Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Bitwa o pamięć o Prezydencie Lechu Kaczyńskim

„Mitem jest twierdzenie, że nie istnieje takie zjawisko społeczne, jak pamięć o Lechu Kaczyńskim. Zawartość tej książki, czyli setki przykładów rozmaitych upamiętnień Prezydenta, obala, choć trzeba by raczej powiedzieć, że roznosi w pył to fałszywe, lecz narzucane Polakom wyobrażenie” – uważa Sławomir Kmiecik, autor publikacji pt. „Lech Kaczyński.Bitwa o pamięć”.
To pierwsza na rynku książka pokazująca – wbrew stereotypom oraz medialnym manipulacjom – jak godnie i często Prezydent Lech Kaczyński jest pośmiertnie upamiętniany i honorowany w kraju i za granicą.


Jarosław Kaczyński:
W tytule tej książki zawarte są słowa „Bitwa o pamięć”. Tak, to jest bitwa! Ale nie tylko o pamięć o Prezydencie Lechu Kaczyńskim. To jest batalia o naszą godność i przyszłość. Dobrze, że została ona na tych kartach udokumentowana.

Andrzej Duda:
Kiedy powiedziałem głośno, że dzieło Lecha Kaczyńskiego wymaga kontynuacji, media głównego nurtu zaatakowały mnie z furią. Próbowano zabić pamięć o Lechu Kaczyńskim, ale im więcej takich działań podejmowano, tym okazywały się one mniej skuteczne. Ta książka potwierdza jednak, że Polacy dobrze zapamiętali Prezydenta i chcą, aby jego testament został wypełniony.

Jerzy Zelnik:
Ta książka jest fotografią materialnych dowodów na wzrost świadomości obywatelskiej, dowodem na coraz większą potrzebę utrwalenia pamięci o tym wielkim Polaku, zwłaszcza w dobie upadku autorytetów.

Sławomir Kmiecik – dziennikarz, publicysta, autor książek „Przemysł pogardy” i „Przemysł pogardy 2”, w których ukazał zjawisko niszczenia wizerunku Lecha Kaczyńskiego – za jego życia i po tragicznej śmierci pod Smoleńskiem.W swoich pracach zajmuje się najnowszą historią Polski, polityką i mediami, w tym zwłaszcza dokumentowaniem czarnej propagandy, technik manipulacji i „zabijającego” śmiechu. Jego pasją jest również polska satyra polityczna. Napisał na jej temat trzy książki: „Wolne żarty!”, „Chichot [z] polityka” i „Niezłe szopki”. Obecnie jest publicystą Wielkopolskiego Kuriera Wnet.

                                                                                              ***

Wielkopolski Kurier Wnet
  oraz
Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu 
                  
                               zapraszają na premierę najnowszej książki poznańskiego dziennikarza

                                                                                Sławomira Kmiecika

                                                         „LECH KACZYŃSKI. BITWA O PAMIĘĆ. 
                                                   Przewodnik po miejscach upamiętnienia Prezydenta”

                                                                         14.04.2015 r. godz. 18.00

                                                        Pałac Działyńskich , Stary Rynek 78, Poznań




więcej...

wtorek, 7 kwietnia 2015

"Zamach na prawdę" - Małgorzata Wassermann o stenogramach i zapisach z czarnych skrzynek

„Myślenie, że Rosjanie nie byliby do tego zdolni, to Himalaje naiwności”

Na początku czerwca 2010 roku Rosjanie przekazali nam stenogramy z czarnych skrzynek. Wynikało z nich, że załoga zdawała sobie sprawę z fatalnej pogody. Kapitan Protasiuk mówił: „W tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść”, „Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie”. Mimo licznych ostrzeżeń systemu TAWS piloci kontynuowali lądowanie.

Od początku z tymi kopiami coś było nie tak. Nie powinno się więc traktować tego stenogramu jak dekalogu. W ciągu pięciu lat nasi prokuratorzy byli w Moskwie kilka razy, by zrobić nowe odczyty z czarnych skrzynek. I ciągle coś im się nie zgadzało.

Widzieliśmy wszyscy sejf w Moskwie, który po włożeniu czarnych skrzynek został zaplombowany. Nie wierzy pani w te zabezpieczenia?

Służby specjalne potrafią wejść do każdego strzeżonego budynku i to bez najmniejszego śladu. A co dopiero jeśli sejf mają pod własną kontrolą. Myślenie, że Rosjanie nie byliby do tego zdolni, to Himalaje naiwności. Niezależni specjaliści, którzy porównywali stenogramy z pozostałymi dowodami (na przykład zdjęciami satelitarnymi czy innymi ekspertyzami) zwrócili uwagę, że wiele rzeczy się nie zgadza. Same kopie zapisów różnią się w stopniu uniemożliwiającym uznanie ich za rzetelne. Na przykład w nagraniach wykonanych w Moskwie 31 maja 2010 roku zabrakło 16 sekund.

Jednak Instytut Sehna wydał opinię, że nagrania nie nosiły śladów ingerencji ani manipulacji.

Niektóre z przekazanych kopii faktycznie nie nosiły śladów ingerencji, ale pamiętajmy o jednym fakcie. To, że „zrzutu” kopii rzeczywiście dokonano z oryginałów, wiemy tylko na podstawie oświadczenia Rosjanina, niejakiego Trusowa.

Ostatnie sekundy lotu tupolewa mogły wyglądać inaczej, niż myśleliśmy?

Zawsze zastanawiało mnie, jak to możliwe, że w stenogramach nie ma śladu histerii załogi. Najmniejszego objawu zdenerwowania. Słychać tylko odliczanie wysokości. Czy możliwe, by w czasie, gdy coś dziwnego dzieje się z samolotem, nikt tego nie skomentował choćby zdaniem? Tymczasem nie było żadnego krzyku ani podniesionego głosu.

Załoga mogła być sparaliżowana albo skupiona na manewrze, który mógł wszystkich uratować.

Trudno mi w to uwierzyć. Podobne wątpliwości mają śledczy, skoro w sierpniu 2014 roku wystąpili do Rosji o zgodę na kolejne skopiowanie zapisów czarnych skrzynek. Tym razem przy zastosowaniu nowego oprogramowania. Widać, że nie mają ochoty pracować na materiale, który dostali wcześniej.

Rosjanie mogli zmontować stenogram?

Nie musieli. Wystarczy, że nagrali tyle, ile chcieli. Ale są też opinie poważnych ekspertów, że taki montaż jest prawdopodobny. Te kolejne prośby prokuratury potwierdzają nasze podejrzenia, że kopie, na których swój raport oparła komisja Millera, były niewiarygodne. Cały raport nadaje się więc do kosza.
(...)





Zamach na prawdę - Małgorzata Wassermann, Bogdan Rymanowski, Wydawnictwo M

Fragm. i okładka- Wydawnictwo M

Informacja o konferencji prasowej autorów
więcej...

wtorek, 31 marca 2015

Książka "Zamach na prawdę". Małgorzata Wassermann o nocnej naradzie prokuratorów

Właśnie ukazała się książka, która jest wywiadem - rzeką z Małgorzatą Wassermann, córką Zbigniewa Wassermanna, poległego pod Smoleńskiem polityka Prawa i Sprawiedliwości.

Spotkałem się z opinią, że do lektury tej książki należy podchodzić z dystansem ponieważ jej współautorem jest dziennikarz pracujący w stacji telewizyjnej, która obok „Gazety Wyborczej” ma największy udział w zakłamywaniu prawdy o tragedii smoleńskiej i utrwalaniu tez zawartych w raportach MAK i komisji Millera. To o TVN-ie to oczywista prawda, ale skoro temu dziennikarzowi zaufała mec. Wassermann... 

Nie znam kulis powstania tej publikacji, lecz w trakcie czytania nie odniosłem wrażenia, by Bogdan Rymanowski przeszkadzał Małgorzacie Wassermann w przekazywaniu tego, co chciałaby czytelnikom powiedzieć. Wywiad jest zapisem jej dotychczasowej walki o prawdę o tym, co wydarzyło pod Smoleńskiem, a także o przywrócenie godności zarówno jej ukochanemu tacie, jak i pozostałym ofiarom tragedii. Polecam.



Fragment  o nocnej naradzie rosyjskich i polskich prokuratorów z 10 na 11 kwietnia 2010 roku:


Polscy prokuratorzy pojawili się w Smoleńsku już wieczorem 10 kwietnia. Stanęli na wysokości zadania? 

Prokuratorzy dali się ograć jak małe dzieci. Nie wiem dlaczego, może ze strachu, może przez naiwność. W nocy z 10 na 11 kwietnia na miejscu katastrofy odbyła się narada polskich i rosyjskich prokuratorów. Powstała notatka, którą parafowali Krzysztof Parulski i Ireneusz Szeląg. Ustalono wersje zdarzenia, jakie będą brane pod uwagę w śledztwie. W notatce nie ma słowa o możliwości zamachu. Najwyraźniej prokuratorom zabrakło odwagi, by wstać od stołu i powiedzieć Rosjanom: „Uwzględniacie pogodę, błędy załogi, awarię, a gdzie jest ewentualny akt terrorystyczny?”. Już w pierwszych godzinach po katastrofie hipoteza zamachu została więc z góry wykluczona. Jest jeszcze jedna zadziwiająca rzecz w tej notatce. Otóż rosyjski pro¬kurator poniekąd wyznacza zadania prokuratorom z Polski! Informuje, kto jest za jaki zakres działań odpowiedzialny. 

Andrzej Seremet broni prokuratorów. Jego zdaniem, nie ma mowy, by tamtej nocy zawarli porozumienie z Rosjanami. To było tylko robocze posiedzenie.

A jakie robocze spotkanie kończy się tak jednoznacznymi konkluzjami? Narada trwała do pierwszej w nocy, spisano oficjalny protokół. Rosyjski prokurator Bastrykin oświadczył, że możliwe są trzy przyczyny katastrofy: zły stan techniczny tupolewa, kiepskie warunki pogodowe oraz niewłaściwe działania załogi samolotu i pracowników naziemnych lotniska. Nie znalazło się choćby jedno zdanie o ewentualnym udziale osób trzecich.
Jedna z konkluzji protokołu brzmi: „zabezpieczyć przeszukanie terenu, przechowanie i przekazanie rosyjskiemu Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu MAK wszystkich posiadanych samopisów pokładowych, próbek paliwa i dokumentacji lotu”. To kolejna decyzja podjęta w obecności Polaków i przyjęta bez słowa sprzeciwu. Pod każdym z ośmiu postanowień wymieniono odpowiedzialnych za realizację. W trzech wypadkach był to polski prokurator. Na protokole widnieje pieczątka i podpis pułkownika Szeląga.

