poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Uważajcie na zegarki

Dociekliwi dziennikarze zauważyli ostatnio, że minister Sławomir Nowak nosi sześć drogich zegarków, wartych w sumie 70 tysięcy złotych.  Zatem, jak to mawiał bohater z „Zapisków oficera Armii Czerwonej", znaczy się Nowak jest przy zegarkach.


Krasnoarmiejcy po wkroczeniu do Polski poszukiwali głównie trofeów, czyli złota, wódki, kobiet i właśnie zegarków. Potem robili sobie zdjęcia - nawet trzy zegarki na jednej i cztery na drugiej ręce, a niekiedy i na nogach. Ilość zegarków wyznaczała ich miejsce w hierarchii sowieckich sołdatów.

Zegar historii zatoczył koło a ranking trofeów, jakby nie uległ zmianie. Dla niektórych  nadal liczba zegarków jest miarą posiadanych wpływów i pozycji. Zegarek za 15 czy 20 tysięcy złotych sprawia, że minister Nowak rośnie w oczach kolegów, którzy noszą zegarki za 100 złotych (jeśli tacy są). Ale szczerze mówiąc, przy takim Kadyrowie, który nosi zegarki po milion złotych, byłby jak parias z tym swoim (?) Ulyssem Nardinem za 30 tysięcy.

Nowak być może wyczuwa, że taki „sikor” to nie w każdych okolicznościach powód do szpanu i asekuruje się stwierdzeniem: - Tymi zegarkami, to ja wymieniałem się z kolegami.
W zamierzchłych czasach, z kolegami wymienialiśmy się znaczkami. Zegarek (zwykle radziecki) dostawało się co najwyżej z okazji Pierwszej Komunii. A teraz proszę, elity  wymieniają się - zegarkami, luksusowymi samochodami, nieruchomościami w malowniczej lokalizacji i pewnie nawet żonami. Taki już los polityków – celebrytów.

Swego czasu podczas wizyty w Albanii prezydent USA postanowił zaprzyjaźnić się z witającym go tłumem. Wszedł między ludzi i przez kilka minut ściskał im dłonie. Kiedy skończył, okazało się, że z jego ręki zniknął zegarek. Ale taki, którego Nowak na pewno by nie założył,  bo  - wart zaledwie 50 dolarów - Timex. Potem złośliwi mówili, że Georg W. Bush nie ma czasu dla nikogo.

W czasach PRL, w skrajnych sytuacjach zegarki zastępowały banknoty NBP. Można było nimi płacić za wódkę na melinach i w wielu knajpach. Jak się okazuje, rozliczenia zegarkowe - ale jakby odwrócone -  wracają do knajpianego biznesu. Kilka tygodni temu CBA zatrzymała w Szczecinie tamtejszego króla gastronomii. Jednym ze stawianych mu zarzutów był fakt, że rozdawał m.in. zegarki, osobom odwiedzającym jego restauracje. Jednak zegarki nie trafiały do klientów, którzy nadmiernie przy kieliszku tracili czas, aby im o jego istnieniu przypomnieć. Zdaniem agentów CBA, otrzymywali je wpływowi urzędnicy.

Czy Sławomir Nowak stołował się w Szczecinie, tego nie wiem. Być może faktycznie donasza zegarki po bogatszych kolegach. Na pewno jednak spokojnie może wybrać się na francuską Riwierę. Nie zwrócą na niego uwagi grasujące tam gangi złodziei zegarków.  Ponoć, wypoczywającym na Lazurowym Wybrzeżu milionerom, zuchwali rabusie kradną ich  bajecznie drogie czasomierze. Złupili już zegarki za ponad milion euro. Pewien rosyjski milioner stracił  zegarek marki Richard Mille, wart 500 tysięcy złotych, gdy poprawiał lusterko swojego Bentleya. Ponoć bardzo się tym nie zmartwił i kupił sobie jeszcze droższy. W każdym razie kradzież szczęścia mu nie zmąciła.

Mimo, że szczęśliwi czasu nie liczą, to jednak zwykle noszą zegarki. Nie ważne, czy własne, czy pożyczone. Na wszystkie warto uważać.

Janusz Szostak


Felieton pochodzi z najnowszego numeru
w sprzedaży od 30 kwietnia
Podziel się tym postem

3 komentarze:

Pelargonia pisze...

Witaj R.,

Sławku Nowaku jak oficer Armii Czerwonej strojny w zegarki.
Ciekawe, gdzie on ich nakradł;)

Pozdrawiam serdecznie

Rzepka pisze...

Witaj E.,

no proszę, notka wisi już dobrych kilka dni i wcale nie przestaje być aktualna :-) To się nazywa wyczucie tematu u aurora.

Sławomir Nowak znów na celowniku tygodnika Wprost

Pozdrawiam serdecznie!

Bartek pisze...

Ciekawe czy na nogach też ma zegarki. ;)

 
Copyright © 2014 Pejzaż Horyzontalny | Rzepka • All Rights Reserved.
Template Design by BTDesigner • Powered by Blogger
back to top