Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Janusz Szostak: Dziennikarze i gangsterzy

Lata 90. ubiegłego wieku, to był czas, gdy przestępcy mieli się w Polsce wyjątkowo dobrze. Także dziennikarzom nie brakowało tematów, bo życie dostarczało nam ich w nadmiarze.

Wówczas prowadziłem dział sensacji i reportażu - w popularnym wtedy Expressie Wieczornym. Pracowało tam wraz ze mną także kilku innych dziennikarzy Reportera. W tym czasie gangi mnożyły się niczym króliki - w każdym mieście i miasteczku - a my pisaliśmy na co dzień o ich dokonaniach. W pewnym sensie lansując poszczególnych watażków. Gdyż każda wzmianka w prasie podnosiła bandyckie notowania. Nie było wówczas Pudelka i popularnych obecnie tabloidów. Dziś pewnie chłopcy z ferajny staliby się celebrytami. Niczym matka Madzi.

Wtedy musiał wystarczyć im Express Wieczorny, od lektury którego wielu z nich zaczynało dzień. Zwłaszcza, że Ekspresiak - przez długi czas - ukazywał się po południu. A żaden szanujący się gangster - po nocy pełnej rabunków, gwałtów, wymuszeń i innych czynów karalnych - nie będzie zrywał się skoro świt, aby lecieć do kiosku po gazety. Około 13-14, to już co innego, a wtedy właśnie nasza gazeta trafiała do kiosków.

Czytali ją uważnie i zdarzało się, że telefonowali do nas z „reklamacjami”, że to o którymś napisaliśmy za dużo lub za mało. Rozgłos był dla nich ważny. Bez niego nie byłoby pewnie „Wołomina” i „Pruszkowa” w takiej skali, z jakiej znamy te gangi.

Były zatem przecieki od gangsterów do dziennikarzy. Zdarzało się też coś na kształt „ustawek” – między nami a zbójami. Jednak zawsze pisaliśmy, to tym co widzimy a nie o tym co chciano nam pokazać.

Kiedyś podczas spotkania z gangiem Łysego i Spławika z Żyrardowa chłopcy pogonili z restauracji, na naszych oczach, prokuratorów ze Skierniewic. Kilka dni wcześniej na tę knajpę zrobili najście w celu wymuszenia haraczu. A prokuratorzy przyjechali akurat w tej sprawie. Łysy po prostu ich wyprosil a oni grzecznie go posłuchali. I za moment gangsterzy opowiadali nam, jaką to pożyteczną robotę wykonują dla lokalnego społeczeństwa.

Z kolei podejrzewani o zabójstwo małżeństwa Jaroszewiczów pisywali do mnie nieco łzawe listy z kryminału. Pewnemu skruszonemu gangsterowi z Pruszkowa załatwialiśmy policyjną ochronę. Po tym, jak chcieli go odstrzelić kumple, gdy ze statku Jurata znikła ich kokaina o wartości 300 milionów złotych. Osławiony Dziad zaprosił nas do swojej willi w Ząbkach, gdzie przez moment usiłował nas wkręcić w handel lewym alkoholem na skalę masową.

Spotykaliśmy się z Pershingiem, Nikosiem, Klepakiem czy Masą (do tego jeszcze wrócę). Otwocki gangster o pseudonimie Żyd (szykował zamach na Pershinga) oraz kilku innych znanych zakapiorów (wszyscy nie żyją) zagrało nawet w telewizyjnej reklamówce z moim scenariuszem.

Bywało też, że przyczynialiśmy się do zatrzymania groźnych gangsterów. Tak jak Radosław Rzepka, który sprawił, że do celi trafił gang Andrzeja Kiełczyńskiego – byłego terrorysty izraelskiego i agenta CIA – wraz z jego bratankiem słynnym kilerem Albertem Kiełczyńskim ps. „Izraelczyk”. Tę sprawę przypominamy szerzej w pierwszym numerze Reportera.

W tamtych czasach byliśmy dość blisko przestępców. Nigdy jednak nie zdarzyło nam się z nimi bratać. Oni byli zbójami my reporterami. A to powinny być dwa odrębne światy. Niestety nie każdy rozumie te proste zasady.

Oto człowiek, który siedział za wymuszenia rozbójnicze zostaje redaktorem naczelnym popularnego tygodnika opinii. Zaś skruszony gangster Jarosław Sokołowski ps. Masa awansuje na felietonistę innego periodyku.

Jeszcze niedawno ten sam Masa dziennikarzy traktował z pogardą. Opisuje to choćby Helena Kowalik w relacji z procesu „Pruszkowa”: „Odpowiadający na pytania adwokata, to najbardziej znany świadek koronny w Polsce, Sławomir S. ksywa Masa. Nie życzył sobie obecności pismaków, jak nazwał reporterów sądowych, na sali rozpraw…”.

Dziś sam pragnie być pismakiem.

Co ciekawe redaktor Helenie Kowalik nie przeszkadza, że pisuje z nim w jednym czasopiśmie. Może nie potrwa to jednak długo, gdyż jak słyszałem Masa marzy, aby zostać policjantem.

Kto wie, może go i tam przygarną?

My w każdym razie - tak, jak dawniej pozostajemy dziennikarzami.

Janusz Szostak

fot. Grzegorz Boguszewski
więcej...

środa, 13 marca 2013

Reportera czas zacząć

Kilka dni temu - w wywiadzie dla portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - utyskiwałem nieco na obecny poziom polskiego dziennikarstwa. Szczególnie tego warszawskiego, które poza stolicę nosa nie wysadza. I kreuje rzeczywistość nierzeczywistą.

„Wychowałem się w czasach, kiedy dziennikarstwo było w zupełnie innej kondycji. Na początku lat 80-tych, aby napisać artykuł, jechałem do bohaterów pociągiem, przesiadałem się na pekaes, szedłem pieszo, czasami zabrała mnie furmanka. Jechałem w rejony Kolbuszowej albo Lubania Śląskiego niezależnie od tego czy świeciło słońce, padał śnieg czy deszcz. Zawsze rozmawiałem z ludźmi. Relację wielokrotnie przekazywałem telefonicznie, łącząc się przez centralę na poczcie, bo przecież nie było wtedy telefonów komórkowych. Co opowiadałem, to trafiało na łamy gazety. Teraz z Warszawy niemal nikt się nie rusza poza redakcję. To jest dla mnie pisanie z sufitu, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Prawdziwe dziennikarstwo jest jeszcze na tak zwanej prowincji, w gazetach lokalnych, które mają się świetnie i rozwijają się.” - powiedziałem wówczas Błażejowi Torańskiemu.

Dziś nikt nie ma czasu rozmawiać z ludźmi, chyba, że przez telefon. Taka, niestety jest dziennikarska rzeczywistość. Coraz częściej praca dziennikarzy jest odległa od czytelników, dominuje publicystyka a formy reporterskie są w zaniku.

Od lat tęsknię za wiarygodnym pismem reporterskim. Z tych marzeń zrodził się pomysł magazynu Reporter, którego pierwszy numer ukazał się właśnie dziś w całej Polsce.

Prawdziwy dziennikarz - moim zdaniem powinien potrafić rozmawiać zarówno z  biskupem czy premierem jak i kibicem, kryminalistą czy byłym traktorzystą z PGR.

W Reporterze także chcemy być blisko wydarzeń i ludzi. Będziemy rzeczywistość opisywać reportersko. I tak dzieje się od pierwszego numeru.

Reporter, to czasopism, które - choć w części - pragnie przywrócić należne miejsce najtrudniejszemu gatunkowi dziennikarskiemu - reportażowi.

Na razie jest to czasopismo o tematyce kryminalnej (prawa rynku). Jednak stopniowo będziemy rozszerzać krąg naszych zainteresowań m.in. o reportaże społeczne. Pojawią się także reportaże z różnych części świata.

Będziemy starali się trzymać poziom starej, dobrej szkoły polskiego reportażu .

Aby się o tym przekonać zapraszam do lektury.

Janusz Szostak

www.e-reporter.pl
więcej...
 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top