wzmianka. A cenzura usunęła i tę informację (5).


Walka z reakcją 

Nie wszystkich wrogów i potencjalnych przeciwników nowej władzy udało się od razu uwięzić, zesłać do łagrów czy zamordować. Tych, którzy pozostali na wolności, należało spacyfikować, a więc nie tylko zastraszyć, ale również zniesławić i ośmieszyć, tak aby odwróciło się od nich społeczeństwo i aby zapomniano przy okazji o więźniach i pomordowanych. Już w czerwcu 1945 r. wydziały informacji i propagandy rozpoczęły „akcję uświadamiania społeczeństwa o istocie reakcji oraz kampanię walki z reakcją”. Wtedy właśnie zaczęło się wymazywanie z pamięci pozytywnego obrazu II Rzeczypospolitej, ZWZ- AK, Kościoła i Rządu RP na Uchodźstwie – walka z pokonanymi drwiną, kłamstwem i pomówieniami. Nowej historii uczono we współpracy z cenzurą i przy czynnej pomocy Urzędu Bezpieczeństwa. Jak to wyznał Kazimierzowi Moczarskiemu płk Józef Dusza z Departamentu Śledczego MBP: „Dzisiaj piszemy historię międzywojenną, okupacyjną i początków Polski Ludowej na waszych skórach i kościach, a dzisiejsze i jutrzejsze podręczniki historii są i będą pisane tak, jak my chcemy”. Propagandę wspierali pisarze i artyści, a więc „inżynierowie dusz”, zwani też „intelektualistami”.


Jak opowiadał w 1948 r. członek KC PPR Stefan Żółkiewski, wychowawcą ich była partia. Uczyła ona twórców nie tylko „czucia i myślenia”, była też przewodniczką pozwalającą dokonywać właściwych wyborów przez dostosowywanie się do zmieniających się dyrektyw. Najważniejszą bowiem postawą była „elastyczność”. Jednak „trudną wiedzę, co na danym etapie jest jeszcze pozytywne – a co już nie” posiadał tylko Komitet Centralny. Ze skomplikowaną sytuacją radziła sobie jedynie cenzura, która pracowała „dobrze”. W dodatku „taktownie i poprawnie”, jak zapewniał Żółkiewski (6).


Cenzorzy doszukiwali się w każdym niemal zdaniu, w każdej myśli wrogich treści. Nie bez powodu zresztą. Każde słowo prawdy stanowiło bowiem zagrożenie dla władzy opartej na przemocy, kłamstwie i obłudzie. „Na złodzieju czapka gore”, chciałoby się rzec. Dlatego pewnie w „Wiadomościach Diecezji Łódzkiej” nie mogły się w 1949 r. ukazać słowa Chrystusa: „Nie lękajcie się, Jam zwyciężył świat”. Cytat ten miał bowiem „akcent polityczny i mobilizujący” i nawoływał do „przeciwstawienia się obecnej rzeczywistości”. Podobny niepokój wzbudzał wiersz Broniewskiego Pionierom. Cenzorzy Kowalczyk i Natalia Berland wykreślili go z „Wici” w całości. O „zwycięskiej Rewolucji” pisał bowiem poeta w sposób, który w 1947 r. nowej władzy wyraźnie zagrażał: „Cóż że depczą, cóż że są siłą / cóż że kolbami miażdżą twarz / W mur głowami, serca przez wyłom...”. Równie groźny wydał się w 1949 r. cenzorowi Bronisławowi Schmidtowi wiersz Lebiediewa i Kumacza  „Jeśli jutro na bój”. Usunięty został z „Głosu Wielkopolskiego” „ze względu na jego bojowy wydźwięk i brak umiejscowienia w czasie”. Schmidt zapobiegł także umieszczeniu w „Głosie Katolickim” fragmentu „Quo vadis”. Podejrzewał bowiem redakcję, że próbowała opublikować fragment o prześladowaniach religijnych, by dać czytelnikowi „możność przenoszenia przykładów na czasy dzisiejsze”. Kierowana podobną troską cenzorka Sarama wykreśliła w 1952 r. w „Posłańcu Serca Marii” złote myśli św. Franciszka Salezego: „Uciekam od ludzi, którzy ostro z bliźnimi swoimi postępują, o takich nie chcę nic wiedzieć”. Miał to bowiem być jej zdaniem „atak na ostatnie procesy”. „Czy może anioł sprzeciwić się działalności szatana i zniweczyć ją?” – padało pytanie w „Liście do mojego Anioła Stróża”  w „Posłańcu Matki Boskiej Saletyńskiej”. Odpowiedź brzmiała – „Tak!”. Według cenzora Michała Hegera było to „utwierdzanie reakcji w oporze”, do publikacji więc nie dopuścił (7).