Andrzej Seremet broni prokuratorów, a oskarżanie ich o oddanie kontroli nad śledztwem nazywa zniesławieniem. Zdaniem prokuratora generalnego protokołu nie podpisał żaden z Polaków, a pułkownik Szeląg przystawił pieczątkę już w Warszawie, gdy załączał dokument do akt.

Cóż mógł powiedzieć po takiej kompromitacji? Każdy prawnik analizujący notatkę przyzna, że tamtej nocy powstał dokument określający podstawy współdziałania obu prokuratur. Profesor Piotr Kruszyński stwierdził, że nawet jeśli pieczątka została przystawiona później, to jest wskazanie, że nasi prokuratorzy są odpowiedzialni za realizację postanowień narady. 

Kilka miesięcy później Rosjanie zażądali od nas unieważnienia zeznań kontrolerów ze Smoleńska, którzy sprowadzali tupolewa. Prokuratorzy chcieli na to przystać, ale później się z tego wycofali.

I całe szczęście, że poszli po rozum do głowy. Nie potrafię sobie wyobrazić, że prokurator powie nagle „unieważnijmy dokument, pod którym widnieje pieczątka”. To byłoby niezrozumiałe i bezprawne. 

Chodzi o zeznania Pawła Pliusnina i Wiktora Ryżenki. W wielu punktach są one z sobą sprzeczne. Ale w jednym kontrolerzy są zgodni: to generał z Moskwy wydał im polecenie, by TU-154 lądował mimo gęstej mgły. Kontrolerzy chcieli wydać załodze zakaz lądowania. 

Zacznijmy od tego, że o tym, jak Rosjanie prowadzili śledztwo od samego początku, świadczy fakt istnienia dwóch różnych protokołów przesłuchania jednego kontrolera przez dwie różne osoby. Co więcej, przesłuchania miały się odbywać i być spisywane w tym samym czasie! Jakby tego było mało, zeznania są w wielu punktach całkowicie różne. Paweł Pliusnin w jednym protokole zeznał, że załoga słabo znała język rosyjski, a w tym samym czasie do drugiego protokołu miał powiedzieć, że nie wie, jaki był poziom władania rosyjskim przez pilotów. Kontrolerzy w miarę zgodnie zeznają, że okłamywali załogę TU-154M co do danych dotyczących widoczności, aby – jak twierdzą – zniechęcić ich do lądowania. 

Moglibyśmy się dowiedzieć, jak było naprawdę, gdybyśmy mieli dostęp do nagrań wideo ze smoleńskiej wieży.

Prokuratura prosi o to Rosję od 2010 roku. I nic. Do dzisiaj nie otrzymała nagrań.

W jaki sposób protokoły, które obciążają Rosjan, dostały się w nasze ręce?

Mogę tylko powiedzieć, że mieliśmy dużo szczęścia. Protokoły te zostały przywiezione bezpośrednio z Moskwy. Po ich przejęciu nastąpiła bardzo długa przerwa w dopływie kolejnych materiałów. Gdy Moskwa zorientowała się, że ten niewygodny dokument jest w polskich rękach, pozostałe poszły do weryfikacji.
(...)

Generał Roman Polko, 
Szefologika (Gliwice 2014):
Amerykanie z pewnością wykorzystaliby element zaskoczenia i w ciągu pierwszych pięciu minut otoczyliby samolot. Na pewno nie pozwoliliby się zbliżyć do wraku nikomu spoza służb USA. Oficjalnie czy nie, działając wg procedur bądź wymuszając stan faktyczny. Ten teren stałby się poniekąd eksterytorialny. Sęk w tym, że na prezydenta USA czekałaby ogromna ekipa na miejscu – a ilu było BOR-owców? A ilu było w dniu przylotu premiera?

I jeszcze jeden fragment, o Ewie Kopacz:

Daria Wassermann (bratowa Małgorzaty Wassermann - przyp. mój):
Po wyjściu z kostnicy zaprowadzili nas do auli na parterze. Małgosia miała tam czekać, ale nie było jej bardzo długo. Podeszliśmy do ministra Arabskiego i poskarżyliśmy się, że nie wiemy, co się z nią dzieje. Minister sprawiał wrażenie niezorientowanego. Ewa Kopacz zapytała nas, czy mamy jakieś rzeczy osobiste do trumny. Mieliśmy różaniec teścia oraz rzeczy od rodziny Aleksandra Szczygły. Powiedziała, że wprawdzie procedury tego zabraniają, ale ona dopilnuje, by znalazły się w trumnach. W hallu poczęstowała mnie papierosem. Narzekała, że Rosjanie nie chcą ubierać zwłok. Kiedy jest problem, to mówi im, że „tak chciał premier Putin”, i wtedy stają na baczność. Podziękowaliśmy jej za dobre przyjęcie i szybką identyfikację. „My tutaj sobie rozmawiamy – powiedziała – a byłoby dobrze, żebyście umieścili dla mnie w Internecie ja¬kieś podziękowanie. Bo wrócimy do Polski i będą mieć do mnie o wszystko pretensje”. Byłam w szoku. Nie takich słów się spodziewałam.

* * *
Minister zdrowia Ewa Kopacz
na posiedzeniu sejmu 19 stycznia 2011 roku:
[…] nad tymi zwłokami, ostatnią rzeczą, o której się myślało, to był PR i polityka. Jeśli dzisiaj ktokolwiek zarzuca urządzanie PR-u z powodu tej tragedii, jest po prostu szubrawcem i nie boję się tego słowa.




 zdj. Express Sochaczewski, 
Okładka - Wydawnictwo M

więcej...

niedziela, 22 marca 2015

Pułapka gender. Nie daj się złapać

Istotą tematów poruszanych w książce są drogi i sposoby jakimi ideologia gender wkrada się w nasze życie. A potrafi to robić niepostrzeżenie i podstępnie pod szczytnymi hasłami równości oraz poszanowania odmienności. Interesująco i w przystępny sposób autorka pokazuję genezę ruchów promujących ideologię gender, a także demaskuje wypróbowane już wcześniej metody manipulacji społeczeństwami. 

Kultura oparta na relatywizmie moralnym, który uznaje za słuszne wszystko to, co jest właściwe według indywidualnego uznania, w rezultacie stoi z dala od prawdy i wartości chrześcijańskich. Walkę z kulturą chrześcijańską w bardzo obrazowym sposób autorka określiła słowami: „Uwiązać orła do grzędy i wmówić mu że jest kurą, która nawet nie potrafi gdakać”. Książka pokazuje wpływ gender na powolny upadek etosu rodziny i afirmację nastawionej na siebie jednostki, która pozbawiona autorytetów moralnych, pozostaje samotna i odarta ze wsparcia najbliższych oraz instytucji państwa. 

Dążeniem założycieli ideologii gender jest doprowadzenie do takiej zmiany społecznej, gdzie dewiacja zostanie uznana za normę. Autorka pokazuje kto w i jaki sposób dochodzi do realizacji tych celów. Jak w jawny sposób, nieświadome zagrożeń społeczeństwo może stać się ofiarą ideologów, którzy niepostrzeżenie wnikają we wszystkie obszary naszego codziennego życia. Już teraz wprowadza się do szkół programy edukacyjne, stawiające na piedestale kwestie przyjemności erotycznej jako podstawowej i naczelnej potrzeby każdego człowieka, już od narodzenia. Dzięki tej książce dowiemy się, jak szkodzi wychowanie bez autorytetów i wartości, i jak grozi to dysfunkcją społeczeństwa i osobistymi kłopotami ludzi w odnalezieniu się w podstawowych relacjach między sobą. 

Tylko pełna świadomość zagrożenia i stworzenie wspólnoty, zjednoczonej w walce o podstawowe wartości takie jak rodzina, prawda, patriotyzm i wiara mogą nas uchronić od zalania ideologią gender. I jeszcze jeden wniosek, że w roku wyborczym warto kontrolować i rozliczać władzę za pomocą najprostszych pytań kogo ona reprezentuje: społeczeństwo czy grupy interesów?

Dorota


Pułapka gender. Karły kontra orły. Wojna cywilizacji.
Marzena Nykiel. Wydawnictwo M.

więcej...

piątek, 20 marca 2015

Zamach na prawdę

Książka "Zamach na prawdę" przedstawia nieznane kulisy katastrofy i śledztwa smoleńskiego. Małgorzata Wassermann, córka zmarłego posła, aktywnie zaangażowana w sprawy rodzin smoleńskich, w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim opowiada o katastrofie, pobycie w Moskwie (m.in. próbie zwerbowania jej przez agentkę FSB), rozmowach z premierem Tuskiem, rosyjskich agentach i prowokatorach, którzy próbowali nawiązać z nią kontakt już w Polsce, o podejrzeniu inwigilowania przez ABW.




Celem publikacji jest ukazanie prawdy o katastrofie, przedstawienie najbardziej prawdopodobnej przyczyny tragedii, działań rządu, prokuratury i innych służb. Małgorzata Wassermann - naoczny świadek wydarzeń - podsumowuje i ocenia stan wiedzy o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku i kulisach związanych z wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej.


 O spotkaniu z tajemniczą agentką:
„Była z nami piękna kobieta. Cały czas próbowała mnie uspokajać. Mówiła: Małgorzata, ty z nim nie dyskutuj, to jest najważniejszy prokurator. W pewnym momencie wyciągnęła raphacholin, a ja na to: - O widzę, że ma pani polskie lekarstwo, czy jest pani Polką ? Ona: - Jestem Rosjanką. I wtedy zorientowałam się, że w pokoju nie ma ze mną nikogo z Polski. Ona cały czas nade mną pracowała. Mówiła, że doskonale rozumie moje cierpienie, ponieważ jej ojciec zginął w podobnych okolicznościach. Pracował w kopalni, gdy jego kolega poprosił o zamianę na szychcie. On zrobił mu przysługę, poszedł do pracy i zginął w wybuchu.
- Czy mówiła jej pani, że ojciec poleciał w zastępstwie Jarosława Kaczyńskiego ?
- Absolutnie nie. Nie mogła tego wiedzieć ode mnie. Miałam wrażenie, że wiedzieli o mojej rodzinie wszystko. Nie pytali, ile ojciec miał wnuków, tylko od razu jak ma na imię druga wnuczka. Bardzo dużo czasu poświęcili na pytania, gdzie pracuję, czy to jest moja firma, i czy mogłabym podać telefon. Zaczęło mi się to wszystko nie podobać. Coś było nie tak.

 ***
   I niech pani Kopacz i pan Arabski nie mówią, że coś w Moskwie dla mnie zrobili. Zostałam sama, zdana tylko na siebie, bez niczyjej pomocy. Niech nie opowiadają, że byli w szoku...

