Właśnie mija pół roku od kiedy na dobre przeniosłem się na blogspot i od tego czasu jest to jedyne miejsce gdzie prowadzę bloga. Uznałem, iż może to być dobra okazja, by bliżej przyjrzeć się statystykom - po prostu wypada wiedzieć jakie są efekty tego co się robi.
Tak to wygląda wg sitemeter (kliknij, aby powiększyć):
Na pierwszy rzut oka widać, że z miesiąca na miesiąc liczba osób odwiedzających to miejsce rośnie ( w marcu znów zapowiada się najwyższa). Ale, niestety, jedynie tyle dobrego można na temat tych danych powiedzieć. Ze statystyk w marcu wynika bowiem, że blog ma średnio 133 unikalnych wizyt i nieco ponad 400 odsłon stron dziennie. Z kolei liczby z lutego mówią o tym, że Pejzaż Horyzontalny odwiedza w miesiącu mniej osób niż np. skromny portal społecznościowy w ciągu jednego dnia…
Dlatego zgadzam się z wyrażaną przez niektóre osoby opinią, że dziś przeciętny bloger, nie zakotwiczony na żadnym portalu, właściwie nie ma szans, by samodzielnie zaistnieć w blogosferze. Jeśli ktoś nie wyrobił sobie wcześniej nazwiska lub pseudonimu, jeśli nie zamieszcza na blogu wystarczająco atrakcyjnych treści, jeśli ma dość mizerne pojęcie o SEO – skazany jest w sieci na głęboką niszę.
No, ja – jak na swój dyletancki łeb - coś tam próbowałem robić: reanimowałem tego bloga, który wcześniej służył jedynie jako archiwum, częściej zamieszczałem notki, zmieniałem szablony, zacząłem budować galerię, zabiegałem o linki wsteczne. Po pół roku -130 unikalnych wizyt dziennie… Tymczasem inny przeciętny bloger, który publikuje na średniej wielkości portalu może liczyć na to, że jego notki będą mieć 10 razy więcej odsłon. To samo wynika z porównania mojej blogerskiej działalności wcześniej i dziś. Stąd załamka…
Wniosek na koniec - czas już bliski, by pakować swe walizki ;) Wypada się zmusić do jakiejś refleksji. Nie ma przecież konieczności ani sensu zajmować się czymś co – jakkolwiek patrzeć - pochłania ileś tam czasu, a efekt tego jest taki, jaki jest. Szkoda czasu i atłasu – rzekł ponoć kiedyś Stanisław August P. pewnemu wierszoklecie. I należy teraz to samo sobie i miłym gościom, którzy tu zaglądają, szczerze powiedzieć.
więcej...
Tak to wygląda wg sitemeter (kliknij, aby powiększyć):
Na pierwszy rzut oka widać, że z miesiąca na miesiąc liczba osób odwiedzających to miejsce rośnie ( w marcu znów zapowiada się najwyższa). Ale, niestety, jedynie tyle dobrego można na temat tych danych powiedzieć. Ze statystyk w marcu wynika bowiem, że blog ma średnio 133 unikalnych wizyt i nieco ponad 400 odsłon stron dziennie. Z kolei liczby z lutego mówią o tym, że Pejzaż Horyzontalny odwiedza w miesiącu mniej osób niż np. skromny portal społecznościowy w ciągu jednego dnia…
Dlatego zgadzam się z wyrażaną przez niektóre osoby opinią, że dziś przeciętny bloger, nie zakotwiczony na żadnym portalu, właściwie nie ma szans, by samodzielnie zaistnieć w blogosferze. Jeśli ktoś nie wyrobił sobie wcześniej nazwiska lub pseudonimu, jeśli nie zamieszcza na blogu wystarczająco atrakcyjnych treści, jeśli ma dość mizerne pojęcie o SEO – skazany jest w sieci na głęboką niszę.
No, ja – jak na swój dyletancki łeb - coś tam próbowałem robić: reanimowałem tego bloga, który wcześniej służył jedynie jako archiwum, częściej zamieszczałem notki, zmieniałem szablony, zacząłem budować galerię, zabiegałem o linki wsteczne. Po pół roku -130 unikalnych wizyt dziennie… Tymczasem inny przeciętny bloger, który publikuje na średniej wielkości portalu może liczyć na to, że jego notki będą mieć 10 razy więcej odsłon. To samo wynika z porównania mojej blogerskiej działalności wcześniej i dziś. Stąd załamka…
Wniosek na koniec - czas już bliski, by pakować swe walizki ;) Wypada się zmusić do jakiejś refleksji. Nie ma przecież konieczności ani sensu zajmować się czymś co – jakkolwiek patrzeć - pochłania ileś tam czasu, a efekt tego jest taki, jaki jest. Szkoda czasu i atłasu – rzekł ponoć kiedyś Stanisław August P. pewnemu wierszoklecie. I należy teraz to samo sobie i miłym gościom, którzy tu zaglądają, szczerze powiedzieć.