Armia Czerwona

Wykreślane były informacje o wyczynach bojówek PPR, oddziałów UB, MO i Armii Czerwonej na terenie Polski, opisy dokonywanych przez nich morderstw, pacyfikacji, rabunków i gwałtów. Stosunek do Armii Czerwonej był przy tym bałwochwalczy. Usunięte więc zostało w 1951 r. z „Posłańca Serca Marii” nawet podziękowanie złożone Matce Najświętszej przez rodzeństwo, któremu udało się przeżyć w 1945 r. ofensywę styczniową pod Miechowem. „Tendencją” autora miało bowiem być „umniejszenie zasług Armii Czerwonej w wyzwoleniu Polski”. Nie dopuszczano do publikacji doniesień, które w najmniejszym choćby stopniu podważały wiarygodność oficjalnych wersji aktów terroru czy zaplanowanych prowokacji, takich jak referendum i wybory, kieleckie wydarzenia czy obchody 3 maja w 1946 r. Nie pozwalano więc dlatego „Gazecie Ludowej” na druk nekrologów członków PSL, którzy „zmarli śmiercią tragiczną”, „w niewyjaśnionych okolicznościach” lub zostali zabici przez „nieznanych sprawców”. Kreując legendę o „wyzwoleniu” Polski przez Armię Czerwoną (na Kresach miało to być „wyzwolenie” dwukrotne), ingerowano nawet w teksty ogłoszeń, w których rodziny starały się uzyskać informacje o zaginionych krewnych. Wymazywano często daty i nazwy miejscowości, o ile tylko wskazywały one na zatrzymanie poszukiwanych przez Sowietów czy NKWD. I tak np. w całości usunięte zostało ogłoszenie z „Dziennika Polskiego”, w którym mieszkająca we Wrocławiu żona poszukiwała męża, lwowskiego adwokata „przebywającego rzekomo w głębi Rosji”. W uzasadnieniu cenzor Jan Wakulczyński stwierdził, że informacje zawarte w ogłoszeniu „są niezgodne z prawdą”. W 1947 r. cenzorzy Wakulczyński i Figlewski wykreślili z zamieszczonego w „Życiu Warszawy” apelu, „Uwaga powracający z Rosji”, informacje o młodym „powstańcu Warszawy, który zaginął w Częstochowie 18–19 stycznia 1945”. Niecenzuralne były też informacje o lwowskim podpułkowniku, inżynierze, aresztowanym w 1939 r., „osadzonym” na Brygidkach i „wywiezionym podobno do Kijowa” w 1940 r. Jako „szkodliwe zdanie skierowane przeciwko ZSRR” cenzor Jerzy Raczkowski usunął z „Głosu Wielkopolskiego” informację, iż poszukiwane małżeństwo z powiatu złoczowskiego zostało w 1940 r. „wywiezione na Wschód”. Cenzor Kamieniecki wykreślił zaś informację o nauczycielach ze Święciańszczyzny, których „droga do Polski prowadziła często przez Kaługę, z powodu tragizmu, jaki naród polski przeżył w tej wojnie”. Zaproponowane przez niego zdanie brzmiało już w miarę poprawnie: „z powodu wojny wielu z nich znalazło się na terenach ZSRR”.

 A tam, jak uczono w szkołach i pisano w gazetach, Polakom działo się dobrze. Dlatego pewnie w 1946 r. cenzor Całuń wykreślił z zamieszczonego w „Pokłosiu Salezjańskim” wykazu salezjanów zmarłych tragicznie m.in. informacje o ks. Romanie Niteckim z Daszawy k. Stryja, zmarłym w łagrze nad Onegą. Cenzorka Sarama nie dopuściła zaś pełnego opisu uroczystości pięćdziesięciolecia kapłaństwa ks. Ludwika Bukata z diecezji przemyskiej. Nie zgodził się on na uroczyste obchody, „gdyż patrzył na nędzę licznych uchodźców i wysiedlonych ze wschodu mieszkających w Sokołowce”. A było to „bardzo szkodliwe i niezgodne z prawdą twierdzenie, że wysiedleni ze Wschodu cierpią nędzę” (8).