Za "Gościem Niedzielnym":

"(...)Jestem Polką, mój tata był polskim obywatelem i posłem, który zginął podczas wizyty polskiej delegacji. I od polskiego rządu domagam się, aby wyjaśnił tajemnicę jego śmierci – mówi Małgorzata Wassermann. I ostrzega: – Na pewno nie zostawię tej sprawy. I będę pytać do końca życia. Ja nigdy nie odpuszczam. Stwierdzenia te pochodzą z wywiadu rzeki pt. „Zamach na prawdę”, jaki z córką Zbigniewa Wassermanna przeprowadził Bogdan Rymanowski. Ta książka jest jednym z ważniejszych głosów w sprawie smoleńskiej tragedii. Kolejne odsłony tego dramatu obserwujemy z perspektywy córki zmarłego, a jednocześnie osoby dobrze znającej funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, gdyż jest z wykształcenia prawnikiem. Małgorzata Wassermann potrafi odłożyć na bok emocje i niezwykle racjonalnie oceniać rzeczywistość. Choć więc z książki przebijają najpierw ból i bezradność po stracie ojca, szybko jednak pojawia się żal do państwa za sposób wyjaśniania okoliczności tragedii. W toku lektury coraz bardziej widzimy, jak skandaliczna postawa władz wyzwala determinację w dążeniu do odkrycia prawdy.(...) "

http://gosc.pl/doc/2394346.Nie-odpuszcze-Smolenska

Opis, fragment książki i okładka za Wydawnictwem M
więcej...

piątek, 6 marca 2015

Nieustraszony - opowieść o człowieku, który przez miłości do żony i ojczyzny wydostał się z dna i został bohaterem

Poruszająca historia żołnierza Navy Seals, najbardziej elitarnej jednostki wojskowej na świecie, który zginął podczas akcji w Afganistanie w 2010 roku. To nakreślony przez jego bliskich i towarzyszy broni niezwykły obraz człowieka, który – zanim stał się jednym z najlepszych żołnierzy na świecie – stoczył najtrudniejszą walkę w swoim życiu: walkę z uzależnieniem od narkotyków.


Towarzysze broni mówili o nim, że był bohaterem w całym tego słowa znaczeniu. Jego odwaga, oddanie i wsparcie, jakiego udzielał innym oraz umiejętności sprawiły, że pozwolono mu służyć w jednostkach szturmowych nawet wtedy, kiedy widział już tylko na jedno oko, a jego ręka nie była do końca sprawna po zmiażdżeniu. Przeznaczano go do najtrudniejszych akcji, szukał m.in. Osamy Bin Ladena. Zginął podczas niemal samobójczej akcji likwidowania jednego z talibskich przywódców. Niedługo przed śmiercią – jakby przeczuwając, co może się stać – napisał wzruszający list do swoich dzieci.

Adam Brown zapisał się bardzo dobrze także w pamięci polskich GROM-owców, z którymi dane mu było wspólnie służyć. Jego nazwisko wpisali do Memoriału Fundacji SPRZYMIERZENI z GROM.






Fragment książki

„Cel Lake James”

17 marca 2010. Tuż po wschodzie słońca ciszę w placówce zespołu przerwał chrzęst żwiru pod podeszwami butów. Jakiś mężczyzna zaczął się śmiać.

– Marzenia ściętej głowy! – zadrwił z Adama Kevin Houston, kiedy stanęli naprzeciw siebie przy baraku ze sklejki.

– Wszyscy wiedzą, że w koszykówce jesteś cienki bolek.

Dwaj przyjaciele wciąż zadowalali się słownymi przepychankami, przez co jeszcze nie mieli okazji rozegrać meczu jeden na jeden, który planowali od roku. Zamiast tego trzymali za kije do lacrosse, a Kevin podrzucał ręką piłkę. O tej porze dnia obaj powinni chrapać, ale Adam chciał się nauczyć lacrosse od „mistrza” (przynajmniej w opinii samego Kevina), więc udało im się zarezerwować w harmonogramie zajęć pół godziny na drugą lekcję Adama.

– Dawaj! – zawołał Adam, unosząc swój kij. Kevin cisnął mu piłkę, a Adam złapał ją i odrzucił do stojącego dwadzieścia jardów dalej kolegi.

– Hej, wrzuć na luz! – napomniał go Kevin, który opisał piłkę do lacrosse jako „skrzyżowanie piłki baseballowej i krążka hokejowego”. Jeśli tylko nadać jej właściwą prędkość, może narobić sporo szkód, a Adam trzymał kosz kija tuż przy prawym policzku.

– No dalej, weź porządny zamach! – krzyczał podekscytowany Adam.

„Teraz będzie zgrywać zawodowca”, pomyślał Kevin. Wyobraził sobie, jak z całych sił rzuca piłkę i trafia Adama prosto w zdrowe oko.

– Nie ma sensu, chłopie – powiedział. – Nie przesadzaj, dopóki nie nabierzesz wprawy.

– Dam sobie radę! – zapewnił go Adam. – No dalej, po prostu rzuć! Nie bądź babą!

Przez następne pół godziny Kevin nie chciał podawać Adamowi piłki tak mocno, jak ten sobie tego życzył, a Adam nie przestawał wyzywać przyjaciela od bab (choć nie szczędził mu też innych epitetów), aż w końcu master chief ochrzanił ich, że się wydurniają w porze wypoczynku.

– Może byście z łaski swojej poszli się przespać, psia wasza mać?! – warknął.

Dwaj mężczyźni wrócili do łóżek i przespali sporą część dnia. O piętnastej inny kolega z zespołu, John Faas, wetknął głowę do pokoju Adama i zauważył, że ten czyta książkę.

Jako wyróżniający się absolwent, który wygłosił mowę pożegnalną na rozdaniu dyplomów i grał na pozycji quarterbacka w szkolnej drużynie futbolowej, John „mógłby robić w życiu dosłownie wszystko”, jak stwierdziła Kelley.

– A mimo to wybrał służbę na rzecz kraju. Adam szanował go za to.

Ci dwaj SEALsi chętnie wymieniali się książkami i dyskutowali o historii, religii, polityce czy wojnie. Zazwyczaj pozostali członkowie zespołu śmiali się z nich, że na zmianach i szkoleniach potrafili godzinami oglądać kanał BookTV.

– Co tam masz? – zapytał John w drzwiach i skinął na książkę.

– Tender Warrior – odpowiedział Adam i pokazał mu okładkę. – Możesz poczytać, ja prawie skończyłem. Patrz na to. – Zaczął kartkować strony w poszukiwaniu fragmentu. – Napisał to weteran sił specjalnych, który walczył w Wietnamie, a potem został kapelanem.

Adam odnalazł właściwą stronę i podał Johnowi książkę, a ten czytał:

Funkcja wojownika jest wyraźnie zarysowana w Piśmie Świętym [...] W listach apostolskich dojrzały, wierzący mężczyzna często jest opisywany za pomocą wojskowych terminów – jako wojownik zdolny walczyć z potężnymi wrogami i niszczyć twierdze szatana. Serce wojownika jest sercem opiekuńczym. Wojownik chroni, osłania przed zagrożeniem, strzeże. Poświęca się energii zdyscyplinowanych, agresywnych działań. Mówiąc o wojowniku, nie mam na myśli człowieka, który kocha wojnę czy też czerpie sadystyczną przyjemność z walki i przelewu krwi. Istnieje wielka różnica między wojownikiem a zwyrodnialcem. Wojownik to obrońca; człowiek, który strzeże innych z wysoko uniesioną głową. (Fragment pochodzi z książki Stu Webbera Tender Warrior (przyp. tłum.).

Braterstwo SEALsów z DEVGRU powstało na fundamencie wspólnego poszanowania. I tak jak Adam aspirował do roli „geniusza”, którego ten widział w Johnie – zarówno w jego wykształceniu, jak i umiejętnościach walki – John robił wszystko, by osiągnąć zdolność Adama do żonglowania tymi dwoma paradoksalnymi, jak się zdawało, wizerunkami: wojownika oraz kochającego męża i ojca, w czym Adam osiągnął mistrzostwo. Po przeczytaniu jeszcze paru akapitów książki Webbera John uznał, że termin „wrażliwy wojownik” to nadzwyczaj trafny opis jego przyjaciela z zespołu.

Oddał mu książkę, a Adam odłożył ją, zeskoczył z łóżka i zaczął się rozciągać, stękając głośno. John śmiał się i kręcił głową, gdy Adam wkroczył dumnie do głównej sali. Tym razem wyginał się dla Briana Billa, który osłonił wzrok przed widokiem niemal nagiego faceta, jeśli nie liczyć bokserek z symbolem Batmana.

– Chłopie – rzucił Bill – załóż coś na siebie i zrób nam kawy.

W niewielkim salonie – najważniejszej części „rudery” zespołu, czyli małego, przenośnego baraku – znajdował się telewizor z płaskim ekranem, kanapy i pożądany przez wszystkich ekspres do kawy z prawdziwego zdarzenia, jedyny przedmiot luksusowy, jaki Adam zabierał na zmiany, bo nie był w stanie znieść smaku kawy z, jak sam to nazywał, „cieknącego badziewia”. Teraz też zaparzył dla kolegów tak zwane „paliwo rakietowe”, po czym całą czwórką – on, Bill, John i Kevin – z kubkami w dłoniach ruszyli na zebranie zespołu o godzinie trzynastej czasu Zulu (strefa UTC), czyli siedemnastej trzydzieści czasu lokalnego.

Zanim zdążyli przejść przez dziedziniec placówki, gesty innych SEALsów – skinienia głowami i uniesione kciuki – uświadomiły im, że szykuje się operacja.

– To jak daleko się wybieramy? – zapytał Kevin, gdy tylko weszli do pomieszczenia, w którym odbywała się odprawa.

– To będzie daleka wycieczka – odparł Tom Ratzlaff, doświadczony dowódca zespołu zwiadowczego i snajperskiego. – Co najmniej pięć godzin przez gówniany teren.

– Pod górę czy z górki?

– I tak, i tak.

Liczba SEALsów w zespołach uderzeniowych różni się w zależności od misji i jest ściśle tajna, podobnie jak współpraca jednostek wojskowych SOCOM (Special Operations Command – Dowództwo Operacji Specjalnych, przyp. tłum.), które czasami przydziela się do takich zadań. Z tego względu więcej niż kilkunastu, lecz mniej niż pięćdziesięciu doskonale wyszkolonych operatorów pojawiło się na odprawie, by przejrzeć dostępne dane wywiadowcze i przestudiować zdjęcia satelitarne oraz drogi podejścia do celu, co dało im niejakie pojęcie, co czeka ich tej nocy. Krótko mówiąc, brutalna misja – a przecież nawet nie zdążyli wziąć pod uwagę, kto tym razem jest ich celem.

