czwartek, 4 kwietnia 2013

Tomasz Kaczmarek: Nie da się ustrzec przed zdrajcami

Z posłem Tomaszem Kaczmarkiem, znanym powszechnie jako agent Tomek, rozmawia Gabriela Jatkowska

Ile prawdy jest o agencie Tomku w mediach? Nazywany był Pan „bawidamkiem”, „lowelasem”.
Odnosząc się do tych określeń, muszę powiedzieć, że to narracja rozpracowywanych przeze mnie osób. Pani Beata Sawicka, jej obrońcy, jak również Weronika Marczuk, próbowały wpływać w ten sposób na opinię publiczną, jak również na wymiar sprawiedliwości. To zwykłe kłamstwa. W procesie karnym oskarżony może kłamać i taka linia obrony przez te Panie została przyjęta. Obrońcy Beaty Sawickiej i Weronki Marczuk – a przypomnę, że broniła je ta sama kancelaria – przyjęli linię obrony opartą na odbieraniu wiarygodności przedstawicielom organów ścigania. Materiał dowodowy jest w tych sprawach bardzo mocny. Beata Sawicka została skazana, co prawda jeszcze nieprawomocnym wyrokiem sądu, na 3 lata pozbawienia wolności.

Weronika Marczuk już nie.
Sprawa Weroniki Marczuk w mojej ocenie została zamieciona pod dywan. Wykorzystując pewną lukę prawną, prokurator prowadzący tę sprawę  pozbył się materiału dowodowego, jaki CBA dostarczyło.

Jak to się „pozbył”?
Zakwestionował decyzję prokuratora generalnego w związku z wszczęciem kombinacji operacyjnej  - (regulacja zawarta w art. 19 ustawy o CBA).  W momencie, kiedy podważył celowość tych działań, pozbył się wszelkiego rodzaju nagrań z kontroli operacyjnej, nagrań ze spotkań oraz szeregu innych materiałów dowodowych, które wskazywały na przestępcze, łapówkarskie działanie osób związanych ze sprawą prywatyzacji Wydawnictwa Naukowo - Technicznego.

Może Pan zatem czuć satysfakcję z finału tych trzech głośnych akcji, w których brał Pan udział jako agent CBA?
Dlaczego nie? Uważam, że CBA pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego odnosiło ogromne sukcesy na polu walki z łapówkarstwem. Natomiast to, że niektórzy prokuratorzy okazali się osobami nie do końca odważnymi i nie chcieli zmierzyć się z mocnym materiałem dowodowym, nie oznacza, że  jeszcze kiedyś sprawy te nie ujrzą światła dziennego.

Uważa Pan, że niewygodne sprawy zostały zatuszowane?
W mojej ocenie ktoś faktycznie wystraszył się materiału dowodowego, sprawy te mogły być niewygodne, ale mam nadzieję,  że kiedyś śledztwa te trafią w ręce odważnych prokuratorów, a przestępcy zostaną rozliczeni.

Jakie trzeba mieć predyspozycje zawodowe, charakterologiczne do bycia funkcjonariuszem pod przykryciem? Czy wygląd jest ważny?
Wszystko jest ważne. Jeden funkcjonariusz świetnie sprawdzi się w roli handlarza narkotyków, inny znów złodzieja. Ktoś inny może świetnie znać się na dziełach sztuki i wykrywać nielegalny obrót nimi. Trzeba być osobą ogólnie wykształconą, znającą przepisy prawa, mile widziana jest znajomość języków obcych. Funkcjonariusz powinien być odporny na stres i ryzyko związane z wykonywaniem tej specyficznej służby.

Jak przygotować się do roli? W jaki sposób są one przydzielane?
Postacie, jakie kreuje się w trakcie wykonywania zadań związanych z kombinacjami operacyjnymi, są dobierane według poszczególnych cech funkcjonariusza oraz figuranta. Prowadzący nadzór ocenia zdolność do wykonywania danego zadania indywidualnie. Podobnie jak narzędzia, które potrzebne są do zdobycia dowodów łamania prawa – garnitury, samochody, dresy. Przyświeca temu jeden cel – złapanie przestępców - handlarzy narkotykami, handlarzy kobietami, pospolitych łapówkarzy. Czas akcji zależy od dynamiki i rozwoju sytuacji operacyjnej. Każda sprawa jej inna, ma swoją własną charakterystykę, przestępcy są różni.

Przeczytałam, że takim przykrywkowcem można być maksimum pięć lat. Potem wchodzi się w niebezpieczny moment uzależnienia od adrenaliny.
To są indywidualne oceny poszczególnych osób. Jeden funkcjonariusz wypali się wcześniej, inny zaś dłużej będzie w stanie wykonywać tego rodzaju pracę. Nie ma tu sztywnych reguł.