Kresów nie było

Po zakończeniu wojny obowiązywały nadal na świecie postanowienia paktu Ribbentrop– Mołotow co do polskiej granicy wschodniej. Jej nietykalności mieli teraz strzec Polacy. Należało wykreślić z ludzkiej pamięci polskie Kresy, wymazać je ze świadomości ludzkiej, skrzętnie zatrzeć po nich ślady, co zresztą znakomicie się udało. Przez lat kilkadziesiąt nie wolno było pisać ani mówić o Lwowie, Wilnie, Grodnie, Stanisławowie, Wołyniu czy Podolu, bez względu na rodzaj omawianych spraw czy poruszaną epokę historyczną. Dlatego Jan Centkowski wykreślił w 1948 r. z „Królowej Apostołów” informację, że „kolebką polskich sióstr pallotynek są wschodnie rubieże Polski”. Miała to być zdaniem cenzora „prowokacja łezki żalu” (sic!). A w 1949 r., w opowieści o wojennych losach sióstr nazaretanek napisanej dla „Ładu Bożego”, Grodno zamienione zostało przez cenzurę na Łomżę. W artykule o przedwojennych młodzieżowych kołach krajoznawczych w 1949 r. cenzor krakowski Edward Drabik wykreślił „miejscowości za linią Curzona”. Społeczeństwo bowiem było „na najlepszej drodze do dalszego pogłębiania przyjaźni ze Związkiem Radzieckim, podawanie więc tych miejscowości było nie tylko zbędne, ale i szkodliwe”. W rok potem Karol Słotwiński z Katowic ocenzurował w „Wieczorach Teatralnych” dziewiętnastowieczny afisz zapowiadający występy Gabrieli Zapolskiej w Teatrze hr. Skarbka we Lwowie. Kazał usunąć reklamę zamieszczoną na dole afisza, która głosiła: „Brylanty, złote i srebrne wyroby J. Dąbrowski – Lwow, Teatralna 7”. Było to bowiem „zbyteczne podkreślanie polskości Lwowa”. Naczelnik WUKPPiW uznał ową ingerencję za konieczną. Nie wolno też było, co stwierdził cenzor Schmidt, „budzić drogą pośrednią reminiscencji”, jak uczynił to „Tygodnik Katolicki” w 1949 r., wspominając obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, do której „ludność napływowa ma wielkie nabożeństwo”. „Szkodliwe”, a więc nienadające się do druku, zdaniem poznańskiej cenzorki pisma „Emeryt” G. Likowskiej, było też „niesprecyzowanie sprawy wysiedlenia i rekwizycji” w liście kobiety, której przy wysiedleniu ze Lwowa zabrano „najlepsze książki, nie mówiąc już o innych niezbędnych rzeczach”. Niecenzuralne bywały teraz nawet wiadomości o potrawach wigilijnych. W 1949 r. cenzor Sławomir Bieniewski wykreślił z „Głosu Katolickiego” informację, iż kutia była „znaną powszechnie na wschodzie Polski”. W uzasadnieniu stwierdził: „Kutia znana była przede wszystkim na terenach wschodnich w granicach z 1939. Obecnie tereny te nie wchodzą w skład Państwa Polskiego”. Z tego samego powodu lubelski cenzor Antoni Gilas zakwestionował nekrolog lekarza weterynarii w „Medycynie Weterynaryjnej”. „Skreślono – tłumaczył – ponieważ takie zdanie, że „zostaje lekarzem w powiecie Kowel”, może podrażniać chwiejne elementy i pobudzać ich do tendencji rewizjonistycznych do b. ziem wschodnich [...] lekarz weterynarii w Kowlu nie jest jakimś tytułem naukowym lub zaszczytnym, na skutek pewnych precedensów w historii bardziej dostojnym od „lekarza weterynarii w Krasnymstawie” lub gdzie indziej. Z tego powodu ograniczono tę swoistą demonstrację”. Jeszcze lepiej rozumiał sytuację cenzor Michał Heger, który w 1949 r. wykreślił z pisma „Caritas” informacje o dziejach Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek z Małopolski Wschodniej, gdyż franciszkanki „były narzędziem ucisku ludności ukraińskiej”, autor artykułu zaś nie uznawał „prawowitego gospodarza wymienionych ziem” (9).