– Klasyczne zadanie dla chłopaków z SEAL Team SIX – stwierdził kolega Adama. – Cel o dużym znaczeniu w obszarze wysokiego zagrożenia. Amerykańskie siły nigdy dotąd nie były w dolinie, gdzie ukrył się „Cel Lake James”. Roiło się tam od bojowników, spodziewaliśmy się zerowej współpracy z lokalnymi mieszkańcami. Musieliśmy dotrzeć na miejsce, uderzyć naprawdę szybko i mocno, a następnie ewakuować się, zanim napotkamy na silny opór. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że jeśli zastanie nas tam dzień, zabraknie nam amunicji, bo będziemy musieli walczyć z całą doliną. Ale warto było zaryzykować. Facet, na którego polowaliśmy, zabijał naszych kolegów z piechoty i każdego, kto stacjonował w tamtym FOB-ie, albo po prostu korzystał z lokalnych dróg. Wywiad twierdził, że „Cel Lake James” szykuje kolejny atak, więc toczyliśmy wyścig z czasem. Nasz przeciwnik już udowodnił, jak skuteczne są jego metody, i nie mieliśmy wątpliwości, że kolejny atak znów się powiedzie: co oznaczało, że zginie jeszcze więcej Amerykanów, jeśli go nie dopadniemy.

Życiorys „Jamesa” poddano wnikliwej analizie. On i jego ludzie nigdy nie kapitulowali.

– Gdy dotrzecie na miejsce, bądźcie gotowi do walki – podsumował jeden z oficerów.

Mniej więcej po czterdziestu pięciu minutach od rozpoczęcia zebrania Adama Kelley wysłała mężowi wiadomość na Skypie, licząc, że go zastanie.

Cześć, kochanie – pisała. Ponieważ jednak odpowiedź nie nadchodziła, Kelley westchnęła i zabrała się za szykowanie dzieci do szkoły. Był poniedziałek, Dzień Świętego Patryka, i zarówno Nathan, jak i Savannah ubrali się na zielono. Podczas gdy Savannah jak zwykle trajkotała wesoło, Nathan był dziwnie zamknięty w sobie. – Tamtego ranka nic nie mówił – opowiadała Kelley – co było dla niego typowe, gdy z jakiegoś powodu się smucił. Nie musiałam pytać, o co chodzi, wiedziałam, że tęskni za tatą. – Nathan nie powiedział jednak mamie ani siostrze, że tego dnia obudził się z poczuciem dziwnego niepokoju, którego w żaden sposób nie mógł się pozbyć.

Podrzuciwszy dzieci do szkoły, Kelley spędziła nieco czasu w towarzystwie Michelle – uprawiały razem aerobik, wypiły po koktajlu mlecznym, a na koniec pojechały do Targetu, żeby załatwić domowe sprawunki.

– Z okazji święta wszystko było tam zielone – opowiadała Michelle – a Kelley nigdy nie przepadała za tym kolorem. Nagle jednak stwierdziła: „Wiesz co, ten zielony chyba zaczyna mi się podobać. Od tej pory będę kupować więcej zielonych rzeczy”.

– Dobry pomysł – odparła wtedy Michelle.

Niedługo po zapadnięciu zmroku zespół uderzeniowy wyjechał na lądowisko, gdzie czekały już śmigłowce MH-47 z podwójnymi wirnikami. Załogi śmigłowców przeprowadzały ostatnie kontrole przed lotem, kiedy operatorzy ładowali sprzęt i gromadzili się w środku, żeby zaczekać na „podwózkę” do pracy.

W śmigłowcu, który miał lecieć na przedzie, siedział Tom Ratzlaff i jego zespół snajperski. Kiedy maszyny poderwały się z ziemi, zmówił modlitwę, którą powtarzał przed każdą niebezpieczną operacją: „Ojcze nasz, któryś jest w Niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Po Ojcze nasz dodał jeszcze kilka słów od siebie: „Panie, opiekuj się moją żoną i dziećmi, chroń ich i czuwaj nad nimi. Chroń moich kolegów i wybacz nam wszystkie grzechy. Amen”.

Pozostawało tylko zrobić swoje. Tak jak wszyscy inni członkowie zespołu Tom skupił się na operacji i w myślach jeszcze raz przeanalizował zajęty przez wroga teren, który mieli infiltrować. On i jego snajperzy – zespół zwiadowczy zwany krótko RECCE (skrót od reconnaissance, czyli rekonesans) – pomogli wybrać strefę lądowania dla śmigłowców i ustalić trasę przez góry, którą mieli doprowadzić kolegów do „Celu Lake James”. Na miejscu rola snajperów polegała na zajęciu pozycji, by cały czas mieć na oku operatorów zespołu uderzeniowego i kryć kolegów, gdy było to konieczne – pakować kulkę w głowę lub pierś każdemu wrogowi, który stanowił zagrożenie.

Tom nigdy nie modlił się o bezpieczeństwo dla siebie – uważał, że o tej kwestii zdecyduje sam Bóg. Zamiast tego poświęcał swoje ciało i duszę, żeby chronić kolegów z zespołu. Jeszcze się nie zdarzyło, by ktokolwiek zginął, kiedy on nad nimi czuwał.

Lecieli nisko i szybko wzdłuż stromych grzbietów, niemal przytulając się do gór Hindukusz. Kevin, który siedział w drugim MH-47, czuł, że śmigłowiec zwalnia. Dźwięk silników zmienił się, a maszyna zaczęła opadać w głąb czegoś, co przypominało wąwóz. Przez okno po prawej widać było tylko granitową ścianę – niemal pionową na szczycie i niżej przechodzącą w strome, skaliste zbocze. Wpatrzony w zielone barwy rozświetlonego noktowizorem terenu, Kevin wyciągnął głowę w stronę okna, żeby się lepiej rozejrzeć, ale widok zasłaniały mu wierzchołki drzew – ciemne pasmo wiecznie zielonego lasu, który rósł w najgłębszych niszach zwężającej się otchłani. Po bokach i nad śmigłowcem poszarpane granie zdawały się napierać na wirniki, które pracowały wytrwale, by utrzymać maszynę stabilnie w powietrzu. Piloci trzymali wysokość, wisząc nad wąwozem i rozglądając się za miejscem, gdzie mogliby posadzić dwie potężne bestie z podwójnymi wirnikami.

„Przerażające”, myślał Kevin. To była bez wątpienia najtrudniejsza strefa lądowania, jaką widział w całej swojej karierze. „Żaden pilot o zdrowych zmysłach nie wleciałby śmigłowcem w taką szczelinę” – i właśnie dlatego ostatecznie to ją wybrali na miejsce lądowania. Elitarni piloci 160. Pułku Lotniczych Operacji Specjalnych (jego popularna nazwa to Night Stalkers) potrafili „parkować” te powietrzne autobusy jak sportowe auta, wszędzie tam, gdzie była choćby odrobina wolnej przestrzeni.

Zwykle przerzucenie operatorów ze śmigłowca na ziemię liczy się w sekundach, ale tamtej nocy piloci musieli odlecieć i zrobić drugie podejście. Nic z tego – uczestnicy operacji usłyszeli po chwili wiadomość:

– Schodzimy na linach.

Gdy SEALsi poprowadzili zespół uderzeniowy, jako pierwsi zjeżdżając po szybkich linach na tyły terenu wroga, Chris Campbell uderzył w głaz wielkości minivana i odbił się na zbocze opadające pod kątem sześćdziesięciu stopni. Musiał w pośpiechu ześliznąć się na tyłku po odłamkach granitowych skał, żeby nie spadł na niego kolejny operator, i potarł ręką o skałę, która rozcięła mu rękawicę. Kiedy polizał dłoń, poczuł smak krwi. Pył wzbijany przed wirniki sprawiał, że w blasku noktowizorów cała scena wyglądała jak zatopiona we mgle.

Kilka minut później MH-47 odleciały i grupa zeszła w las nawadniany przez strumień wijący się na dnie wąwozu. Choć przed akcją wywiad oglądał teren z góry, Chris stwierdził, że wąwóz w kształcie litery V może się okazać śmiertelną pułapką, jeśli przegapili stanowisko karabinu maszynowego wroga, położone gdzieś wyżej. Kule rozszarpałyby ich na strzępy.

„A my znajdujemy się w samym środku tego szaleństwa”, pomyślał Brian Bill.

Snajperzy szli przodem przez skalisty, zalesiony labirynt, a z tyłu podążał zespół uderzeniowy, w którego skład wchodził także nieduży kontyngent żołnierzy afgańskich sił specjalnych z dwoma tłumaczami oraz dwie grupki lekkiej piechoty, która miała blokować pozycje, w czasie gdy SEALsi przeprowadzą szturm. Zjeżdżając po linie, dwaj żołnierze piechoty uderzyli o ziemię tak mocno, że potłukli sobie gogle noktowizyjne. Utykając, parli przed siebie z determinacją. Niemal ślepi w ciemnościach, musieli polegać na partnerach.

Po kilku godzinach pokonywania klifów, szlaków lawinowych i wszelkiego rodzaju cieków Afgańczycy – znani ze swej wytrzymałości i zręczności w górskim terenie – nie mogli nadążyć za resztą grupy. Tłumacz, najsilniejszy z Afgańczyków, opisał później SEALsów i ich odpowiedników z amerykańskiej piechoty jako „maszyny”.

– Oni się po prostu nie zatrzymywali – powiedział.

Z różnych względów – nie tylko wątpliwej wytrzymałości fizycznej – obecność afgańskich żołnierzy, wynikająca z politycznego partnerstwa krajów, nie była SEALsom na rękę. Podczas gdy oni sami nosili wyposażenie o wadze dwudziestu kilku kilogramów, musieli zadbać, żeby Afgańczycy nie brali obciążenia cięższego niż dwanaście czy trzynaście. W którymś momencie Adam zarzucił sobie na ramię plecak jednego z nich i niósł go pół godziny, żeby mężczyzna mógł złapać oddech. Po trzeciej godzinie marszu ten sam człowiek położył się na ziemi i powiedział, że dalej nie da rady – Adam podniósł go i pchnął ścieżką wydeptaną przez kozy. Po czwartej pośliznął się i osunął trzydzieści metrów po stromym granitowym zboczu – Adam pobiegł do niego z tłumaczem.

– Słuchaj – powiedział ostro. – Musisz wziąć się w garść, nie ma innej drogi. Jeśli nadal tu będziemy, gdy wstanie słońce, wróg nas otoczy. Żeby się stąd wydostać, musimy iść doliną i dopaść nasz cel. Więc wstawaj, bo inaczej zostawimy cię samego.