Panie? Mają ciężej, łatwiej?
Należy tu postawić znak równości. Płeć funkcjonariusza nie ma znaczenia. W zależności od sytuacji, zarówno Panie, jak i Panowie mogą mieć pod górkę albo z górki – niebezpieczeństwo jest zawsze takie samo dla wszystkich.

Na czym polegają konkretne szkolenia na przykrywkowca?
Nie chciałbym wchodzić szczegółowo w tego typu kwestie, ponieważ obowiązuje mnie w tym zakresie tajemnica. Kuchnia pracy służb powinna pozostać tajemnicą.

Czy istnieje coś takiego jak kodeks etyczny, moralny takiego agenta?
Ściśle określone zasady są unormowane przepisami prawa. Natomiast, bez etyki i moralności nie można mówić zarówno o chronieniu prawa, jak i pracy agenta.

A metody przesłuchań funkcjonariuszy CBA, o których mówił ostatnio sędzia Igor Tuleya? Czy według Pana jest to prawdziwy obraz CBA, czy przesadzona opinia sędziego?
Według mnie sędzia Tuleya wypowiadał swoje prywatne opinie i oceny w odniesieniu do materiału dowodowego – taka sytuacja jest niedopuszczalna. Do takich wypowiedzi nie powinno było dojść. Prokuratura w odniesieniu do metod przesłuchań świadków w godzinach nocnych uznała, że prawo przewiduje prowadzenie tego typu czynności. Natomiast porównanie sędziego do lat stalinowskich jest oderwane od rzeczywistości.

Jak chodzi o tzw. kontrolowaną łapówkę – gdzie jest granica, a gdzie możemy mówić o prowokacji agenta?
Prowokacji agenta? Mówimy o działaniach określonych w art.19 (ust. 1 i 3) ustawy o CBA, czyli  o kontrolowanym wręczeniu korzyści majątkowych. Niektórzy dziennikarze używają określenia „prowokacja policyjna” w cudzysłowie, jednak przypomnę, że przepisy bardzo sztywno określają, co funkcjonariusz zrobić może, a czego nie.

Czyli nie może – czego?
Nie może prowokować czy być osobą, która kieruje grupą przestępczą. A jest to bardzo łatwe do zweryfikowania, ponieważ materiał dowodowy jest badany przez prokuraturę, a następnie sąd.

Ten sam, który zamiata sprawy pod dywan?
Podstawę do weryfikacji stanowi cały operacyjny materiał z konkretnej sprawy, którego nie da się w żaden sposób zmanipulować. Tu nie można wykorzystać żadnej luki.

A metody? Jak daleko agent może się posunąć w swoich metodach infiltracji danej grupy? Szeroko komentowane były podobno pańskie metody wchodzenia w środowisko Pań, które były pod lupą?
Jakie metody ma Pani na myśli?

Choćby ten bukiet róż otoczony perłami, podobno podarowany przez Pana Beacie Sawickiej?
To są doniesienia kłamliwe. Poza tym w tych sprawach w zainteresowaniu CBA nie były tylko Panie. W sprawę ustawienia przetargu na zakup działki na Helu wyrok usłyszał także burmistrz tego miasta. Nie były to moje prywatne relacje, odgrywałem w tych sprawach pewną rolę, po to, by zdobyć materiał dowodowy na popełnianie przez tych ludzi przestępstw. To oni usłyszeli zarzuty karne, nie ja. Przypomnę, że w trakcie postępowania prokuratorskiego, adwokat Pani Sawickiej skierował wniosek do prokuratury o podejrzenie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy CBA. Prokuratura w Lublinie badała tę sprawę i jednoznacznie stwierdziła, że takiego przekroczenia nie było. Także prokurator oskarżający w tej sprawie nie dopatrzył się żadnych nadużyć agentów, a co najważniejsze – sąd w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że funkcjonariusze działali zgodnie z prawem. Organy państwa nie dały się w tym przypadku zwieść łzom przestępcy.

Nie brakuje Panu adrenaliny, która wiązała się z pracą pod przykryciem? Będąc teraz w roli posła,  nie tęskni Pan do pracy w CBA?
Swoją wieloletnią wiedzę merytoryczną mogę wykorzystać w pracy poselskiej, wspierając przy okazji funkcjonariuszy służb. Już jako poseł złożyłem mnóstwo zawiadomień do różnych instytucji dotyczących przekroczenia uprawnień, do jakich dochodzi w służbach mundurowych oraz specjalnych.

Gdyby miał pan szansę powrotu?
Tamten rozdział jest zamknięty.