Nowe znaczenia starych słów

Cenzura czynnie wspomagała tworzenie nowego języka, który opisując rzeczywistość, miał ją przede wszystkim kształtować. Jeszcze w czasie wojny pod okupacją sowiecką we Lwowie i w Wilnie przyklejać zaczęto ludziom etykietki, które w sposób jednoznaczny, raz na zawsze określały i definiowały człowieka. Nowy język nazywać miał i klasyfikować wrogów i ich przestępstwa. Etykietki i przezwiska nadawano przy tym w sposób dowolny.

W ramach „przebudowy społecznej” urzędy informacji i propagandy oraz wydziały propagandy komitetów PPR uczyły na kursach nowych znaczeń starych słów, takich jak „naród”, „patriotyzm”, „faszyzm”, „nacjonalizm”, „antysemityzm” czy „reakcja”. Patriota powinien być teraz „pozytywnie ustosunkowany do demokracji ludowej” i lojalny wobec Związku Sowieckiego. „Faszystami” nazywano za to chętnie żołnierzy Armii Krajowej i gen. Andersa. A także, idąc za wskazówką Włodzimierza Sokorskiego, tych wszystkich, którzy nie byli „pod komendą PPR”.



Najlepiej powiodło się Niemcom. Już w 1949 r. trzeba było bowiem dokonać „podziału pomiędzy narodem niemieckim a hitlerowcami”, a to, jak objaśniał cenzor J. Witkowski, „z uwagi na fazę stosunków Rządu Polskiego z NRD”. Wtedy właśnie pojawili się istniejący po dziś dzień „hitlerowcy” i „naziści”, bliżej w Polsce nieznani podczas blisko sześcioletniej okupacji. Za sprawą Stalina delikatność wobec narodu niemieckiego obowiązywać miała podobno jeszcze przed końcem wojny. Tak przynajmniej twierdził Marcel Reich-Ranicki, cenzor poczty polowej w armii Berlinga, który „Niemców” zastępować musiał w żołnierskich listach „nazistami”. A gdy już powstała NRD, niecenzuralne stały się nawet aluzje pod adresem Niemców. Nie wolno było, jak to ujął cenzor E. Drabik, „rozciągać hitlerowskich zbrodni na całość narodu niemieckiego”. Dlatego też cenzura dbała, aby wszędzie tam, gdzie pisano o wojnie, słowo „Niemcy” pojawiało się jak najrzadziej.


W imię „proletariackiego internacjonalizmu” zadbano też o uczucia narodu ukraińskiego. Cenzorzy pilnowali więc, aby sprawcami ludobójstwa na Wołyniu byli nie Ukraińcy, lecz „faszyści”, i aby o ich zbrodniach pisać jak najmniej. Cenzor J. Witkowski, wykreślając z „Kroniki Diecezji Sandomierskiej” opis śmierci ks. Walczaka w Feliksowie na Wołyniu, zarąbanego siekierami i żywcem wrzuconego do studni, napisał: „dużo szkodliwego realizmu mogłoby budzić nienawiść do narodu ukraińskiego. Typowo propagandowy chwyt, mający na celu wyolbrzymianie męczeństwa duchownych katolickich za wiarę i ojczyznę” (10). „Proletariacki internacjonalizm” w mniejszym stopniu obowiązywał w stosunkach polsko-żydowskich. O uczucia narodu polskiego mniej dbano, za to cenzura najwyraźniej sprzyjała teorii o odwiecznym polskim antysemityzmie, pilnując, aby nie ukazało się nic, co mogłoby teorii tej przeczyć. Dlatego też cenzor Lorenc wstrzymał w 1946 r. w „Gazecie

Ludowej” artykuł „Polska drugą ojczyzną”. Opowiadano w nim o 435 żydowskich repatriantach, którzy uciekli z Palestyny „przed prześladowaniami Anglików i Arabów”, wracając do Polski, w której było „dużo lepiej, a przede wszystkim bezpieczniej”. Lorenc i Kowalczyk, cenzurujący w 1947 r. materiały z procesu prezesa Zarządu Głównego WiN Franciszka Niepokólczyckiego, nie dopuścili też do druku w „Gazecie Ludowej” odpowiedzi, jakiej udzielił on prokuratorowi na zapytanie o „stosunek do zagadnień żydowskich podczas okupacji”. Niepokólczycki miał wówczas zeznać: „To łączy się z nastawieniem przedwojennym, antykomunistycznym, że Żydzi aktywni politycznie byli zorganizowani w ruchu komunistycznym i ostrze wywiadu nie było skierowane przeciwko Żydom jako takim, ale wynikało z potrzeb wywiadu politycznego” (11).