Mniej więcej po przebyciu trzech czwartych odległości, gdy trasa przemarszu SEALsów zeszła się z drogą stworzoną przez ludzi, w niewielkim siedlisku chat z kamienia i drewna rozszczekał się pies. Najwyraźniej wywiad przeoczył to miejsce. Kiedy w drzwiach pojawił się nieuzbrojony mężczyzna ubrany w tradycyjny strój, zwany szalwar kamiz, część SEALsów podeszła, żeby z nim porozmawiać i przeszukać teren. Znaleźli tylko narzędzia, naczynia, ubrania i pościel – żadnego radia czy broni – ale poinformowali Afgańczyka, że on i jego siedmioosobowa rodzina są obserwowani. Nie wolno im było opuszczać domu aż do wschodu słońca, ponieważ żołnierze mogli otworzyć ogień.

Drzwi innych chat były pozamykane na cztery spusty. Nie dolatywały zza nich żadne odgłosy, więc SEALsi podjęli wędrówkę w kierunku „Celu Lake James”.

W punkcie zbornym położonym kilkaset metrów od górskiej osady, w której mieszkał „Cel”, snajperzy nadali przez radio status. Nie było czasu na wypoczynek. Dotarcie na miejsce trwało ponad dwie godziny dłużej, niż zakładali, i szybko zbliżał się świt. Gdy tylko dołączyli do nich pozostali koledzy z zespołu, snajperzy ruszyli w stronę wioski.

W każdej mijanej przez Toma i innych snajperów chacie oprócz kobiet, dzieci i starców prawdopodobnie mieszkali też bojownicy. Tom zdawał sobie sprawę, że są otoczeni, a na domiar złego wróg ma miażdżącą przewagę liczebną.

– Ale w trakcie ośmiu lat wojny robiliśmy to tak często – opowiadał – że czułem, jakbyśmy to my mieli nad nimi każdą możliwą przewagę. W ogóle nie bałem się porażki.

Pewności dodawał im fakt, że w powietrzu nie było czuć zapachu gotowanego jedzenia, a ich oczy na niebie – systemy wywiadu, identyfikacji i rozpoznania – dostarczały im zdjęcia termiczne pogrążonej we śnie doliny – nie zaobserwowano właściwie żadnego ruchu. Z wysokości setek metrów każdy z SEALsów został natychmiast poinformowany, gdy z chaty wyszedł mężczyzna, żeby się wysikać, po czym wrócił do domu. Bez noktowizorów świat był zupełnie czarny, a czerń przynosiła SEALsom otuchę.

Ostatni maruderzy zespołu uderzeniowego – Afgańczycy popędzani całą drogę przez Adama – potrzebowali sześciu godzin, żeby dotrzeć do celu. Było późno, ale jeszcze nie dość późno, by odwoływać misję. Nikomu nie udało się przebyć całej drogi bez choćby jednego upadku. Jeden z SEALsów przewrócił się chyba z piętnaście razy, ale nie tylko on był zakrwawiony, posiniaczony i zmęczony. Nie mieli jednak czasu, żeby o tym myśleć. Do wschodu słońca zostało parę godzin, a wszyscy doskonale pamiętali ostatnią uwagę oficera na odprawie:

– Gdy dotrzecie na miejsce, bądźcie gotowi do walki.

***
Opis i fragment książki za Wydawnictwem M

więcej...

środa, 15 października 2014

"Pułapka gender", czyli nie daj się ogłupiać

Podobno wszyscy mają już dość sporu o gender. Tak przynajmniej twierdzą media i propagatorzy tej nieznoszącej sprzeciwu ideologii. Próbuje nam się wmówić, że obyczajowe zmiany, których jesteśmy świadkami, to spontaniczny powiew ducha nowego pokolenia, które prze ku wolności. Czy w świecie gender rzeczywiście jest jakiś postęp? Czy jest w nim jakakolwiek przyszłość?

Autorka publikacji podjęła się próby nakreślenia wielowymiarowej strategii ideologii gender, wierząc że pozwoli to uświadomić Czytelnikom, o co toczy się cała walka i co możemy w niej stracić. Argumentując swoje rozważania twierdzi, iż wciąż mamy szansę zatrzymać tę ideologiczną falę, jeśli tylko zrozumiemy, że stoimy w obliczu cywilizacyjnej wojny.

Amerykański analityk rewolucji kulturowej Michael Jones zdecydowanie przestrzega Polaków przed genderową pułapką, w której pogrąża się Zachód. Zaleca, by uważnie przyjrzeć się politykom i organizacjom dążącym do zliberalizowania prawa na rzecz homoseksualistów i wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół.

W sporze o gender nie chodzi więc o równy podział obowiązków domowych czy parytetowe zatrudnienie kobiet. Chodzi o fundament naszej tożsamości, o to, kim będziemy, jaką przyszłość zgotujemy naszym dzieciom.

Metaforycznie podsumowując: Czy przetrwamy jako pokolenie orłów, zdolne do szybowania w przestrzeniach wolności, czy przytłoczeni własną niemocą damy sobie zalać skrzydła betonem i karleć.

Dopóki nie pozwolimy zestrzelić olbrzyma, dopóki będziemy się karmić dziejową mądrością, dopóki nie pozwolimy się uśpić w rozpoznawaniu intencji wroga i podejmowaniu odpowiednich działań, dopóty trwamy. Jeśli będziemy mieć „serce orle”, „wzrok orli” i zahartowanego ducha, Polska pozostanie „gniazdem orłów”.

***

"Pozornie rozproszone elementy – nowe intelektualne trendy, artystyczne prowokacje, projekty ustaw, akty prawne, społeczne inicjatywy, reformy programów nauczania, pokazy mody – te niby niezwiązane ze sobą zdarzenia dzięki książce Marzeny Nykiel układają się w spójny obraz. I nie jest to obraz przyjemny. Autorka zadała sobie trud zebrania oraz opisania najbardziej wyrazistych składowych groźnej kulturowej inwazji. Pokazuje też,o co toczy się ta batalia i gdzie przebiega linia frontu. Nie waha się ukazać istoty tej walki. Ta wojna toczy się o duszę człowieka, wspólnoty i narodu. To ważna publikacja, jest bowiem jak diagnoza, a właściwa ocena zagrożenia to pierwszy krok do tego, by podjąć odpowiednie działania obronne. Mam nadzieję, że książka Marzeny oraz sposób, w jaki ukazała cywilizacyjny konflikt, będą miały ogromny potencjał mobilizacyjny."  
 /Jan Pospieszalski/                                                                    

***
MARZENA NYKIEL - redaktor naczelna portalu wPolityce.pl, publicystka tygodnika „wSieci” ,”Głosu Katolickiego”, wcześniej „Uważam Rze”. Nagrodzona Tulipanami Narodowego Dnia Życia  za rzetelne przedstawianie szeroko rozumianej problematyki rodzinnej. Była wydawcą audycji publicystycznych i informacyjnych, producentem programów telewizyjnych i kierownikiem produkcji filmowej. Absolwentka filozofii i dziennikarstwa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Studiowała produkcję filmową w Łódzkiej Szkole Filmowej.


Opis i okładka - Wydawnictwo M
http://www.mwydawnictwo.pl/p/1164/pu%C5%82apka-gender
więcej...

wtorek, 7 października 2014

"Łowcy wolności" - książka Roberta Tekielego

Jest to kontynuacja bestsellerowej pozycji „Zmanipuluję cię, kochanie”. Autor pogłębia tematy związane z duchowymi zagrożeniami współczesnego człowieka (magia, cudowne uzdrawianie, wróżby, kontrola umysłu, feng shui) i zachęca do krytycznego spojrzenia na "przejawy nowoczesności".
Autor przytacza historie ludzi stykających się z różnymi formami niechrześcijańskich duchowości. Jak przekonuje, efekty tych spotkań są zwykle bardzo podobne i narażają na liczne duchowe niebezpieczeństwa.
Nasza cywilizacja znajduje się w punkcie zwrotnym. Jak potoczą się jej dalsze losy – to sprawa otwarta. Trwa walka o serca i umysły. By zobaczyć istotny sens tego starcia, trzeba spojrzeć na jego historię z pewnego dystansu. O nasze umysły walczą dziś trzy uniwersalne sposoby myślenia o człowieku, świecie i Bogu, systemy myślenia, które się wykluczają.





