piątek, 4 stycznia 2008

Wniebowzięci

- A wiec tak: najpierw lądujemy w Gdańsku, gdzie zostawiamy Sławka, a zabieramy Tomka, bo musi być na 13.00 w Warszawie. Ale w Katowicach czeka na nas Kazio, wiec z Gdańska lecimy do Katowic, a dopiero stamtąd do stolicy. Tam wysiada Kazio, a wsiada Jarek, który spieszy się do ojca, do Gdańska. W Gdańsku żegnamy się z Donaldem i Jarkiem i lecimy do Warszawy, gdzie wysiadam ja i Tomek… Proste?!

3 komentarze:

  1. Rzepko,

    Ja swoje muzyczne "Odloty" ćwiczyłam w pączkującym zagrypieniu (ale chyba będzie dobrze!), a u Ciebie widzę full-odlot ! :)))

    Pięknie kojarzysz, już Ci to nie raz mówiłam. Dziadzio od dyplomatołków jawi się niczym kierownik lotu. I aż się marzy (vide komiks z petardą Donalda u Ckwadrata), by ten ich wehikuł wylądował na...Księżycu :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak sobie eksperymentuję z tymi gadżetami jako blogowy dyletant. Śmieszne to trochę, jak na starego chłopa, ale fajne!

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń