„Pamiętam, jak w radiu musiałam zamówić analizę dźwiękową na Akademii Muzycznej, aby pokazać, jak podkręcają głos ówczesnego premiera JK, żeby "skrzeczał". Rysunek fal dźwiękowych jest nie do podważenia. Podkręcali mu głos.” – napisała redaktor Teresa Bochwic w komentarzu pod "salonową" notką Daisy.
Przyznam, że informacja ta wprawiła mnie w prawdziwe osłupienie. Spotykam się z nią po raz pierwszy. Domyślam się bowiem, iż nie chodzi tu o audycje rozrywkowe, satyryczne, a o programy informacyjne lub publicystyczne. Dotychczas mówiło się głośno, że media wrogie Jarosławowi Kaczyńskiemu i PiS, a także śp. Prezydentowi tak dobierały zdjęcia i ustawiały kamery, by nielubiani politycy wyglądali wyjątkowo niekorzystnie. No cóż, tu złą wolę trudniej jest udowodnić, bo zawsze można się wykpić , że nie było lepszych fotek (choć wiemy, że były), czy też dobrych warunków do filmowania. Ale żeby celowo manipulować głosem? To niepojęte, do czego zdolne są media, by zniekształcić i obrzydzić ludziom wizerunek polityka .
Często przedstawiciele mainstreamowych mediów powołują się na BBC jako wzór obowiązujących tam standardów dziennikarskich. Otóż myślę, że w BBC taka sytuacja byłaby nie do przyjęcia, a ten kto dopuściłby się podobnych praktyk zostałby srogo napiętnowany.
Bardzo cenię dorobek zawodowy pani redaktor Bochwic, podziwiałem jej godną szacunku postawę wobec „niesymetrycznych” działań Rady Etyki Mediów, kibicuję Stowarzyszeniu Polska Jest Najważniejsza, którego jest członkiem. Niemniej chciałbym zapytać: dlaczego informacja o manipulowaniu przez media głosem, bądź co bądź, premiera RP nie przedostała się wówczas do wiadomości publicznej? Tym bardziej, że był na to dowód w postaci analizy wykonanej przez ekspertów z Akademii Muzycznej… Pani Redaktor, przecież zasiadała Pani w Radzie Etyki Mediów… Kto celowo zniekształcał głos Jarosława Kaczyńskiego, by go ośmieszyć?
środa, 22 grudnia 2010
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Był sobie Janek Szeląg, który się Bronka nie przeląkł
Bronisław Komorowski podczas spotkania w Centrum Kultury Polsko-Amerykańskiej w Cleveland:
„[…]Siedziałem sobie jako więzień polityczny i co chwila kogoś wprowadzano z aresztantów, to było w Pałacu Mostowskich. Siedziałem sobie z różnymi kolegami, ale także ze zwykłymi więźniami kryminalnymi. Siedział między innymi dwumetrowego wzrostu, zwyczajny bandyta, Janek Szeląg – morderca. I ten Janek Szeląg w pewnej chwili podchodzi do mnie i mówi: Słuchaj student – bo tak mówili do więźniów politycznych – słuchaj student, a może wasi przyjdą was odbić? Jakby przyszli, to ty student pamiętaj: my też zawsze za wolnością. Tylko pamiętaj student, najpierw klawisza w łeb, potem porywamy samochód i do Ameryki. Proszę państwa, ten zwykły bandyta nie wiedział nawet, że po drodze z Polski do Ameryki jest Ocean Atlantycki. Ale wiedział jedno, że Ameryka się kojarzy z wolnością. […]”
Anegdotę o Janku Szelągu w wykonaniu Bronisława Komorowskiego można zobaczyć TU (od 4.45 min.) Tę samą historię opowiedział TU (od 40.00 min.- dłuższa wersja) , a także przed wyborami prezydenckimi, przy TEJ okazji.