Fragment książki

"Zielony stolik, paprotki, zapach perfum i tleniony blond kok pani z kuratorium. Za stolikiem siedzi również cała reszta wysokiej komisji, a przed nimi pani Zofia ze Starachowic, broniąca pracy licencjackiej zatytułowanej Wróżenie z fusów sposobem komunikacji z archetypem Wielkiej Matki. Niemożliwe?
Mamy dziś w kraju przynajmniej cztery uwiarygodniane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej szkoły magii: Collegium Psychotroniczne, Akademię Psychologii Alternatywnej, Studium im. Juliana Ochorowicza, zwane Szkołą Magii Eksperymentalnej i Praktycznej, oraz Studium Psychologii Psychotronicznej. Wśród przedmiotów wykładanych w tych szkołach można znaleźć m.in. jasnowidzenie, uzdrawianie dotykiem, podróże astralne…
Inny obraz: jedna z dziesiątków przychodni w centrum Warszawy, standardowe badania: tomografia komputerowa, analizy krwi, rentgen, ale jest też nowość: biorezonans. Kompleksowe badanie organizmu za 360 złotych. Wykrywa choroby istniejące i te, które dopiero ujawnią się za jakiś czas. Cierpiąca na kilka schorzeń pacjentka decyduje się skorzystać z tak ciekawej oferty. Wyniki są imponujące, kolorowe komputerowe wydruki obrazujące stan wszystkich organów… Problem polega na tym, iż obok wątroby, śledziony i serca, opisana jest również lewa nerka, usunięta operacyjnie 6 miesięcy wcześniej…
Wśród 1707 zawodów i specjalności zawartych w oficjalnej, aktualnie obowiązującej w Polsce klasyfikacji zawodów i specjalności, która została wprowadzona rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 10 grudnia 2002 roku, polskie państwo zatwierdziło pod numerami od 514901 do 514903 takie zawody jak: astrolog, radiesteta i wróżbita. Mieszczą się one w grupie „pracownicy usług osobistych gdzie indziej nie sklasyfikowani”…
W XXI wieku, w środku Europy, można być wróżbitą na podstawie Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej nr 256 z 16 grudnia 2004 roku! W egzaminie z wróżenia z fusów uczestniczy urzędnik państwowy, a w legalnej przychodni medycznej można uzyskać diagnozę nieistniejącej nerki…
Nasza cywilizacja znajduje się w punkcie zwrotnym. Jak potoczą się jej dalsze losy – to sprawa otwarta. Trwa walka o serca i umysły. By zobaczyć istotny sens tego starcia, trzeba spojrzeć na jego historię z pewnego dystansu. O nasze umysły walczą dziś trzy uniwersalne sposoby myślenia o człowieku, świecie i Bogu, systemy myślenia, które się wykluczają.
Pierwsza połowa ubiegłego wieku była areną finału wiekowych zmagań dwóch światopoglądów. Pragmatycznego, materialistycznego, który uznaje za rzeczywiste tylko to, czego da się doświadczyć zmysłami i co można zbadać narzędziami nauki. Światopoglądu, dla którego religia jest rodzajem pielęgnowanej ułudy, w najlepszym wypadku rodzajem poezji niezbędnej dla utrzymywania spoistości społeczeństwa. Lata pięćdziesiąte XX wieku to czas, gdy wydawało się, że ten materialistyczny pragmatyzm jest skazany na zwycięstwo. Konkurencyjny nurt – nazwijmy go chrześcijańskim humanizmem – sposób myślenia, w którym dostrzega się, iż nauka nie ma kompetencji, by wypowiadać się o duchowości, był wyraźnie w odwrocie. Dziś sytuacja się zmieniła. Bycie człowiekiem wierzącym to już nie obciach dla osoby wykształconej, a większość ludzi zauważa, iż nauka nie ma narzędzi do badania rzeczywistości Boga. Coraz częstsza jest wiedza, że wiara nie musi być sprzeczna z rozumem.
Jednak od kilkudziesięciu lat o umysł i serce człowieka Zachodu walczą już nie tylko dwa wymienione wyżej światopoglądy. W latach sześćdziesiątych w Kalifornii rozpowszechnił się nowy sposób przeżywania świata – New Age. Dziś jest obecny w całej kulturze. Skrajnie różni się od wspominanych wcześniej dwóch potężnych nurtów umysłowych, humanizmu materialistycznego i humanizmu chrześcijańskiego, które współtworzyły nowożytną cywilizację zachodnią – cywilizację naukowo-chrześcijańską. Światopogląd New Age jest powrotem do pogaństwa, wbrew zapewnieniom o swej nowości. Jest zaprzeczeniem rozumu, odnowieniem przesądów, powrotem do zabobonów. Magia i jasnowidzenie w szkołach, cudowne metody diagnozowania i uzdrawiania w przychodniach, astrolog i wróżbita jako doradcy życiowi. Cudowne metody kontroli umysłu, polepszania pamięci, fotograficznego czytania oraz synchronizacji półkul mózgu. Masaż lomi lomi i bioenergoterapia, feng shui i rebirthing, kinezjologia edukacyjna i metoda Hellingera… Dziesiątki, setki, tysiące guru, nauczycieli, trenerów, powtarzających monotonnie: otwórz swój umysł, myśl pozytywnie, znajdź swego duchowego przewodnika…
Odkrywaniem prawdziwego oblicza tych właśnie fenomenów współczesności będę się zajmował w niniejszej książce. Postaram się pokazać, w jaki sposób New Age próbuje skruszyć fundamenty naszej cywilizacji. Może się też zdarzyć, że niektórym czytelnikom lektura moich rozważań pozwoli uniknąć najzwyczajniejszego nabicia w butelkę. Zmagania gigantów trwają. A stawka w tym starciu jest duża. Sposób myślenia, który zwycięży w obrębie naszej cywilizacji, będzie globalnym zwycięzcą. Za 200 lat tak będzie myślał cały świat."

Robert Tekieli – dziennikarz, publicysta, animator kultury niezależnej, poeta lingwistyczny, felietonista. Współzałożyciel i redaktor naczelny pisma literacko-kulturalnego „Brulion”. W latach 1998-2005 członek Rady Programowej TVP i członek Rady Programowej Radia Józef. Od 2005 r. zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Ozon”. Felietonista „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”. Od 2007 r. w TVP prowadził program „Jarmark cudów”. Redaguje stronę newage.info.pl. Początkowo zafascynowany ruchem New Age, w latach 90. nawrócił się na katolicyzm. W swojej działalności zajmuje się duchowymi zagrożeniami, które niesie ze sobą okultyzm i New Age. Autor bestsellerowej książki Zmanipuluję cię, kochanie, wydanej nakładem Wydawnictwa M, za którą w 2013 roku otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Wydawców Katolickich FENIKS.

Opis, fragment i okładka od Wydawnictwa M

http://wydm.pl/p/1216/%C5%82owcy-wolno%C5%9Bci


więcej...

piątek, 20 czerwca 2014

Legioniści – ludzie, którzy realizowali marzenia o wolności

Wydana z okazji 100 rocznicy wymarszu Pierwszej  Kompanii Kadrowej i powstania Legionów Polskich publikacja, przypomina czyn zbrojny, który doprowadził do odzyskania przez Polskę niepodległości.
 
Autor opracował kalendarium szlaku bojowego Legionów, przedstawiając najważniejsze miejsca walk i bitew I, II i III Brygady. Do spisu wydarzeń dołączył cytaty ze wspomnień uczestników walk, które spisywane na bieżąco, z osobistym zaangażowaniem żołnierzy, oddają klimat tamtych dni.

Szczególną wartość dokumentacyjną mają dołączone do książki materiały zaczerpnięte z wielu źródeł: pomnikowej Ilustrowanej Kroniki Legionów Polskich, Kalendarza Naczelnego Komitetu Narodowego na rok 1916, a także
Kroniki działań I i II Brygady od sierpnia 1914 do czerwca 1915 r.

Książka jest hołdem oddanym wszystkim żołnierzom.

Okładka i opis za Wydawnictwem M
więcej...

czwartek, 5 czerwca 2014

O miłości i śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

„Wybór”

Wykreślali powoli mądrzy bolszewicy
Kto się jako bolszewik liczy, kto nie liczy.
Więc ten i ów do ula, ten i ów na Sybir,
Kochanowski – do śmieci. Prus też się nie wybił.
Tych, co zmarli, uciekli, tych już nie wyliczę,
Zostali: Wasilewska razem z Mickiewiczem,
„Teraz – rzekli – możecie w lutnię swą zadzwonić”.
Ona się nie broniła. On się nie mógł bronić.

(…) Ze względu na komunistyczną cenzurę wiersz nie mógłby się ukazać drukiem, ani w trzech kolejnych wydaniach „Utworów zebranych”, ani też w różnych wyborach poezji Baczyńskiego, i takiej próby, jak się zdaje, nie podejmowano. Wiersz nie jest datowany, ale można przyjąć, że pochodzi z pierwszego okresu wojny i zawiera najpewniej echa tragicznych wypadków na wschodnich ziemiach Rzeczpospolitej po 17 września 1939 roku oraz dalszych jego konsekwencji – totalitarnej polityki kulturalnej prowadzonej przez Wandę Wasilewską i złowrogiej roli jaką tam pełniła. W gruncie rzeczy „Wybór” jest ostrzeżeniem, przepowiednią tego, co miało nastąpić, a co ciemną chmurą przeszło przez Polską parę lat później i trwało do dni naszych. (…)

(fragment książki Wiesława Budzyńskiego „ Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila”)


Krzysztof Kamil Baczyński, którego życie owiane jest legendą, był poetą o wielkiej wrażliwości i wyobraźni. Pełen niepokojów i mrocznych przeczuć, był jednym z najzdolniejszych i najbardziej obiecujących poetów pokolenia Kolumbów. Historię młodego twórcy, który odznaczał się ogromną dojrzałością i świadomością czasu i miejsca, które wyznaczyła mu historia, dopełniła śmierć w Powstaniu Warszawskim.

Książka Wiesława Budzyńskiego jest wynikiem wieloletniej wędrówki pisarza  śladami Baczyńskiego. Autor dotarł do ludzi z bliskiego otoczenia poety (w pewnym momencie zamieszkał nawet w tym samym domu), z podziwu godną rzetelnością zbierał  czasami sprzeczne ze sobą relacje i sprawdzając je, dociekał prawdziwości faktów.
Jako pierwszy biograf zwrócił uwagę na przemianę ideową poety, przedstawił motywy, które skłoniły Baczyńskiego do walki o niepodległość, opisał jego rodzinne problemy, podał najbardziej wiarygodną i logiczną wersję śmierci.

Opis na podst. Wydawnictwa M

więcej...

poniedziałek, 26 maja 2014

Prof. Ryszard Legutko o suwerenności Polski i Polaków

We wstępie do swojej książki profesor Ryszard Legutko napisał: 

„Tomik niniejszy zawiera teksty publikowane i wygłaszane w różnych miejscach przez ostatnich kilka lat. Zachęcony do ich publikacji, z przyjemnością wyraziłem zgodę, ponieważ myślę,  że podnoszą one sprawy ciągle aktualne i naglące. Z nich jedna jest najważniejsza i ona przewija się we wszystkich tekstach. Ona też – jak twierdzę – ujawnia główny problem, przed którym stoi Polska. Jest to problem suwerenności – suwerenności narodu, państwa, umysłu. Brak suwerenności tkwi u źródła naszych większości naszych kłopotów, jej odzyskanie, jej odzyskanie zaś stanowi warunek pomyślnej przyszłości Polski. (…)”

 Profesor Ryszard Legutko, filozof, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego i czynny polityk proponuje współczesnym Polakom głęboką refleksję na temat suwerenności. Nawiązując do bolesnej historii naszego kraju autor  podkreśla jak trudno jest, w epoce określanej jako czasy wolności, zachować niezależność w myśleniu i działaniu. Stara się również odpowiedzieć na pytanie, dlaczego polska suwerenność jest ciągle zagrożona.
Obecnie rządzącym wystawia jednoznaczną ocenę:
 „(...) Rządy Platformy, to najgorsze rządy w historii III RP. Ale to też ilustracja wielkiej mistyfikacji. Od czasu PZPR nie mieliśmy przy władzy takiej partii, w której byłby tak wielki rozziew między słowami i czynami. Kiedy pada słowo „europejski”, to najczęściej oznacza ono „białoruski”., kiedy pada słowo „wolność”, to wiemy, że będzie przyciśnięcie śruby, kiedy dużo się mówi o demokracji, to znaczy, że czeka nas jakieś kolejne autorytarne posunięcie, a kiedy pada słowo „prawda”, to najprawdopodobniej trzeba się liczyć z kolejnymi kłamstwami. Wiara tak wielu polskich obywateli w bezalternatywność rządów Platformy Obywatelskiej okazała się więc nie tylko niemądra i nierozsądna, lecz niezwykle kosztowna. Dali oni bowiem swoje milczące przyzwolenie na niszczenie ważnych reguł życia publicznego.” – pisze prof. Ryszard Legutko w  jednym ze swoich tekstów.