W jakim kierunku podąża obecne CBA?
Znam bardzo dobrze obecnego szefa CBA, Pawła Wojtunika, kiedyś był dobrym gliną. Natomiast szczeble kariery, po których zaczął się wspinać przyćmiły mu nadrzędny cel naszej służby, czyli dobro ojczyzny. W mojej ocenie dziś CBA jest ubezwłasnowolnione przez rządzący układ polityczny PO-PSL. Afera goni aferę, a winnych nie widać. Gdybym zaczął wymieniać, zabrakłoby Pani Redaktor miejsca na tekst.

Są przyjaźnie wśród funkcjonariuszy?
Oczywiście, że tak. Dziś mam wielu przyjaciół wśród funkcjonariuszy czynnych zawodowo we wszystkich służbach specjalnych. Miałem ich w trakcie wykonywania zadań jako funkcjonariusz CBŚ, CBA.

Skąd zatem zdjęcia, które wyciekły za sprawą Pańskich przyjaciół, znajomych?
Nie da się ustrzec przed zdrajcami. I to jest właśnie taki przykład –  dwóch moich byłych kolegów stało się pospolitymi zdrajcami w momencie dostarczenia zdjęć dziennikarzom. Czy zostali za to wynagrodzeni? Z wiedzy, jaką posiadam – tak. Głos wszystkich przykrywkowców, antyterrorystów, wywiadowców, funkcjonariuszy pionów operacyjnych w Polsce w tej sprawie jest potępiający.

Jak się Pan wówczas czuł?
Po wieloletniej pracy w służbach mam grubą skórę. Dziwię się natomiast, że nie było konkretnych reakcji ze strony służb – zarówno ze strony CBA, ABW czy CBŚ. Reakcja powinna być stanowcza, doszło bowiem do rażącego złamania przepisów prawa. Nie chodzi o dyskredytację mojej osoby, lecz o to, że ujawniono szereg informacji niejawnych, narażających na szwank funkcjonariuszy dziś czynnie służących Polsce. Mam nadzieję, że osoby, wobec których toczy się postępowanie w tej sprawie, poniosą konsekwencje swego czynu.

A jakie by Pana satysfakcjonowały?
Chciałbym, aby dziennikarze, którzy dopuścili się tych publikacji, zaczęli myśleć. Rozumiem, że każdy gorący news świetnie się sprzedaje, ale trzeba też myśleć o ludziach, którzy walczą z przestępczością. Publikacja informacji na temat ich pracy, przedstawianie ich wizerunku, jest dalece, delikatnie mówiąc, nieodpowiedzialna.

Czy agent może mieć życie prywatne w trakcie wykonywania swoich obowiązków?
Nie rozmawiam z dziennikarzami na temat mojego życia prywatnego dzisiejszego i wczorajszego – wynika to przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa – mojego i moich najbliższych.

Niebezpieczne sytuacje?
Dwukrotnie, kiedy brałem udział w akcjach, ja i moi koledzy byliśmy zagrożeni utratą życia.

Czy w tej chwili otrzymuje Pan jakieś pogróżki?
Tak, otrzymuję groźby związane z pozbawieniem życia, składam stosowne zawiadomienia do prokuratury. Śledztwa w tych sprawach są w toku.

Nie boi się Pan, tak zwyczajnie po ludzku?
Nie bałem się jako policjant, nie boję się teraz, jako polityk. Zawsze będę stawiał czoła wszelkim sprawom  związanym z łamaniem prawa.

WYWIAD POCHODZI Z KWIETNIOWEGO NUMERU MIESIĘCZNIKA REPORTER

fot. Gabriela Jatkowska


Podziel się tym postem

4 komentarze:

Pelargonia pisze...

Witaj R.,

Wywiad z Agentem Tomkiem zdążyłam juz przeczytać w gazecie, którą wszystkim gorąco polecam.
Czyta się tu wszystko od deski do deski i była to dla mnie ciekawa lektura podczas wielkanocnych ferii.
Serdeczne dzięki dziennikarzom, którzy tak interesująco piszą.

Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Aż się zaczerwieniłem od tych pochwał.Nie wiem czy zasługujemy na tak pochlebną ocenę, ale miło mi czytać,że komuś się nasz miesięcznik podoba.Bardzo dziękuje, pozdrawiam i liczę, że także kolejny numer spotka się z podobnym zainteresowaniem.
Janusz Szostak

Stary Niedźwiedź pisze...

Czcigodny Rzepko
Pamiętam z roku 1980 dowcip którego pointa mówiła że pewnego sekretarza PZPR to chyba nawet prokurator nie wybroni. Ale wtedy nie było jeszcze Tusklandii która nie takie bariery przekracza.
Dziękuję za arcyciekawy materiał i pozdrawiam serdecznie.

Rzepka pisze...

Drogi Niedźwiedziu,

w Tuskolandii prokuratura jest niezależna, w tym znaczeniu, że nic od niej nie zależy...

Pozdrawiam serdecznie

 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top