 W ten sposób stalinowska wizja pozostaje żywa do dziś, fałszując i zaciemniając historyczne wydarzenia. Już teraz niektóre pojęcia stają się nieczytelne (jak w 2004 r. „nazistowska parabelka” w „Rzeczpospolitej” dla określenia niemieckiej broni). Czy za kilkanaście lat wszyscy aby będą wiedzieli, co to za „naziści” napadli na Polskę w 1939 roku? Jacy „faszyści” mordowali Polaków na Wołyniu? Z Polakami tylko sprawa jest jasna i prosta. „Żołnierze Andersa”, czyli „faszystowscy mordercy”, którzy według propagandy w 1946 r. zabijać mieli w Kielcach Żydów, przeistoczyli się po pięćdziesięciu latach w Polaków właśnie.


_________________________________________

(1) Archiwum Państwowe Kraków, WUIiP Kr, 4, k. 53; Archiwum Akt Nowych, Akta Ministerstwa Informacji i Propagandy, 977, k. 48. 
(2) AP Szczecin, KW PPR, 555, b.p.; WiN 11, k. 446, AP Kraków; J. Mackiewicz, „Nie Rosja, ale Sowiety”, „Wiadomości”, 4 V 1947.
(3) AP Kraków, WiN 42, t. 1, k. 116; AAN, Akta GUKPPiW, 81 a (6/5 b), k. 51; ibidem, 85 (6/9 b), k. 45; ibidem, 26 (1/31), k. 72; ibidem, 87 (6/11a), k. 2; ibidem, 81 a (6/5 b), k. 71; AP Rzeszów, WUKPPiW  Rz 47, 98, k. 3.
(4) AAN, GUKPPiW, 85 (60/9), k. 12; ibidem, 41 (1/101), k. 105; ibidem, 19 (1/40), k. 45; ibidem, 3 (1/16), k. 96; ibidem, 19 (1/40), k. 114; ibidem, 10 (1/26), k. 16; T. Torańska, „Oni”, Londyn 1985, s. 358.
(5) AAN, GUKPPiW, 3 (1/5), k. 32, 99; ibidem, 10 (1/26), k. 68.
(6) AP Kraków, WUIiP Kr, 4, k. 769; A. Steinsbergowa, Widziane z ławy obrończej, Paryż 1977,
s. 57; AAN, PZPR, 237/XVIII – 2, k. 51–57.
(7) AAN, GUKPPiW, 83 (6/ 7 c), k. 58; ibidem, 15 (34), k. 194; ibidem, 85 (6/9 b), k. 100; ibidem, 81
a (6/5 b), k. 18; AP Rzeszów, WUKPPiW Rz 47, 97, k. 25.
(8) AP Rzeszów, WUKPPiW Rz., op. cit., k. 8; AAN, GUKPPiW, 3 (1/5), k. 164v; ibidem, 3 (1/17), k. 39, 43; ibidem, 3 (1/8), k. 107; ibidem, 84 (6/8), k. 58; ibidem, 14 (1/30), k. 93, 92; ibidem, 6/9, k. 1; ibidem, 15 (1/32), k. 16; ibidem, 5 (1/10) k. 2; AP Rzeszow, WUKPPiW Rz, 98, k. 32.
(9) AAN, GUKPPiW, 74 (3/1 d), k. 31; ibidem, 78 c (6/2 d), k. 40; ibidem, 81 (6/5 f), k. 108; ibidem, 80 (6/4 d), k. 6; ibidem, 85 (6/9 b), k. 157; ibidem, 74 (3/1 d), k. 12; ibidem, 85 (6/9 b), k. 130; ibidem, 82 (6/6), k. 90–90v; ibidem, 81 a (6/5 b), k. 73.
(10) GUKPPiW, 88 (6/11e), k. 32–33; ibidem, 81 (6/5 c), k. 5; M. Reich-Ranicki, The Author of Himself, Princeton, New Jersey 2001, s. 218.
(11)  AAN, GUKPPiW, 3 (1/7), k. 6; ibidem, 3 (1/15), k. 15.

Żródło:
Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 5-6 (76-77), maj-czerwiec 2007
oraz


więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top