W kołach zbliżonych do trójkątów mówi się, że włodarze TVN zaapelowali do Polskiego Komitetu Olimpijskiego, by ten z kolei zwrócił się do MKOl z propozycją poszerzenia programu Igrzysk w 2016 roku o dodatkową dyscyplinę sportu, a mianowicie o „Taniec z gwiazdami”. Naszymi faworytkami w Rio de Janeiro byłyby Sylwia Gruchała i Otylia Jędrzejczak, a może jeszcze ktoś by do nich dołączył, wszak cztery lata to mnóstwo czasu.
Jakoś przykro i mikro robi się człowiekowi, kiedy ogląda występy polskich sportowców w Londynie. W wodzie – łomot, na planszach – łomot, nawet na kortach i boisku do siatkówki, gdzie najbardziej liczono na sukcesy – też łomot. Na tatami - ledwie któreś z naszych zdołało powąchać krocze przeciwnika, już musiało wracać do domu.
Jeszcze parę dni, a migawka ze srebrnym strzałem Sylwii Bogackiej pobije rekord w ilości emisji należący dotychczas do gola strzelonego Portugalii przez Włodzimierza Smolarka na mistrzostwach świata w Meksyku w 1986 roku. Pamiętam, że tę jedyną bramkę Polaków na wspomnianym Mundialu pokazywano wtedy w telewizji do znudzenia. A teraz codziennie człowiek się zastanawia: Odetka się tomorrow ten rezerwuar z polskimi medalami, czy się nie odetka tomorrow? A propos: w środowe przedpołudnie TVP pozbawiła mnie oglądania mojej ulubionej prezenterki, Odety Moro-Figurskiej. Kobitka zdążyła jeszcze odprawić do domu włoskich siatkarzy, a tu pstryk - sama została "zniknięta" z ekranu. Ja protestuję, przecież ona jako jedyna z prowadzących studio olimpijskie dopasowała się poziomem do naszych sportowców! Ambitna bardzo była i - jak to się mówi po sportowemu - z tej ambicji gryzła blat stołu. A odłamki absurdu sypały się pod nogi spanikowanego Jacka Kurowskiego...
Jeśli komuś przyjdzie do głowy, by zarzucać polskim olimpijczykom brak ambicji, to niech sobie popatrzy na azjatyckie badmintonistki.
Jakoś przykro i mikro robi się człowiekowi, kiedy ogląda występy polskich sportowców w Londynie. W wodzie – łomot, na planszach – łomot, nawet na kortach i boisku do siatkówki, gdzie najbardziej liczono na sukcesy – też łomot. Na tatami - ledwie któreś z naszych zdołało powąchać krocze przeciwnika, już musiało wracać do domu.
Jeszcze parę dni, a migawka ze srebrnym strzałem Sylwii Bogackiej pobije rekord w ilości emisji należący dotychczas do gola strzelonego Portugalii przez Włodzimierza Smolarka na mistrzostwach świata w Meksyku w 1986 roku. Pamiętam, że tę jedyną bramkę Polaków na wspomnianym Mundialu pokazywano wtedy w telewizji do znudzenia. A teraz codziennie człowiek się zastanawia: Odetka się tomorrow ten rezerwuar z polskimi medalami, czy się nie odetka tomorrow? A propos: w środowe przedpołudnie TVP pozbawiła mnie oglądania mojej ulubionej prezenterki, Odety Moro-Figurskiej. Kobitka zdążyła jeszcze odprawić do domu włoskich siatkarzy, a tu pstryk - sama została "zniknięta" z ekranu. Ja protestuję, przecież ona jako jedyna z prowadzących studio olimpijskie dopasowała się poziomem do naszych sportowców! Ambitna bardzo była i - jak to się mówi po sportowemu - z tej ambicji gryzła blat stołu. A odłamki absurdu sypały się pod nogi spanikowanego Jacka Kurowskiego...
Jeśli komuś przyjdzie do głowy, by zarzucać polskim olimpijczykom brak ambicji, to niech sobie popatrzy na azjatyckie badmintonistki.
Cztery deble zostały zdyskwalifikowane za to, że każdy z nich chciał przegrać mecz, by w następnej fazie turnieju trafić na słabsze rywalki. Wściekła się bułgarska zawodniczka Petja Nedełczewa i rzuciła: „Chiny kontrolują wszystko!”. I nie wiadomo, czy wykrzyczała się jedynie na tę badmintonową hucpę, czy tak bardziej ogólnie…
Ponieważ obecnie tak ciężko Polakom o złoto, srebro, czy choćby brąz, ktoś postanowił zdobyć miedź. Nie, nie w Londynie, nawet nie w Lądku Zdroju, lecz w Ciechocinku. A konkretnie, podprowadzono miedziane rynny w tamtejszym dworku prezydenta. Komorowski ponoć odetchnął z ulgą , że to nie żyrandole ponieważ zdecydowanie lepiej siedzi się pod żyrandolem niż pod rynną. Ale i tak obciach straszny, bo obiekt rzekomo jest stale pilnowany i monitorowany. Stróże porządku wiedzą o tym zdarzeniu od tygodnia i jak powiedziała rzeczniczka miejscowej policji „prowadzone jest dochodzenie w kierunku kradzieży” (no, skoro były rynny, a teraz ich nie ma, to trzeba przyznać, że właściwy kierunek dochodzenia wybrano), a funkcjonariusze „wykonują czynności zmierzające do wykrycia sprawców”.
Pomyślałem sobie, że nasi olimpijczycy, to zupełnie jak ci policjanci z Ciechocinka. Też „udali się na miejsce zdarzenia” i niemal od tygodnia wykonują czynności zmierzające do zdobycia medali. A z tych ich czynności efekt równie marny…
A ja bym bystrym policjantom podpowiedział, żeby oni tych złodziei poszukali wśród zwolenników prywatyzacji uzdrowisk. Ktoś po prostu sobie te rynny sprywatyzował w podobny sposób, jak obecna władzuchna prywatyzuje Polskę.
fot.screenshot