Wygląda więc na to, że opowieść o Janku Szelągu jest stałym punktem spotkań ze środowiskiem Polonii amerykańskiej i samych Amerykanów, podkreślającego na każdym kroku swoją opozycyjną martyrologię w PRL-u, Bronisława Komorowskiego. Ale może nie tylko takich spotkań. Bo oto zaświtała mi myśl, że w tej właśnie historyjce tkwić może tajemnica tak wysokiego poparcia Komorowskiego wśród osadzonych w zakładach karnych i aresztach śledczych:

Nie jestem w stanie rozstrzygnąć, czy rzecz o Janie Szelągu jest prawdziwa. Nikt jakoś nie poszedł tym tropem, nie sprawdził czy ten „zwyczajny morderca” – jak sympatycznie określił tego osobnika Komorowski- istniał naprawdę. Mogę sobie jednak wyobrazić, co działoby się gdyby podobną opowieść serwował z takim upodobaniem jakiś polityk nielubiany przez salonowe media. Ooo, wtedy bohater takiej historii byłby poszukiwany przez dziennikarzy w całym kraju, a może i w samej Ameryce… Więzienne archiwa przeżywałyby prawdziwe oblężenie, a gdyby okazało się, że Janek Szeląg jeszcze żyje, byłby rozrywany przez różne stacje telewizyjne – wszystko po to, by skonfrontować go z autorem takiej opowieści i udowodnić politykowi ewentualną ściemę. A tu cisza. Nie ma chętnych do zbadania tej sprawy…
Jasne, że temat błahy, a do tego niełatwy. Ot, choćby takie imię i nazwisko – Jan Szeląg, wydaje się bardzo popularne. Dla przykładu: taki właśnie pseudonim twórczy (Jan Szeląg) przybrał sobie Zbigniew Mitzner (1910-1968), dziennikarz i satyryk, współzałożyciel popularnego tygodnika „Szpilki” …
Notka zainspirowana wpisem KaNo
Zdjęcie stąd
„[…]Siedziałem sobie jako więzień polityczny i co chwila kogoś wprowadzano z aresztantów, to było w Pałacu Mostowskich. Siedziałem sobie z różnymi kolegami, ale także ze zwykłymi więźniami kryminalnymi. Siedział między innymi dwumetrowego wzrostu, zwyczajny bandyta, Janek Szeląg – morderca. I ten Janek Szeląg w pewnej chwili podchodzi do mnie i mówi: Słuchaj student – bo tak mówili do więźniów politycznych – słuchaj student, a może wasi przyjdą was odbić? Jakby przyszli, to ty student pamiętaj: my też zawsze za wolnością. Tylko pamiętaj student, najpierw klawisza w łeb, potem porywamy samochód i do Ameryki. Proszę państwa, ten zwykły bandyta nie wiedział nawet, że po drodze z Polski do Ameryki jest Ocean Atlantycki. Ale wiedział jedno, że Ameryka się kojarzy z wolnością. […]”
Anegdotę o Janku Szelągu w wykonaniu Bronisława Komorowskiego można zobaczyć TU (od 4.45 min.) Tę samą historię opowiedział TU (od 40.00 min.- dłuższa wersja) , a także przed wyborami prezydenckimi, przy TEJ okazji.
Wygląda więc na to, że opowieść o Janku Szelągu jest stałym punktem spotkań ze środowiskiem Polonii amerykańskiej i samych Amerykanów, podkreślającego na każdym kroku swoją opozycyjną martyrologię w PRL-u, Bronisława Komorowskiego. Ale może nie tylko takich spotkań. Bo oto zaświtała mi myśl, że w tej właśnie historyjce tkwić może tajemnica tak wysokiego poparcia Komorowskiego wśród osadzonych w zakładach karnych i aresztach śledczych:

Nie jestem w stanie rozstrzygnąć, czy rzecz o Janie Szelągu jest prawdziwa. Nikt jakoś nie poszedł tym tropem, nie sprawdził czy ten „zwyczajny morderca” – jak sympatycznie określił tego osobnika Komorowski- istniał naprawdę. Mogę sobie jednak wyobrazić, co działoby się gdyby podobną opowieść serwował z takim upodobaniem jakiś polityk nielubiany przez salonowe media. Ooo, wtedy bohater takiej historii byłby poszukiwany przez dziennikarzy w całym kraju, a może i w samej Ameryce… Więzienne archiwa przeżywałyby prawdziwe oblężenie, a gdyby okazało się, że Janek Szeląg jeszcze żyje, byłby rozrywany przez różne stacje telewizyjne – wszystko po to, by skonfrontować go z autorem takiej opowieści i udowodnić politykowi ewentualną ściemę. A tu cisza. Nie ma chętnych do zbadania tej sprawy…
Jasne, że temat błahy, a do tego niełatwy. Ot, choćby takie imię i nazwisko – Jan Szeląg, wydaje się bardzo popularne. Dla przykładu: taki właśnie pseudonim twórczy (Jan Szeląg) przybrał sobie Zbigniew Mitzner (1910-1968), dziennikarz i satyryk, współzałożyciel popularnego tygodnika „Szpilki” …
Notka zainspirowana wpisem KaNo
Zdjęcie stąd
wtorek, 7 grudnia 2010
Jaka to melodia?
Podczas ceremonii powitania Dmitrij Miedwiediew zainteresował się repertuarem zaprezentowanym przez orkiestrę.
Edit: W tym miejscu był filmik, który został zablokowany przez YT. Przepraszam.
Edit: W tym miejscu był filmik, który został zablokowany przez YT. Przepraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)