Na podstawie książki oraz opisu Wydawnictwa M
więcej...

czwartek, 15 maja 2014

Historia kobiety, którą uzdrowił Jan Paweł II

W dniu beatyfikacji Jana Pawła II doszło do niewytłu­maczalnego z punktu widzenia lekarzy uzdrowienia Floribeth Mora Diaz, której nie dawano szans na przeżycie. Fakt ten nazwano cudem, ponieważ nikt nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, jak to możliwe, by osoba, którą zaatakował tętniak wrzecionowaty, zaczęła nagle się czuć i zachowywać tak, jakby nigdy nie była chora, a wszelkie zmiany, jakie poczyniła choroba zupełnie zniknęła.

Uzdrowiona przez papieża Polaka Kostarykanka ma obecnie 51 lat, mieszka na przedmieściach San José, cieszy się życiem, rodziną i wnukami, wspominając ciągle wydarzenie, które przyniosło jej szczęście i niekwestionowany rozgłos.

Autor książki  połączył rozmowy o cudzie i wie­rze z wydarzeniami, które miały miejsce w tym odległym kraju. To reportaż z wyjazdu do Kostaryki, ilustrowany zdjęciami i wy­wiadami.

Opis i okładka: Wydawnictwo M
więcej...

piątek, 18 kwietnia 2014

Ojciec Łazarz. Pokonaj swoje demony.

Ojciec Łazarz jest pustelnikiem, żyjącym w Egipcie na Górze Colzim, na której znajduje się grota św. Antoniego. Jest Australijczykiem. Zanim został mnichem pracował na uniwersytecie jako wykładowca literatury i filozofii.
    
Przez czterdzieści lat był ateistą i marksistą. Po śmierci swojej matki porzucił życie w Australii i wyruszył w poszukiwaniu Boga i wolności. Jego podróż doprowadziła go do Egiptu, gdzie został koptyjskim mnichem, pustelnikiem i cenionym kierownikiem duchowym.
    
Obecnie żyje w pustelni św. Antoniego Wielkiego, gdzie kilkanaście wieków temu narodziło się chrześcijańskie życie monastyczne . To właśnie w Egipcie działali Ojcowie Pustyni, mieszkający w odosobnieniu i toczący walkę duchową ze swoimi słabościami, nękającymi ich demonami.
   
 Egipski mnich, opierając się na osobistym doświadczeniu, pokazuje, jak walczyć z własnymi słabościami i tkwiącymi w nas demonami.
   
Książka prezentuje sylwetkę i  duchową drogę o. Łazarza, od ateizmu i marksizmu do bycia mnichem, przebywającym twarzą w twarz z Bogiem. Jego życie ascetyczne, ukierunkowane na Boga, przepełnione modlitwą, pracą i prostotą, stanowi treść tej publikacji.
    
Przypadek o. Łazarza pokazuje, jak bardzo współczesny człowiek potrzebuje odnaleźć kontakt z Bogiem.

Opis i okładka: Wydawnictwo M
więcej...

wtorek, 1 kwietnia 2014

Dom nad jeziorem smutku - książka Marilynne Robinson

Książka pięknie i lekko napisana, czyta się z zainteresowaniem.

Akcja toczy się w miasteczku położonym nad jeziorem, które determinuje losy głównej bohaterki.  Tragiczne wydarzenia z udziałem najbliższych naznaczyły życie i losy dziewczynki i jej najbliższej rodziny.

„Pamięć to poczucie straty, a strata pociąga nas za sobą.” To historia samotnego dzieciństwa i smutku, uwolnionego przez życiowe losy rodziny.

Ruth, główna bohaterka już od wczesnego dzieciństwa trudno asymiluje się do społeczności miasteczka, w którym mieszka.  Los sprawił, że nawiązała bliską więź z ciotką – ekscentryczką, tracąc tym samym kontakt z siostrą, która samotnie i z determinacją próbuje żyć tak zwyczajnie jak mieszkańcy zamieszkałego przez główną bohaterkę miasteczka.

Ostatecznie Ruth przywyka do swojej samotności. Znajduje szczęście i miejsce w życiu takim jakie potrafi wieść. Tylko anonimowość daje jej prawdziwą wolność, a wszelkie więzi burzą wypracowane przez samotność poczucie bezpieczeństwa.

Opowieść o smutku i samotności zostawia jednak po sobie nutę optymizmu...

DSR




http://www.wydm.pl/p/1116/dom-nad-jeziorem-smutku
więcej...

poniedziałek, 3 marca 2014

Mariska z węgierskiej puszty - książka Consili Marii Lakotty

Węgry… Wystarczy tylko przymknąć oczy, a z łatwością przywołamy obraz puszty i nawet poczujemy jej zapach. Oczami wyobraźni pod rozgwieżdżonym niebem dojrzymy Cyganów i usłyszymy żałosne łkania ich skrzypiec, ponieważ od wieków ,,za parę groszy szlochają oni z biedakami i biadają z nieszczęśliwie zakochanymi”.

Obraz ten towarzyszy także akcji powieści rozgrywającej się w latach 1910–1953. Fabuła oraz imiona bohaterów są fikcją literacką. Autentyczne są natomiast losy narodu węgierskiego ukazane na tle dziejów małżeństwa Mariski i Jarosa oraz ich syna Michaela – księdza, któremu przyjdzie zapłacić najwyższą cenę za swoją niezłomność wpojoną mu przez matkę.

To właśnie nim – matkom kapłanów - autorka dedykuje tę książkę.





Consilia Maria Lakotta (ok.1920-1998) urodziła się jako jedno z bliźniąt syjamskich zrośniętych ze sobą skroniami, z których jedno zmarło po kilku godzinach, a drugie poświęcono Matce Dobrej Rady - Mater Boni Consili.

Po 1945 roku wydawnictwa zaczęły publikować jej teksty. W swoich powieściach ożywiła postaci z kart Pisma Świętego oraz z historii Kościoła, a także ukazała, jak ludzie wierzący mogą uporać się z trudami własnej egzystencji.

okładka i opis: Wydawnictwo M
więcej...

środa, 11 grudnia 2013

"Ścieżka nad drogami. Fraktale" - książka Bohdana Urbankowskiego

Nowa propozycja literacka Bohdana Urbanowskiego: „Ścieżka nad drogami. Fraktale” nawiązuje do trudnych, pełnych dramatyzmu dziejów powojennej Polski. W utworze pojawiają się wątki autobiograficzne. Dzieciństwo spędzone  w Bytomiu, wśród rodzin wygnańców ze Lwowa i Warszawy, jest dla bohatera pierwszą lekcją historii. Szybko zrozumie, że oficjalna jej wersja nie zgadza się ze  wspomnieniami świadków niemieckich i sowieckich zbrodni. 

Pierwsze, zasłyszane „lekcje historii” staną się dla bohatera początkiem działalności niepodległościowej. Weźmie udział w „wydarzeniach poznańskich” 1956 roku, a w  Marcu 1968 roku w studenckich rozruchach w Warszawie. Następnie działał będzie  w antykomunistycznym podziemiu – aż do zwycięstwa „Solidarności”. We wspomnieniach będzie powracał do przedwojennych i wojennych losów jego rodziny.Autor zauważa, że odległe od siebie i  pozornie przypadkowe wydarzenia związane z losem bohatera i jego bliskich, z biegiem czasu zaczynają się układać we wzory nadające im nowy, głębszy sens. Stąd podtytuł książki: fraktale. Niezwykle interesujący utwór skłania do refleksji na temat najważniejszych w życiu człowieka i narodu wartości: wolności, wierności prawdzie, solidarności. Proza wybitnego twórcy będzie bez wątpienia intelektualną ucztą, pełną pasji podróżą przez meandry współczesnej historii. 


Bohdan Urbankowski ( ur.1945r.) polski poeta, eseista, dramaturg i filozof, twórca      i teoretyk Nowego Romantyzmu – ruchu, który w wymiarze politycznym walczył o odkłamanie polskiej rzeczywistości, nawiązywał do II RP i kultury czasu okupacji. Działacz podziemia niepodległościowego. Wielokrotny laureat konkursów na dramat i  nagród poetyckich. Autor monografii: Józefa Piłsudskiego, Adama Mickiewicza, Karola Wojtyły, Zbigniewa Herberta, Fiodora Dostojewskiego. Stypendysta Instytutu im. Piłsudskiego w Nowym Jorku i Editions Dembinski w Paryżu. Jest autorem ponad 50 książek – dramatów, esejów i zbiorów poezji.

Bohdan Urbankowski w Klubie Ronina w marcu tego roku - wideo Blogpress.pl



ilustracja. screenshot YouTube/Blogpressportal
więcej...

czwartek, 15 sierpnia 2013

"Mrówki w płonącym ognisku" - książka Teresy Oleś-Owczarkowej


Wędrówka po świecie dzisiaj zapomnianym, ale zapraszającym do zatrzymania się w biegu, spojrzenia w gwiazdy, a także w głąb siebie... 

Tytuł odnosi się do zderzenia życia i żywiołu ognia. Jest wyrazem gorzkiej nadziei, której mrówki w płonącym ognisku nie tracą. Symboliczna wymowa mrówki jest głębsza wobec ogarniającego nas ognia wojen, a nade wszystko naukowej zabawy z możliwością nieobliczalnych skutków i  katastrofy.

MRÓWKI W PŁONĄCYM OGNISKU to zatrzymane w czasie pewne miejsce na ziemi wraz z jego mieszkańcami, którzy zbyt długo wstydzili się swojej wiejskości i są obciążeni kompleksem gorszości. Autorka ukazuje znaną jej wieś powojenną, a także zachodzące na niej zmiany, które powodują, że miejsce to nie jest już wsią, ale jeszcze długo nie będzie miastem. 
Opisywana wieś pracuje, cierpi i bawi się. Ludzie planują małżeństwa - czasem z egoistycznych i materialnych pobudek – wychowują dzieci, pomagają sobie, nieraz się okradają, mają swoje ambicje i słabości. Po prostu żyją. 
Przytaczane zwroty językowe i śpiewane kiedyś piosenki, zderzane są z dzisiejszym wirtualnym światem, w którym obowiązują już inne zasady.
Świat opisywany przez Autorkę jest dzisiaj niemodny, często zapomniany, ale mody mijają, a życie toczy się nadal i dlatego warto czasem zatrzymać się na chwilę, spojrzeć w gwiazdy, a potem także w głąb siebie. 

TERESA OLEŚ - OWCZARKOWA z wykształcenia psycholog, publikowała na łamach „Gościa Niedzielnego” i w innych pismach głównie na Śląsku. Debiutowała powieścią „Rauska”. Książka „Mrówki w płonącym mrowisku”, mimo że z realizmem ukazuje dawne życie na wsi, jest metaforą symbolicznego obrazu życia na Ziemi.

Opis i okładka - Wydawnictwo M
więcej...

piątek, 24 maja 2013

Cień tajnych służb - książka Doroty Kani

W książce znalazły się  wyniki śledztw w sprawie najgłośniejszych zabójstw i samobójstw, które miały miejsce wciągu minionych dwudziestu trzech lat. Jest ona oparta na dokumentach, które w większości  do tej pory nie były znane, poza wąską grupą badaczy i śledczych. 

