Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezprawie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezprawie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 września 2013

Tu jest Białoruś

Pewna Amerykanka stanęła przy jednej z dróg na Florydzie z transparentem, na którym ogłosiła, że zbiera pieniądze na powiększenie piersi. Kierowcy byli hojni. Polki okazują się sprytniejsze od Amerykanek. Przynajmniej, jeśli chodzi o zbieranie środków na operacje plastyczne biustów. Zamiast samym stać przy drogach (takich też nie brakuje, ale pewnie nie zbierają na większe biusty) wysyłają tam swoich facetów.


Tak, jak zrobiła celebrytka Patrycja Pająk (pisaliśmy o niej w numerze 1), której korektę biustu sponsorował jej ówczesny kochanek Łukasz M., funkcjonariusz drogówki z Łowicza. On – podobnie, jak kobieta z Florydy – zbierał środki na powiększenie piersi, stojąc przy drodze. Kierowcy, kasy na piersi Patrycji nie szczędzili. Szczególnie hojni byli szoferzy tirów z Rosji, Białorusi, Ukrainy, Litwy czy Czech. Dawali od 20 do 500 złotych, a  nawet po 100 euro czy 100 dolarów za … odstąpienie od ukarania mandatem.

Przy takich okazjach zastanawiam się, dlaczego niektórzy ludzie nie zbierają pieniędzy na operację powiększenia mózgów?

Łukasza M. zatrzymano wraz z jego dziewięcioma kolegami z łowickiej drogówki. Szybko jednak znaleźli się na wolności, gdyż wpłacili kaucje od 25 do 40 tysięcy złotych. Mieli z czego!
Są wolni, i być może nawet dalej pracują w łowickiej drogówce, albo poszli na wcześniejsze emerytury? Ich wszak, „tuskowa” reforma emerytalna nie obowiązuje.

Żadne sankcje, jak na razie, nie spotkały policjantów z Siedlec, którzy – na co wiele wskazuje - w czasie przesłuchań torturowali zatrzymanych. Komunikując im przedtem: „Przesłuchamy was jak w Guantanamo!”. I słowa dotrzymali. Tak wspomina to jeden z przesłuchiwanych: „Ten, co wszedł, odchylił mi głowę tak, że leżałem jednym uchem na linoleum, a na drugie mi nadepnął. Stojąc nade mną, zaczął mnie rytmicznie uderzać pałką w czubek głowy. Słyszałem, jak w pokoju obok Jędrek jest rażony prądem i krzyczy. Leżałem twarzą do ziemi, policjant podszedł do mnie, zdjął mi krótkie spodenki, majtki ściągnął na wysokość butów, wziął butelkę po coca-coli i zaczął polewać wodą, woda poleciała mi na genitalia, powiedział, że zaraz zostanę rozdziewiczony, dołożył paralizator do jąder i go włączył. Kazali mi siadać na biurku i wkładać jądra do szuflady i przycinali je (…)".
Jeden z zatrzymanych, 19-letni Jędrzej Kryszkiewicz, po tym „przesłuchaniu” popełnił samobójstwo. Siedleccy policjanci nadal pracują. Komendant policji w Siedlcach podinspektor Marek Fałdowski ocenia swoich podwładnych pozytywnie: „To wartościowi i oddani funkcjonariusze, przebieg ich służby był nienaganny”.
Ci wartościowi i nieskazitelni  funkcjonariusze przedstawili się Jędrzejowi i jego kolegom w taki sposób: „Jesteśmy takimi samymi bandytami jak wy, tylko my działamy w imieniu prawa. A tu jest Białoruś!”.

Nie wiem, co powiedzieli policjanci z Gdańska 29-letniemu Pawłowi Tomasikowi, który zmarł dzień po zatrzymaniu. Według relacji części świadków, miał zostać skatowany przez stróżów prawa. Oni też nadal pracują w policji.  Do  tej sprawy wrócimy szerzej w następnym numerze „Reportera”.
Niestety proceder wymuszania zeznań poprzez bicie i torturowanie jest w Polsce nagminny i wiedzą o nim chyba wszyscy w policji. Jeżeli pobity przesłuchiwany zgłosi ten fakt w prokuraturze, to natychmiast w rewanżu zostaje oskarżony o czynną napaść na funkcjonariusza. Jego zdanie jest jedno, ich będzie z dziesięciu.

Jednak zdarzają się przypadki, że sąd dopatrzy się prawdy. Sam znam takich kilka.
Aby uniknąć podobnych sytuacji, powinny zostać zmienione procedury i każde przesłuchanie powinno być nagrywane. Tyle, że wówczas statystyki wykrywalności spadną o 80 procent.
„Jesteśmy bandytami, takimi jak wy” – powiedział jeden z  siedleckich policjantów. I to zdanie wiele wyjaśnia. Mam wrażenie, że niektórzy funkcjonariusze różnią się tym od bandytów, że nie udało im się zostać pełnoetatowymi przestępcami, więc zostali policjantami (patrz reportaż „Bardzo zły dzielnicowy”). Charakteryzuje ich ten sam poziom moralny.

W każdej policji świata znajdują się podobni ludzie. Każda policja powinna pozbywać się ich natychmiast, gdyż stanowią zagrożenie dla społeczeństwa i dla niej samej. Tymczasem zwykle źle pojęta solidarność zawodowa powoduje, że broni się bandytów w mundurach, zamiast posyłać ich za kratki.
Jeśli to się nie zmieni, to będziemy nadal mieli „Białoruś”.

Janusz Szostak

Na zdjęciu: Ten mieszkaniec Sochaczewa, pobity przez policjantów, doprowadził do ich skazania.

 
Felieton ukazał się w najnowszym  numerze  magazynu REPORTER


więcej...

wtorek, 16 grudnia 2008

Bezprawie pod parasolem Schetyny



Platforma Obywatelska łamie prawo. Pół roku temu mianowała na funkcję członka Rady Nadzorczej Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w Katowicach swojego działacza, który nie chce się zlustrować. Wspiera go w tym minister MSWiA, wicepremier, Grzegorz Schetyna.

Jan Kanik, bo o nim mowa, jest szefem PO na Podbeskidziu. Jako członek RN GARR powinien, zgodnie z ustawą, złożyć oświadczenie lustracyjne. Fakt, że tego nie zrobił może mieć poważne konsekwencje. GARR obraca rocznie dziesiątkami milionów euro. Agencja rozdysponowuje je na projekty dla organizacji pozarządowych i samorządów. Kanik zdążył już odwołać poprzedni zarząd GARR i powołać nową prezes. Zamierza także połączyć Agencję z Funduszem Górnośląskim. Ale przez to, że nie poddał się lustracji wszystkie decyzje podjęte przez Radę Nadzorczą mogą być uznane za nieważne ponieważ nieważny jest wybór Kanika na jej członka. Powinien on zostać natychmiast odwołany.

Ale nadal pełni tę funkcję, bo broni go kolega partyjny, szef MSWiA, Grzegorz Schetyna, który poproszony przez Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego o opinię w tej sprawie powołał się na luki prawne. Jego zdaniem fakt niezłożenia oświadczenia lustracyjnego nie musi skutkować odwołaniem. To jednak nieprawda i czysta manipulacja. Przepisy, na które powołał się Schetyna dotyczą wyłącznie posłów, senatorów i radnych, a więc osób, które zdobywają mandaty w wyborach powszechnych, a nie osób mianowanych, a do takich należą członkowie rad nadzorczych.

„Sprawa Kanika przypomina stanowisko Bronisława Geremka, który po uchwaleniu nowej ustawy lustracyjnej odmówił złożenia oświadczenia: - uważa Stanisław Żaryn. „(…)Parlament Europejski stanął murem za deputowanym, mimo iż ten w świetle obowiązujących w Polsce przepisów powinien stracić stanowisko. Do tego jednak nie doszło. Geremek do walki z ideą lustracji w Polsce wykorzystał nie rozumiejących jej europejskich polityków. W obronę Geremka włączyły się także media przychylne środowisku liberalnemu. Spory wokół oświadczenia lustracyjnego eurodeputowanego postanowiły wykorzystać do ośmieszenia idei rozliczenia się z reżimem komunistycznym w Polsce i pokazać, że jest ona wymysłem skrajnie prawicowego rządu Prawa i Sprawiedliwości. Także sprawa członka Rady Nadzorczej GARR, nominowanego przez rząd Donalda Tuska, ośmiesza pomysł rozliczenia osób służących komunistycznemu reżimowi. Bowiem sam minister, odpowiedzialny m.in. za stanie na straży przestrzegania przepisów, wyszukał lukę prawną w ustawie lustracyjnej i postanowił ją usankcjonować. Rozpoczął w ten sposób nowy rozdział walki o trwanie „ubekistanu”. Pokazał również, że rząd Platformy Obywatelskiej ma coraz mniej wspólnego z konserwatyzmem, a jej działacze coraz bardziej lekceważą reguły praworządności.”


Źródła:

http://www.polskieradio.pl/publicystyka/opinie/artykul79435.html

http://www.rp.pl/artykul/2,232744.html
więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top