Czytając materiały poszczególnych postępowań prokuratorskich, sądowych oraz archiwalne, historyczne  dokumenty można zauważyć, że niemal w każdym opisanym w książce śledztwie, pojawiają się funkcjonariusze służb specjalnych PRL. Służby, które miały stać się reliktem minionej epoki, w rzeczywistości stały się głównym rozgrywającym w biznesie i polityce po 1989 roku. Czy był to czysty przypadek, że powiązani z nimi ludzie ginęli często w tajemniczych okolicznościach? Autorka próbuje odpowiedzieć na to pytanie.


CIEŃ TAJNYCH SŁUŻB, Polityczne zabójstwa. Niewyjaśnione samobójstwa. Niepublikowane dokumenty. Nieznane archiwa

Spis treści:
Wstęp . 5
1. Andrzej Stuglik
– Długie ręce KGB. 7
2. Alicja i P iotr Jaroszewiczowie
– Zabójstwo premiera PR L. 23
3. Marek Papała
– W pętli hipotez. 37
4. Ireneusz Sekuła
– Proszę mnie nie rehabilitować. 53
5. Jacek Dębski
– Egzekucja ministra sportu. 75
6. Jeremiasz Barański
– Znajdę swoją śmierć. 87
7. Marek Karp
– Wypadek na zlecenie . 101
8. Krzysztof Olewnik
– Prawda kiedyś wyjdzie na jaw. 113
9. Grzegorz Michniewicz
– Śmierć w kancelarii premiera . 129
10. Stefan Zielonka
– Tajemnice szyfranta wywiadu. 143
11. Andrzej Lepper
– Wschodni kurs . 155
12. Leszek Tobiasz
– Znak czerwonej gwiazdy. 173
13. Sławomir Petelicki
– W samobójstwo nikt nie uwierzył. 185
14. Śmierć w cieniu Smoleńska. 199


Opis i okładka od Wydawnictwa M

Link:
http://www.wydm.pl/p/1028/cie%C5%84-tajnych-s%C5%82u%C5%BCb
więcej...

piątek, 10 maja 2013

„Antykaczyzm. Studium polskiej choroby” - książka prof. Ryszarda Legutki

Autor opisuje genezę zjawiska, skupiając się początkowo na zdarzeniach z końca 2005 roku, związanych z upadkiem rozmów koalicyjnych między PO i PIS.



Niszcząca siła tego zjawiska spowodowała przede wszystkim obalenie najbardziej podstawowych standardów życia politycznego. W opisie szczególne miejsce zajmuje opis przejawów i skutków stosowania podwójnych standardów w debacie publicznej oraz zanik racjonalności wyborcy w podejmowaniu decyzji politycznych – „atrofia rozumu politycznego”. Upadek dobrych obyczajów, granic przyzwoitości, dobrego smaku, języka określany jest mianem „postępującego triumfu chama”.

Zasadnicza część tekstu poświęcona jest jednak próbie znalezienia odpowiedzi na pytanie o powody tego zjawiska: „Moja hipoteza, w największym skrócie, brzmi następująco. Prawo i Sprawiedliwość reprezentuje ten nurt myślenia o polityce i o Polsce, który stoi w opozycji do mocno utrwalonych przekonań, jakie żywią dzisiejsi Polacy: z jednej strony, partia ta próbuje odwrócić niedobre skłonności zakorzenione w naszej tradycji, z drugiej przeciwstawia się błędom popełnionym w aktach założycielskich III Rzeczpospolitej, w trzeciej reprezentuje ten rodzaj myślenia, który w istotnych punktach zaprzecza ortodoksji politycznej, jaka zapanowała w dzisiejszym świecie. Mówiąc inaczej, polityka Prawa i Sprawiedliwości, niezależnie od popełnianych błędów i koniunkturalnych ustępstw, jest dlatego tak wściekle atakowana, że narusza zbyt wiele z uprzedzeń uznanych dzisiaj za święte.”

Autor poświęca dużo miejsca wciąż mało dotąd opisywanej polskiej tradycji myśli antyniepodległościowej. „Jest coś takiego jak długie ramię historii i ono tłumaczy wiele z tego, co dzieje się we współczesnej Polsce.”

Dodatkowym problemem analizowanym przez Autora jest szczególna sytuacja światopoglądowa w Europie, będąca w Polsce dodatkowym argumentem wspierającym antykaczyzm. „Polityka europejska przesunęła się mocno na lewo, co było bezpośrednim następstwem zwycięstwa rewolucjonistów z roku 1968, a po drugie, wyraźnie zmniejszyła się odległość między lewicą a prawicą. W Europie nie wybuchła zatem i najprawdopodobniej nie wybuchnie w przewidywalnej przyszłości wojna kulturowa, ponieważ „kultura” rozumiana jako zespół podstawowych idei światopoglądowych jest wspólna partiom lewicy i partiom prawicy, przy czym jej główna treść dostarczona została przez nurty lewicowe.”

Ostania część tekstu stanowi odtworzenie przebiegu dyskusji wokół projektów lustracyjnych.
Spis treści
1. Czym jest antykaczyzm
2. Przeciw naprawie Rzeczpospolitej
3. Przeciw dobrym obyczajom
4. Przeciw bezstronności
5. Przeciw racjonalności
6. Polska choroba: niszczenie wroga wewnętrznego
7. Polska choroba: uzależnienie od zewnętrznych protektorów
8. Polska choroba: płynięcie z głównym nurtem
9. Polska choroba: samoubezwłasnowolnienie elit
10. Czy polska choroba jest uleczalna

Link:
http://www.wydm.pl/p/1027/antykaczyzm

Opis książki i okładka - od Wydawnictwa M
więcej...

piątek, 5 października 2012

Marcin Wolski i jego "Post-Polonia"

Mam zamiar, co pewien czas, prezentować na tym blogu książki, które warto przeczytać. Tym razem wybór padł na "Post-Polonię" Marcina Wolskiego wydaną przez krakowskie Wydawnictwo M.




"Post-Polonia"  to najnowsza książka Marcina Wolskiego, opisane w niej wydarzenia dzieją w roku 2020, w nie takt odległej i bardzo prawodopodobnej  przyszłości.  Bardzo śmieszna satyryczna powieść jest nawiązaniem do Sienkiewczowskiego Potopu. Polska po rządami  Partii Obiecanek, prezydenta Wronisława Gomorrowskiego i marszałka sejmu Moczypsa zostaje przyłączona do Królestwa Szwecji. Wiele zdarzeń opisanych w powieści jest celną parodią współczesnej sytuacji polityczno-społecznej w Polsce i Unii Europejskiej. Autor ukazuje wiele konsekwencji obecnych wyborów politycznych w krzywym zwierciadle. Zasadnicza kanwa powieści skupia się wokół ruchu odnowy i odbudowy Rzeczpospolitej i jest ściśle powiązana z losami jej bohaterów:

Emilii Fajans - ,,tirówki” potencjalnej bohaterskiej dziewicy, Michałka Księdzów - syna ludu i mistrza hackerstwa, Janosika Glizdy Kościeliskiego - górala i zbójnika, Kordiana Chamiaka - porucznik BOR-u jego matki Salomei Łęckiej – wizjonerki, księdza Marka Wądołowicza  - kaznodziei Radia Gloryja Patrycji Osierdzi - dziecka płci żeńskiej a także ich bliskich, współpracowników, zakonników, funkcjonariuszy polskich i szwedzkich wszystkich szczebli, górali, przedstawicieli marginesu itd.

Rok 2020 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi
zwiastowały, że nadchodzą czasy niepojęte a straszne. Dowodziła
tego mnogość zjawisk niezwykłych, a i pomiędzy zwykłemi zdarzały
się takie, które w swym nagromadzeniu dawały powody do niepokoju,
aż przesądni mówili, że niechybnie idą na naszą planetę rzeczy ostateczne,
a gniew Boży jest blisko.
Po raz siódmy w ciągu dekady nawiedziło Japonię niszczycielskie
tsunami i tylko niezwykłej organizacji robotnych żółtków można
było zawdzięczać, iż liczba ofiar szła w dziesiątki tysięcy, a nie miliony…
Z końcem lutego jakowyś obiekt kosmiczny, całkowicie niewidoczny,
skosił pięć satelitów telekomunikacyjnych i zniknął równie niespodziewanie,
jak się pojawił. W marcu w Grecji urodził się dzieciak, który
miast stóp miał nieparzystokopytne raciczki, a w Alabamie nasiliły się
plotki, że Elvis zmartwychwstał.
Jeśli idzie o okolicę nam bliższą, zima przyszła nadzwyczajnie sroga
i długa, aż Bałtyk zamarzł, co zdarzało się od co najmniej pięciu
lat, tym razem jednak lód skuł go już w listopadzie, a puszczać począł
dopiero z początkiem maja. Przez ten czas ludzie, korzystając
z grubej powłoki, nie tylko szlaki przez Bałtyk wytyczyli, ale też postawili
tam dziesiątki tymczasowych fast foodów, przy czym McDonaldy
upodobały sobie szczególnie szlak ze Świnoujścia do Kopenhagi,
a Pizze Hut – z Gdańska do Sztokholmu. Sprzyjało to wzmocnieniu
kontaktów polsko-szwedzkich, które nigdy nie były lepsze. Mnóstwo
Szwedów, zbrzydziwszy sobie mroczne zimy, nabywało w Polsce wille
i włości; dziesiątki firm, paraliżowanych przez śnieg i mróz, przenosiły
się za Bałtyk. W ślad za drobnym biznesem podążały banki, koncerny
medialne i telekomunikacyjne… Nawet w garkuchniach dla bezrobotnych
coraz popularniejszy był szwedzki stół.
(fragment książki)


Marcin Wolski – pisarz, dziennikarz i satyryk, autor ponad 60 książek. Otrzymał wiele nagród za teksty satyryczne. Jest stałym felietonistą „Gazety Polskiej”, „Dziennika Polskiego” i „Nowego Państwa”, wiceprezesem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i członkiem ZG Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
 Pracował w Programie III Polskiego Radia w latach 1969–1982, a w 1989–2007 w Jedynce; obecnie w Trójce po północy prowadzi program "Nasz ulubiony ciąg dalszy". Podczas stanu wojennego zwolniony z pracy z zakazem zatrudnienia w mediach. Twórca opozycyjnego kabaretu objazdowego. W 2006 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył Marcina Wolskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a 20 maja 2009 r. otrzymał z rąk ministra kultury i dziedzictwa narodowego złoty medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.


Link do Księgarni Katolickiej


Wieczór autorski Marcina Wolskiego (nagranie - Blogpress.pl)


więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top